Mercator Mercator
121
BLOG

Co UE powinna zrobić w sprawie Grecji w roku 2010

Mercator Mercator Polityka Obserwuj notkę 4

Gospodarka grecka weszła w kryzys roku 2008-2010 z potężnym długiem publicznym grubo przekraczającym 100% PKB, trwałym i wysokim deficytem budżetowym, monstrualnie rozbudowanymi wydatkami publicznymi i ogromnymi przerostami zatrudnienia w sferze budżetowej, zamknięciem wielu dziedzin gospodarki na konkurencję, rozrostem struktur oligarchicznych oraz słabą ściągalnością podatków. Struktura wydatków sektora publicznego była trwale zdeformowana poprzez stały dopływ dziesiątków miliardów € tanich kredytów, które po prostu przejadano. No i oczywiście Grecja miała też kompletnie zdegenerowaną klasą polityczną, która przez 30 lat zadłużyła kraj do tego stopnia, że każde większe zakłócenie w otoczeniu gospodarczym praktycznie musiało doprowadzić kraj do bankructwa. W tym czasie Grecja już od kilku lat miała też Euro, co jeszcze przyspieszyło proces zadłużania się, ponieważ kredyty w Euro można było pozyskać dużo taniej i łatwiej. 

W roku 2010 Grecja była już praktycznie bankrutem. Nie miałą jednak  możliwości przeprowadzenia klasycznego bankructwa i dewaluacji waluty, ponieważ Grecja nie zarządzała używaną przez sibie walutą. W tej sytuacji powstaje pytanie:

Co UE powinna była zrobić w sprawie Grecji w roku 2010, kiedy kraj ten stał się praktycznie niewypłacalny ?

Jeśli gospodarkę państwa ogarniętego kryzysem strukturalnym porównać do zacinającego się silnika samochodu to anglosaską reakcją będzie wpompowanie do silnika więcej paliwa. Reakcją niemiecką będzie zatrzymanie silnika, zrobienie przeglądu i wymiana wadliwych elementów. Doraźnie podejście anglosaskie jest szybsze i mniej kłopotliwe, daje szansę na szybki efekt, silnik zaczyna się szybciej kręcić. Jednak przyczyny zacinania się silnika nie zostały usunięte i nigdy nie wiadomo czy za chwilę mechanizm nie zostanie ostatecznie zatarty. Podejście niemieckie, choć bardziej pracochłonne i bardziej uciążliwe daje większe szanse na pozytywny, długotrwały efekt.

Recepta anglosaska na problemy Grecji polegałaby zatem na dosypaniu kasy i nie oglądaniu się na wady strukturalne gospodarki, w nadziei, że w końcu przyjdzie silny wzrost gospodarczy, który rozwiąże problemy albo też nastąpi przesilenie w postaci bankructwa.

Recepta niemiecka polega natomiast na systematycznej zmianie struktury gospodarczej, likwidacji przerostów zatrudnienia i doprowadzenia finansów państwa do równowagi, nawet gdyby wzrost gospodarczy doraźnie miał na tym ucierpieć.

 

Jeśli zatem cały system płac i świadczeń społecznych przez całe dziesięciolecia był w Grecji dostosowany do corocznego zasilania kredytami zagranicznymi, które były po prostu przejadane to nie sposób uzdrowić tej struktury bez spadku PKB.

Jeśli przykładowo, 30% wynagrodzeń w sektorze publicznym nie miało żadnego pokrycia w realnej sile gospodarki ani w przychodach budżetu i było w tej sytuacji finansowane z kredytów zagranicznych to nie ma się co dziwić, że PKB spada jeśli ten 30% przerost zostanie zlikwidowany.

Pytanie jednak, jakie jest inne wyjście ? Nadal utrzymywać chorą strukturę sektora publicznego za kredyty zagraniczne i cieszyć się, że PKB nie spada, że jesteśmy zieloną wyspą ? Tyle, że zadłużenie rosłoby wtedy jeszcze szybciej a Grecja nigdy nie byłaby zdolna do życia na własny rachunek. To ścieżka do szybkiego bankructwa.

Błąd w reformowaniu greckich finansów publicznych polegał na tym, że greccy politycy nadal próbowali cwaniaczyć, podatki nie były skutecznie zbierane, nadmierne zatrudnienie w sektorze publicznym było likwidowane bardzo powoli. Pracownicy zwalniani z budżetówki trafiali raczej na bezrobocie niż do sektora prywatnego. Dlatego po 5 latach efekty nie były oszałamiające. Doprowadzono jednak do uzyskania nadwyżki pierwotnej w budżecie. Oznacza to, że dopiero po 5 latach „drakońskich cięć” Grecy byli zdolni sami zarobić na swoje utrzymanie, choć nadal nie byli zdolni do obsługi swojego zadłużenia. Pomimo katastrofalnego zadłużenia przez 5 lat „reform”ciągle dokładano z kredytów zagranicznych do bieżącego spożycia (tak samo zresztą jak przez 30 ostatnich lat). Nadwyżka pierwotna pojawiła się bowiem dopiero pod koniec roku 2014. Obsługa kredytów w całości spoczywała na „pomocy UE i MFW”. Oznacza to, że EBC i MFW udzielały Grecji kredyty na spłaty poprzednio zaciąganych kredytów i odsetek a zadłużenie cały czas rosło.

W moim przekonaniu najlepszym wyjściem byłoby oczywiście bankructwo, powrót do drachmy i zaprzestanie wszelkiego finansowania z EBC. Wtedy sprawy potoczyłyby się bardzo szybko i procesy naprawcze w Grecji, których jakoś przez 5 lat kolejne rządy nie potrafiły skutecznie przeprowadzić, musiałyby nastąpić błyskawicznie. Brak kasy po prostu zmusiłby rząd do natychmiastowego dostosowania wydatków bez względu na skutki społeczne i wszelkie oligarchiczne układy. Tak naprawdę bankructwo powinno nastąpić już w roku 2010. Wtedy jednak grecki dług był jeszcze w posiadaniu wielkich prywatnych banków co naraziłoby również te instytucje na upadłość. 

Ciekawe, że rozwiązania kryzysu greckiego za pomocą bankructwa łączy ministrów Schaeuble i Warufakisa. Prawdopodobnie jastrzebie po obu stronach by się dogadały tym względzie.

Po bankructwie i przejściu na drachmę nastąpiłaby hiperinflacja a rządy w Grecji prawdopodobnie zmieniałyby się bardzo szybko. Mam przeczucie, że o stabilizację kraju w końcu zadbałaby armia, która przejęłaby władzę zawieszając system demokratyczny. Kto wie czy nie byłoby to dla Grecji najlepsze rozwiązanie na najbliższe lata.   

Mercator
O mnie Mercator

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka