28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  121   0

Lekcja logiki. Czy Renata Rudecka-Kalinowska jest rosyjskim szpi

Poseł Platformy Obywatelskiej Paweł Graś, przewodniczący Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych potwierdza, że służby specjalne Rosji nasiliły działalność w naszym kraju, zwłaszcza po informacjach, że w Polsce może powstać tarcza antyrakietowa. Członek Komisji ds. Bezpieczeństwa rosyjskiej Dumy Mikołaj Kurianowicz, oficjalnie przyznaje: Polska szpiegomania powstała nie bez powodu. Praca naszych służb specjalnych za granicą bardzo się zaktywizowała. Trzeba to przyjąć z zadowoleniem. Nasza praca powinna być ukierunkowana na wszystkie kraje świata.

 

Opinia posła Pawła Grasia jest oczywista. Nie wątpię, że tak jest od bardzo dawna. Jednym z pierwszych dowódców rosyjskich operacji specjalnych, niszczących Polskę był Николай Васильевич Репнин (Riepnin), który w latach 1764-1768 był rosyjskim posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym w Warszawie, agentem Katarzyny II Wielkiej. Riepnin był organizatorem paraliżujących prowokacji i totalnej korupcji politycznej, obrzydliwego jurgieltu.

 

Nikt w Polsce, rozsądny i wykształcony nie wątpi, że zainteresowanie rosyjskich służb specjalnych, ze zmiennym nasileniem, trwa od czasów Riepnina do dnia dzisiejszego. Nie ulega wątpliwości, Polska była zawsze jednym z ważniejszych kierunków zainteresowania rosyjskich operacji specjalnych. Nikt, z posiadających choć pobieżną orientację w historii Rosji, nie wątpi, że „operacje specjalne”, prowokacje polityczne są normalnym środkiem technicznym rosyjskiej polityki zagranicznej, wykorzystywanym „zawsze i wszędzie”.

 

Każdy odpowiedzialny polski polityk musi o tym wiedzieć, musi wiedzieć, że tak jest. Musi liczyć się z tym stanem rzeczy. Normalna dbałość, powtarzam, normalna troska o bezpieczne działanie instytucji polskiego państwa musi zawierać świadomość tego stanu rzeczy.

Polska racja stanu domaga się stałego przeciwdziałania tej rutynowej formie uprawiania rosyjskiej polityki zagranicznej.  

Ciekawy jest pogląd strony rosyjskiej na to zagadnienie.

Rosjanie uznają opisany stan rzeczy za oczywisty, naturalny, wiedzą, że tak jest na całym świecie, wszyscy tak zawsze robili. Rosjanie uczą się tego w szkołach na lekcjach historii, są z tej historii dumni. Николай Васильевич Репнин jest ich pozytywnym bohaterem, szlachetnym urzędnikiem rosyjskiej dyplomacji, bo zręcznie potrafił użyć prowokacji, przekupstwa i z powodzeniem zdemoralizował polską klasę polityczną. Taki był rosyjski sukces. Został zdymisjonowany, bo jedno z projektowanych przez niego obrzydliwych draństw nie udało się. Ale później szkodę z nawiązką odpracował - dla chwały rosyjskiego imperium. 

Udawanie, że jest inaczej, jest zdaniem Rosjan dowodem idiotycznej aberracji. Politycy i elity Kraju, uchylający się od poważnego i starannego zdawania sobie sprawy z tej rzeczywistości, dają świadectwo swojej ekstremalnej głupoty, skrajnej nieodpowiedzialności. Polski polityk, albo dziennikarz przekonany, że tego tematu nie ma, uznawany jest za kompletnie niewiarygodnego idiotę. Budzi skrajną pogardę, dokładnie taką, jaką może budzić mężczyzna przegrywający ukochaną kobietę w karty. Gra w pokera, to nie żarty. Taki ktoś, nie jest partnerem, budzi pogardę i obrzydzenie, taki ktoś, to zwykły śmieć, nawet do zamiatania kozich bobków się nie nadaje. Niestety, takiej opinii dorobiło się wielu polskich polityków. Szczególna kategoria nędzy i gówniarstwa politycznego to ugrupowanie poprawnych politycznie kretynów, którzy powstrzymują się przed twardym postawieniem polskiego interesu, w trosce o utrzymanie dobrych stosunków z Rosją. Nie powtórzę dosłownych opinii moich rosyjskich znajomych o takich zachowaniach politycznych polskich elit. Są zbyt wzgardliwie dosadne. Za bardzo sexy. 

Według Rosjan, polityka międzynarodowa jest twardą męską grą. Do tej gry potrzebni są partnerzy, prawdziwi kompetentni zawodowcy. Człowiek, polityk, albo intelektualista, który wchodzi do tej gry i gra twardo, zgodnie z tymi regułami, budzi szacunek. Rosjanie znają pojęcie szacunku do przeciwnika, szacunku do wroga. Postawa przeciwna nie jest szanowana, jest interpretowana jako nieodpowiedzialne narażanie swojego kraju na niebezpieczeństwo, jest świadectwem słabości, tchórzostwa, jest po prostu obrzydliwe.  

Teraz mogę wrócić do tytułowego zadania logicznego.

Obraz rzeczywistości jest jasny. Wczoraj w swoim tekście „Cud nad Wisłą potrzebny od zaraz!”, postawiłem tezy, które można w skrócie zaprezentować tak:

1.       Dziennikarze z natury rzeczy, należą do jednej z kilku z grup wpływu, które mogą być wykorzystywane do celów operacji specjalnych, przez różne służby różnych krajów, nie tylko o Rosję tu przecież może chodzić. Dziennikarze jako naturalna grupa wpływu, czwarta władza, są we wszystkich krajach jednym z najatrakcyjniejszych potencjalnych celów przedsięwzięć tego typu. Tak po prostu jest, taka jest rzeczywistość. Udawanie, że jest inaczej zasługuje na opinie cytowane wyżej, najłagodniej mówiąc, jest irracjonalne. Zawodowym obowiązkiem dziennikarza jest zdawanie sobie sprawy z rzeczywistości. Dziennikarz powinien wiedzieć do jakiej grupy ryzyka należy, musi przewidywać, że może być traktowany jako cel, albo potencjalne narzędzie tego typu oddziaływań, nacisku albo prowokacji. Po prostu, tak jest. Chowanie głowy w piasek w sprawach bezpieczeństwa Ojczyzny jest szczególnie nieprzyjemną formą serwilizmu.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale