My Europejczycy patrzymy na problem imigracji z Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki z naszego europejskiego punktu widzenia. To naturalne. Jak niby mielibyśmy patrzeć ?
Dlatego niektórzy widzą w wielkiej fali imigracji szansę na ratowanie katastrofalnej europejskiej demografii. Rozumowanie jest takie, że jeśli dzisiaj przyjmiemy milion czy dwa miliony biednych, poszkodowanych przez wojnę ludzi to za 20-30 lat ci ludzie spłacą swój dług ciężko pracując na nasze emerytury. Dzisiaj kosztuje nas to niewiele a za kilkadziesiąt lat może nikt oprócz tego imigranta lub jego potomków nie będzie chciał nam podać filiżanki herbaty w jakimś domu opieki ? Może to właśnie oni uchronią nas przed nędzą na starość ?
Inni dostrzegają raczej zagrożenie dla naszej tradycji, religii, systemu wartości i porządku publicznego. Trzeba też brać pod uwagę ryzyko terroryzmu, które może się zmaterializować, jeśli nie za sprawą celowo wysłanych do Europy islamistów to za sprawą radykalizujących się środowisk islamskich w imigranckich gettach w wielkich miastach Europy. Już dzisiaj wzbudzają niepokój informacje o kolejnych aktach przemocy napływające z obozów dla uchodźców w Niemczech, Szwecji, Austrii, Chorwacji, Słowenii. Pojawiają się też doniesienia o przestępstwach, których dopuszczają się imigranci wobec obywateli goszczących ich krajów. Czy zatem za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kiedy imigrantów i ich potomków będzie wielokrotnie więcej niż dzisiaj, będą chcieli się dostosować do naszych norm społecznych ? Czy będą uczciwie pracować ?Czy może raczej będą tylko korzystać z systemu pomocy społecznej przyjmując coraz bardziej roszczeniową postawę ? Z czasem zaczną żądać coraz więcej nie dając niczego od siebie. Zaczną nas spychać na margines w naszym własnym kraju. No i prawdopodobnie nie będziemy mogli na to nic poradzić bo przybywający dziś do Europy imigranci i ich dzieci po kilkunastu latach staną się już pełnoprawnymi obywatelami krajów europejskich. Wtedy nie będzie można ich nigdzie odesłać ani czegokolwiek zakazać. Oni będą u siebie tak samo jak my. Albo nawet bardziej.
Jeszcze inni uznają potrzebę pomocy imigrantom właśnie za przejaw europejskich, humanistycznych wartości. Jak można się zastanawiać czy pomagać dziesiątkom i setkom tysięcy imigrantów skoro codziennie oglądamy ich heroiczną przeprawę przez morze i wędrówkę przez kolejne europejskie granice ? Widzimy matki z dziećmi na ręku nocujące na gołym polu. Widzimy wycieńczonych ludzi, którzy uciekają przed wojną i głodem. Niemal codziennie słuchamy doniesień o tym ilu utonęło w Morzu Śródziemnym a ilu w Egejskim. Oni przebyli już tysiące kilometrów i dzisiaj stoją przed naszym progiem w nadziei, że tutaj otrzymają pomoc, że znajdą swoje skromne miejsce do życia. Czy w tej sytuacji w ogóle powinniśmy cokolwiek kalkulować ? Czy może raczej bezwarunkowo powinniśmy pomagać potrzebującym ? Za taką bezwarunkową pomocą opowiadają się zgodnie zarówno lewicowe-liberalne środowiska Europy Zachodniej jak i papież Franciszek.
Tak mniej więcej widzą to Europejczycy. W poszczególnych krajach trwają spory. Opinia publiczna jest podzielona. W jednych krajach przeważa opinia żeby imigrantów przyjmować w zasadzie bez ograniczeń, inni chcą radykalnego ograniczenia imigracji i uszczelnienia granic. Strony sporu posługują się na ogół jakimś miksem wyżej wymienionych argumentów. Wśród elit rządzących UE przeważa opinia, że masowa imigracja do Europy powinna być utrzymana. Po części grają rolę rachuby na tanią siłę roboczą stanowiącą uzupełnienie kulejącej demografii, możliwość bardzo taniego pozyskania wykształconych ludzi z Bliskiego Wschodu a po części wynika to z kierowania się lewacko-liberalnymi ideami zmierzającymi do przebudowy obecnego, zanadto jeszcze chrześcijańsko-konserwatywnego społeczeństwa. Przedstawiciele niemeickiej gospodarki nie ukrywają, że licza na uzupelnienie zasobów ludzkich o nowych, tanich, zdeterminowanych pracowników. O tym , żeby umożliwić kiedyś imigrantom powrtót do ich ojczyzny nikt nie myśli.
Jakoś tak się składa, że prawie nikt nie próbuje spojrzeć na sprawę wielkiej migracji z Bliskiego Wschodu, Afryki, Afganistanu do Europy z punktu wiedzenia długofalowych interesów społeczności i narodów, z których imigranci pochodzą. Migrują głównie młodzi, zdrowi, przedsiębiorczy. Migruje duża część klasy średniej. Migruje wielu ludzie wykształconych. Migrują ludzie zdolni opłacić długą drogę do Europy. Można zatem powiedzieć, że w jakimś sensie migruje elita swoich społeczności lub ci, którzy mogliby tę elitę stanowić w przyszłości.
Wojny kiedyś się skończą, po czym społeczności i narody, z których wywodzi się dzisiejsza wielka emigracja, będą próbowały odbudować pokojowe życie. Wtedy okaże się, że rozpaczliwie brakuje tych młodych, przedsiębiorczych i wykształconych, którzy wyjechali i nie mają najmniejszej ochoty wracać. Zamiast odbudowywać swoje, wyniszczone wojną kraje ci ludzie będą pracować na emerytury Niemców, Szwedów czy Austriaków albo korzystać z obfitego socjalu w tych krajach. W biednych zniszczonych krajach pozostaną weterani wojenni, byli członkowie rozmaitych grup partyzanckich i milicji, biedacy, których nie stać było na wyprawę do Europy, ludzie z obozów dla uchodźców w Turcji, Libanie i Jordanii przez całe lata nie pracujący w żadnym zawodzie, młodzież pozbawiona możliwości nauki itd. Krajom takim jak Syria, Irak, Libia, Afganistan, Erytrea będzie bardzo trudno wydostać się z pułapki, w które wpadły. Emigracja na tak ogromną skalę najbardziej przedsiębiorczych, bystrych, energicznych młodych ludzi zmniejsza szanse na pozytywną przyszłość tych krajów do minimum. Jeśli nawet w ciągu kilku lat uda się zakończyć tam wojnę i najprawdopodobniej wybuchnie ona znowu. Z powodu biedy, beznadziei i wzrostu fundamentalizmu.
Ci, których Niemcy i Szwedzi dzisiaj przyjmują jako „uchodźców” w nadziei, że uda się na nich zrobić w przyszłości dobry interes byliby dla swoich krajów pochodzenia jedyną szansą na zbudowanie kiedyś normalnego, pokojowego życia. Wielka emigracja drenuje te kraje bardziej niż eksploatacja przez Europejczyków i Amerykanów ich bogactw naturalnych. Niemcy już kiedyś kradli dzieci innym narodom żeby z nich zrobić wzorowych Niemców. Dzisiaj robią coś podobnego pod płaszczykiem „wartości europejskich”. Niemcy są wręcz dumni z tego, że tak sprawnie udało im się przejąć dużą część syryjskiej klasy średniej. Na analfabetów z Afganistanu i Erytrei patrzą już z dużo większą rezerwą.



Komentarze
Pokaż komentarze (32)