Jaki zachodni kraj prowadzi jedną z najbardziej obłudnych polityk zagranicznych? USA? Niekoniecznie. Śmiało o palmę pierwszeństwa walczy Francja. Nie można oczywiście niczego przesądzać, w końcu są dwa wyjścia. Albo Francja przehandlowała z Libią broń za bułgarskie pielęgniarki albo nie przehandlowała, a zupełnie niezależnie od pielęgniarek uzbroiła reżim wspierający terroryzm, w którym tortury są na porządku dziennym. Ciekawy wybór, prawda?
Ale od początku...
Saif al-Islam zaszokował wszystkich oświadczeniem w sprawie bułgarskich pielęgniarek przetrzymywanych do niedawna w Libii:
"Tak, torturowaliśmy bułgarskie pielęgniarki i palestyńskiego lekarza" - przyznał w wywiadzie dla telewizji Al-Jazeera syn przywódcy Libii, Saif al-Islam. Potomek Muammara Kadafiego z kamiennym spokojem potwierdził szokujące zeznania uwolnionych niedawno medyków.
[...]
Doktor [Aszraf al-Hadżudż - palestyński lekarz] z obłędem w oczach wspominał metody śledcze, stosowane przez libijskich strażników więziennych. Lekarz opowiadał, że był odurzany narkotykami, szczuty psami, a do stóp i genitaliów przystawiano mu elektrody.
Tak samo miały być traktowane także więzione kobiety. "Byłyśmy poddawane wstrząsom elektrycznym, bite kijami" - żaliły się. "Strażnicy po nas skakali, a dwie z nas zgwałcili" - dorzuciły. Jedna z pielęgniarek próbowała popełnić w czasie śledztwa samobójstwo.
Dlaczego medyków poddawano tak okrutnym cierpieniom? W ten sposób śledczy wymusili na nich przyznanie się przed libijskim sądem do zarażenia wirusem HIV 438 libijskich dzieci.
Co prawda Saif al-Islam zapewnia, że część opowieści Palestyńczyka to kłamstwa, jednak czy po tak szokującym oświadczeniu nie można nie wierzyć w słowa lekarza?
Jak wiadomo pielęgniarki uwolniono niedawno, choć wydawało się, że sytuacja jest tragiczna:
Po ponad ośmiu latach więzienia i tortur w Libii bułgarskie pielęgniarki i palestyński lekarz wrócili wczoraj do domu. Ciążąca na nich kara śmierci za rzekome zakażenie dzieci wirusem HIV została unieważniona
W sprawę uwolnienia pielęgniarek zaangażowały się francuskie władze:
Wówczas do negocjacji włączył się Paryż. Do Libii przyleciała żona francuskiego prezydenta Cecilia Sarkozy z unijną komisarz ds. stosunków zewnętrznych Austriaczką Benitą Ferrero Waldner. "Dwie bohaterki" - jak nazwała je bułgarska prasa - spotkały się z rządzącym Libią pułkownikiem Muammarem Kaddafim. Przez ostatnie 48 godzin prowadziły twarde rozmowy z tamtejszym MSZ. W Trypolisie w gotowości czekał francuski samolot prezydencki, którym uwolnieni mogliby wrócić do kraju.
Wreszcie w nocy z poniedziałku na wtorek nastąpił przełom. - Rozmowy były skrajnie intensywne i toczyły się niemal bez żadnych przerw - ogłosiła tylko ambasada Bułgarii w Libii.
- Francuska dyplomacja wykazała swą wysoką jakość. Wysyłając do Libii kobiety, wybrała najlepszy sposób na negocjacje z libijskim przywódcą. Prawdopodobnie za radą psychoanalityków - uważa Vladimir Chukov, bułgarski specjalista od stosunków z krajami arabskimi.
Francuska prezydentowa, jej mąż Nikolas Sarkozy i unijna komisarz wczoraj zostali honorowymi obywatelami Sofii.
Niby powinniśmy się cieszyć, ale efekt popsuły późniejsze informacje:
Kontrakt podpisano z europejskim konsorcjum MBDA, największym na świecie producentem pocisków kierowanych.
Trypolis podpisał też drugi kontrakt, z koncernem EADS na dostawę systemu TETRA do cyfrowej łączności radiotelefonicznej o wartości 128 mln euro - podało to samo źródło.
Atmosferę podgrzał jeszcze syn Kadafiego:
W środę dziennik "Le Monde" zamieścił wywiad z al-Islamem, który oświadczył, że kontrakt na dostawy broni z Francji był jednym z dwóch najważniejszych czynników mających wpływ na uwolnienie więzionych w Libii bułgarskich pielęgniarek.
Którą później jednak ostudził:
W sobotę al-Islam podkreślił, że to "niedopuszczalne, by taka kwestia humanitarna była przedmiotem wymiany".
W sukurs poszli Francuzi:
Z kolei szef kancelarii prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego Claude Gueant powiedział dziennikowi "Le Figaro", że prezydent nie miał nic wspólnego z negocjacjami tego kontraktu. Gueant dodał, że wizyta Sarkozy'ego w Libii wkrótce po uwolnieniu pielęgniarek być może dopomogła w stworzeniu "korzystnego klimatu" dla kontraktów z EADS i MBDA. (nawiasem zupełnie, kto uwierzy w tak idiotyczne wyjaśnienie?)
Również szef marketingu i strategii koncernu EADS zapewnił, że z zawarciem kontraktu z Libią, poprzedzonym 18 miesiącami negocjacji, kancelaria Sarkozy'ego nie miała nic wspólnego. - Kwestia pielęgniarek jest zbyt ważna, aby miała zależeć od kontraktów na broń - powiedział radiu Europe-1 Marwan Lahoud.
Doprawdy trudno się połapać w tym wszystkim. Negocjacje w sprawie broni toczyły się ponoć od ponad 18 miesięcy, lecz zbiegnięcie się w czasie rozwiązania sprawy pielęgniarek i finalizacji negocjacji jest dość zdumiewające. No ale nawet, nawet gdyby przyjąć, że Sarkozy jednak nie wymienił się z Kadafim: my wam rakiety, wy nam pielęgniarki, to co z tego? Co z tego?
Nie możemy uciec od wniosku, iż wygląda na to, iż każdy scenariusz w jakiś sposób pogrąża francuską politykę zagraniczną. Gdyby bowiem przyjąć scenariusz, iż rzeczywiście miał miejsce handel: broń za pielęgniarki to jest to sytuacja z punktu widzenia cywilizowanych krajów zupełnie karygodna i kompromitująca. A co, jeśli Francja zaczęłaby tak negocjować chociażby z Iranem czy Koreą Północną? Czy wówczas nie można skonstatować, iż wystarczy porwać kilka osób, przetrzymać w więzieniu i już Sarkozy popędzi do danego kraju z rakietami?
Francuskie władze jednak zaprzeczają tej wersji, lecz... co z tego? Tym samym bowiem niejako automatycznie przyznają się do czynu równie karygodnego. Otóż, nawet jeśli przyjąć drugi scenariusz, to tak czy siak Francja sprzedaje broń Libii, czyli krajowi, którego przedstawiciel z rozbrajającą szczerością opowiada o torturowaniu w więzieniu niewinnych kobiet. Tym samym Francuzi rozmyślnie czy nie, legalizują poczynania Kadafiego, co powinno dla kraju, który uważa się za demokratyczny być absolutnie kompromitujące.
Tym bardziej kuriozalna jest sytuacja, w której Nicolas Sakrozy niejako chwali się sukcesem w sprawie przetrzymywania pielęgniarek, a za plecami handluje z reżimem, który te pielęgniarki więził bronią.
Inną sprawą jest, jak niewiarygodnie obłudna okazuje się w takim wypadku cała polityka Francji w Afryce, która najpierw dozbraja Czarny Ląd, a później jedzie chociażby do Darfuru, żeby w Afryce zaprowadzać pokój. Może nieco przerysowuje, ale równie dobrze francuscy żołnierze mogliby brać na misje pokojową dwie sztuki broni i jedna zachować dla siebie, a drugą dać bandom bandytów, które terroryzują Afrykę - na jedno by wyszło.
Gdy tak patrzę na politykę francuską, to powoli zaczynam doceniać naszą. Bowiem już chyba wolę nieudolne zabiegi min. Fotygi, niż brudne machlojki francuskiej dyplomacji, w której błyszczące opakowanie kryje gnijące i cuchnące wnętrze. My przynajmniej jesteśmy brzydcy, ale szczerzy - Francja jest piękna, ale śmierdzi. A nic tak nie denerwuje, jak właśnie taki smród.
Ale co począć? Na zdjęciach smrodu ponoć nie widać. Ale czy na pewno?
linki:
Syn Kadafiego o torturachFrancja sprzedaje broń Libii
O uwolnieniu pielęgniarek
Broń za pielęgniarki?



Komentarze
Pokaż komentarze (4)