28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  974   0

Wyzwania cywilizacji XXI wieku.

Pisałem w poprzednich tekstach  o wyzwaniach cywilizacji XXI wieku. Jest to zbyt górnolotna wypowiedź. Rzeczywiste problemy zawsze były bardzo skomplikowane i zawsze do ich faktycznego zrozumienia i rozwiązania potrzebne było wykorzystanie najbardziej subtelnych narzędzi ludzkiego umysłu.

Mówiąc zawsze, mam na myśli bardzo konkretne podejście do pojęcia kategorii jakości problemu i stosownych do tego problemu narzędzi pracy umysłowej.
Otóż nie jest ważne, czy z problemem boryka się Leonardo da Vinci, Wojciech Sadurski czy Hotentot, Buszmen, człowiek pierwotny, albo współczesny.
Jest w tym pierwszy ważny mit do natychmiastowego obalenia.

Mit wykształciucha.
Zastanawiałem się jak przekazać to, co mam na myśli. Przypomniała mi się bardzo stara dyskusja pomiędzy abolicjonistami, a zwolennikami niewolnictwa. Dyskutanci uznawali się za ludzi cywilizowanych, bo mieli dyplomy uniwersyteckie i potrafili strzelać z karabinu. Uważali murzynów albo innych „dzikich ludzi” za prymitywnych, bo ci, podobno prymitywni ludzie nie potrafili korzystać z encyklopedii brytyjskiej. Zupełnie podobnie dzisiaj PO albo LiD, czyli razem Bolid wypowiadają się o polskiej tradycji narodowej, polskim patriotyźmie, czy polskim katolicyźmie. Z lekceważeniem, albo nawet z pogardą. To właśnie oni wypowiadając się z pogardą o mohairowych beretach, wieszają na ulicach wielkie plakaty z napisem "pogarda". Otóż uważam, że jakość problemów rozwiązywanych przez „dzikich ludzi”, żyjących w dżungli nie różni się od jakości zadań rozwiązywanych przez absolwentów bardzo cywilizowanych uczelni europejskich, albo amerykańskich. Zadania te mają podobny stopień złożoności, są równie skomplikowane, potrzebują tak samo subtelnych narzędzi, a błąd w rozwiązaniu obciążony jest równie poważnym ryzykiem.

Wiedza, konieczna do przeżycia w buszu jest podobnych rozmiarów i wymaga podobnej sprawności w jej stosowaniu. Jedyna różnica polega na tym, że jest to inny zasób wiedzy, a problemy dostarczane są przez inną rzeczywistość.

Proponuję ruszyć trochę wyobraźnią, przypomnieć sobie pracę polskiego antropologa Bronisława Malinowskiego, albo posłuchać reportaży Wojciecha Cejrowskigo. Proszę wyobrazić sobie jak wielka wiedza o mądrości przyrody jest potrzebna do przetrwania w amazońskiej dżungli, jakie bardzo złożone umiejętności i procedury są konieczne do jej opanowania, jak trudne zadania stawia tamtejsza przyroda każdemu człowiekowi, jakim ogromnym ryzykiem i odpowiedzialnością obciąża każdy błąd w rozwiązywaniu tych zadań. Wojciech Cejrowski radzi; jeśli Europejczyk albo Amerykanin chce w takich warunkach przeżyć, musi korzystać z pomocy Indianina. Bo najbardziej cywilizowany i wykształcony Europejczyk, albo Amerykanin jest w dżungli „dzikim człowiekiem”, który nic nie potrafi, bo nic nie rozumie.

Jego konkretna wiedza jest bezużyteczna, wyuczone procedury i zachowania są do kitu i stale grożą śmiercią. 

Jest to absolutnie niezbędna lekcja pokory, którą musi przejść każdy człowiek, aby obalić w sobie syndrom wykształciucha. Syndrom polegający na przekonaniu, że to co „Ja” wiem i umiem, cała moja wiedza i dyplomy upoważniają mnie do pogardzania innymi ludźmi, ich wiedzą, kulturą, religią i obyczajami. To przekonanie o oczywistości tej pogardy jest patologią, znaną od 6 maja 2007 roku pod naukową nazwą florenckiej choroby[1] i jest typową przypadłością Bolidu[2].

Wyzwania cywilizacji XXI wieku są niewątpliwie różne, całkowicie inne od tych wszystkich elementów, które mieszczą się w tradycyjnym wykształceniu, wychowaniu i wiedzy, które składają się na wzór człowieka cywilizowanego w rozumieniu aktualnych elit. W tym sensie mogę spokojnie powtórzyć moją poprzednią uwagę, leciutko ją tylko modyfikując:

Konkretna wiedza większości współczesnych elit jest bezużyteczna, wyuczone procedury i zachowania są do kitu i stale grożą zagładą społecznościom, w których te elity mają realny wpływ na ich życie.

Dzieje się tak, ponieważ bardzo często cywilizowany i tradycyjnie wykształcony w XX wieku Europejczyk, albo Amerykanin jest w cywilizacji XXI wieku „dzikim człowiekiem”, który nic nie potrafi, bo nic nie rozumie. Zjawisko to szczególnie dotyczy elit humanistycznych współczesnego świata, które zaczynają być groźnie dla jego przyszłości.

W komentarzu do artykułu Gra o sumie zerowej? napisałem coś takiego:
Zastosowane wyżej kryterium klasyfikacji zmian w historii ujawnia zasadniczą różnicę podejścia pomiędzy tradycyjnym, a współczesnym wolnorynkowym podejściem do rozwiązywania problemów, w tej samej sytuacji:

Podejście wolnorynkowe jest takie: - Gdy pojawi się problem, natychmiast zabieramy się do jego rozwiązywania, poszukujemy MOŻLIWOŚCI zaspokojenia pojawiających cię potrzeb. Wolny rynek jest odpowiednim środowiskiem cywilizacyjnym do takiego działania.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale