Ponieważ koncepcja Międzymorza powraca co jakiś czas (niestety tylko jako ogólny postulat) spróbujmy konstruktywnie się zastanowić co to by miało oznaczać tu i teraz. Żeby było łatwiej możemy się ograniczyć na początek do rozważenia ściślejszej współpracy tylko 2 państw w naszym regionie. Taka bowiem szansa może się pojawić w niedalekiej przyszłości.
Załóżmy, że nadchodzące wybory wygra PIS. W tej sytuacji Polska polityka zagraniczna będzie mogła być prowadzona w sposób spójny i obrać wyraźny kierunek. W tym przypadku ważne jest to, że prezydent i większość parlamentarna będą ściśle współpracować w ramach polityki zagranicznej. Jak wiadomo nie zawsze tak jest i przypadek kohabitacji byłby dużo trudniejszy. Mamy jednak szanse na warunki prawie idealne do podejmowania rozmaitych inicjatyw regionalnych.
Krajem, który widziałbym jako kandydata do budowy zaczątku Międzymorza wraz z Polską są Węgry. Jest szansa, że Jarosław Kaczyński i Viktor Orban byliby w stanie się porozumieć w tej sprawie i zaczęliby budować Budapeszt w Warszawie oraz Warszawę w Budapeszcie. Zastanówmy się na czym konkretnie mogłaby polegać ta bliska współpraca ?
Polityka zagraniczna
Bezsprzecznie te 2 kraje mogą się wzajemnie popierać na forum UE. Wsparcie Polski mogłoby poważnie osłabić ostracyzm wobec Orbana. Podobnie Węgry mogłyby wspierać Polskę kiedy rząd PISu zacznie prowadzić niepopularną w UE politykę.
Punktem mocno dzielącym Polskę i Węgry prawdopodobnie będzie stosunek do działań Rosji i Putina oraz do przyszłości Ukrainy. Tu szanse na wspólną politykę Kaczyńskiego i Orbana są praktycznie zerowe. Węgry jakoś zupełnie nie podzielają mesjanistycznych idei Kaczyńskiego na wschodzie. Podobnie zresztą jest w przypadku stosunku do sojuszu z USA. Tu różnice zapewne też będą duże i trudno będzie występować wobec sojusznika zza wielkiej wody mówiąc jednym głosem.
Polityka obronna
Pomijając to, że Orban zupełnie inaczej widzi zagrożenia dla regionu niż Kaczyński to być może da się zorganizować jakąś współpracę wojskową ? Pytanie tylko jaką ? Ani Polska ani Węgry raczej nie zdecydują się na opuszczenie NATO. Współpraca przemysłu zbrojeniowego ? Taka współpraca jest w pełni możliwa już teraz, bez żadnego Międzymorza. Gdyby Węgry chciały kupić w Polsce śmigłowce, radary, transportery kołowe czy broń strzelecką to mogą to zrobić. Ale mogą to równie dobrze zrobić praktycznie na całym świecie. Armia węgierska organizując jakiś duży przetarg na sprzęt wojskowy miałaby przyznać dodatkowe punkty firmom z Polski ze względu na bliską współpracę polityczną ? Albo firmy węgierskie miałyby mieć jakąś przewagę na starcie przy przetargu organizowanym przez polską armię ? Bardzo wątpliwe. Czy zgodzimy się kupić gorsze i droższe uzbrojenie tylko dlatego że jest węgierskie ?
Być może z czasem udałoby się zorganizować jakiś wspólny projekt zbrojeniowy. Być może udałoby się koordynować niektóre przetargi ale wymagałoby to wiele lat spójnej współpracy.
Współpraca gospodarcza
Oba kraje są potężnie zadłużone i oba są klientami wielkich, międzynarodowych banków i funduszy, które pozwalają im dopinać bieżące budżety i finansować deficyty. <strong>To jest podstawowa zależność gospodarcza</strong>. Kraje te w tym zakresie niewiele mogą sobie nawzajem pomóc. Nie ma mowy o udzielaniu sobie kredytów na dużą skalę.
Oba kraje mają niedobór rodzimego kapitału. Nie mogą zatem być dla siebie nawzajem jego źródłem. Nie są też możliwe wielkie inwestycje Polski na Węgrzech i węgierskie w Polsce (poza incydentalnymi przypadkami) ani zasilenie kapitałami systemu bankowego.
Oba kraje funkcjonują w ramach dużego obszaru gospodarczego, o bezcłowym przepływie towarów, swobodnym przepływie kapitału i siły roboczej. Nie bardzo wiadomo co można by do tego dodać w ramach współpracy dwustronnej. Chyba, że właśnie chcielibyśmy ten swobodny przepływ ograniczyć, czyli wprowadzić cła ochronne na obszarze dwóch lub więcej niewielkich krajów ? Tylko co te cła miałyby chronić skoro zarówno Polska i Węgry pozbyły się rodzimego przemysłu ? Gdyby to zrobiono w roku 1990 to jeszcze miałoby jakiś sens ale teraz ? Wprowadzając ochronne cła importowe oczywiście spotkalibyśmy z podobnymi działaniami innych państw wobec eksportownych przez nas towarów, np. :żywności, mebli, produktów AGD, które są lokomotywami naszego eksportu.
Oba kraje są na podobnym poziomie rozwoju gospodarczego. Z jednej strony jest to czynnik sprzyjający a z drugiej, wręcz przeciwnie. Wręcz przeciwnie, dlatego, że w ewentualnych wspólnych przedsięwzięciach gospodarczych będzie brakować "wsadu" wysokich technologii, bardziej zaawansowanych systemów organizacji, światowych kanałów sprzedaży. Polskie i węgierskie firmy mają w zasadzie do zaoferowania to samo, czyli tanią siłę roboczą na średnim poziomie zaawansowania. Dlatego na obecnym etapie bardziej naturalna jest konkurencja niż współpraca. Zarówno Polska jak i Węgry są montowniami zachodnich koncernów.
Można by powiedzieć, że Międzymorze właśnie to powinno zmienić, bo przecież nie chcemy być tylko tanią siłą roboczą. Problem w tym, że nie za bardzo widać jakie konkretnie mechanizmy współpracy w ramach Międzymorza miałyby tej zmiany dokonać.
Bariery do pokonania
Podstawową jednak barierą w budowie Międzymorza jest zmienność polityczna w poszczególnych krajach regionu, wynikająca wprost z mechanizmów demokratycznych. Tak jak można sobie dość łatwo wyobrazić wolę współpracy politycznej w wielu dziedzinach pomiędzy Orbanem i Kaczyńskim (oraz Dudą) to współpraca Kaczyńskiego z ekipą węgierskich socjalistów, których Fidesz odsunął od władzy, jest trudno wyobrażalna. Rozpatrujemy tutaj tylko dwa kraje o zbliżonej mentalności, poziomie rozwoju, doświadczeniach historycznych. Jak utrzymać stabilność i spójność polityczną Międzymorza jeśli tych krajów byłoby np. 7 czy 8 a polityka w każdym z nich zmieniałaby się (czasami dość radykalnie) w rytm kolejnych wyborów ? Mam wrażenie, że z tego punktu widzenia podobne bloki buduje się łatwiej jeśli tworzą je kraje na pół autorytarne. Wtedy bowiem stabilność polityczna może być większa, bo przywódcy w takich krajach na ogół dłużej utrzymują się przy władzy. Jednak wysiłki Rosji w budowie Unii Eurazjatyckiej wskazują, że nawet wtedy nie jest to zadanie łatwe.
Kolejną barierą do pokonania jest siłą przyciagania Unii Europejskiej. Gdyby blok państw Europy środkowo-wschodniej, umownie nazywany Międzymorzem miał funkcjonować nie wewnątrz UE ale miałby Unię w pewnym zakresie zastąpić to musiałby okazać się bardziej atrakcyjny dla swoich uczestników od dalszego udziału w Unii. Kraje te musiałyby podjąć poważne ryzyko budowy zupełnie nowej struktury polityczno gospodarczej, częściowej zmiany dotychczasowych powiązań gospodarczych itd. Żeby każdy z przyszłych uczestników projektu Międzymorze zdecydował się na opuszczenie UE potencjalne korzyści musiałyby zdecydowanie przewyższać układ dotychczasowy.
Oczywiście jest też możliwość, że blok Międzymorze ograniczy się tylko do swego rodzaju grupy nacisku i formuły konsultacyjnej w ramach UE ale wtedy będzie to formuła zbliżona do Grupy Wyszehradzkiej. Jak wiadomo formuła ta specjalnego sukcesu nie odniosła.
Moim zdaniem istnieje pewien wariant rozwoju sytuacji międzynarodowej, w którym Międzymorze powinno być jednak rozpatrywane jako jedna z realnych, choć bardzo trudnych w realizacji, możliwości. Tym wariantem jest gwałtowny rozpad Unii Europejskiej. Nie uważam tego za zbyt prawdopodobne w horyzoncie średnioterminowym ale gdyby do tego jednak doszło, trzeba by poważnie rozważyć ideę Międzymorza. Ideą konkurencyjną będzie oczywiście niemiecka Mitteleuropa.



Komentarze
Pokaż komentarze (34)