28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  171   0

Wyzwania XXI wieku. Początek klęski mitu specjalizacji

Wyobraźmy sobie, że w czasie jazdy autobusem 105 w Warszawie, trzy przystanki po starcie z ulicy Emilii Plater pasażerowie stwierdzą, że kierowca nic nie widzi. Dwa dni temu całkowicie stracił wzrok. A dotyczy to zaledwie kilku pasażerów i to jadących późnym wieczorem nie dalej niż do pierwszego przystanku na ulicy Lazurowej, w kierunku na Bemowo. A w przypadku radzenia sobie z najważniejszymi wyzwaniami cywilizacji XXI wieku mamy do czynienia z ludźmi bezpośrednio odpowiadających za los milionów ludzi, za wojnę i pokój, za powodzenie lub klęskę ekonomiczną całych narodów. Kwalifikacje ludzi odpowiadających za życie i śmierć milionów są bardzo intrygującym tematem. Konsekwencje ich ślepoty są nieporównywalne ze skutkami jazdy niewidomego kierowcy. Mówimy o wszelkich kompetencjach osób, które mają lub mogą mieć wpływ na decyzje polityczne, nawet tylko takich, których decyzja ogranicza się do wrzucenia kartki do urny wyborczej.

Rzecz sprowadza się do powszechnego dostępu do jasnego pojmowania współczesnej rzeczywistości w całej jej złożoności. Poprzedni tekst z tego cyklu zakończyłem w taki oto sposób, przypominam.
Każdy może być geniuszem, to moje hasło. Udzielam korepetycji w tym zakresie. W ten sposób realizuję projekt Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, 
prof. Michała Seweryńskiego, który powiadał, że w XXI wieku system wychowania i edukacji powinien kształcić masowo ludzie kategorii Leonardo da Vinci.

Do zdobycia umiejętności efektywnego rozumienia rzeczywistości potrzebne są odpowiednie narzędzia pracy umysłowej, a nie eksperci piorący opinii publicznej mózgi, krótko podsumowując mój poprzedni tekst. Później zajmiemy się, krok po kroku, realnym sprzętem, usprawniającym efektywną procedurę rozpoznawania rzeczywistości. Chodzi, w najskromniejszym wymiarze o umiejętność zauważenia kiedy i jak ktoś wciska nam kit.

Taki kit, jaki ostatnio niejaki la mentu chciał wkręcić czytelnikom w Salonie. Brednie opowiedział potworne, ale parę osób to kupiło. A tysiąc takich la mentów miało realny wpływ na wynik wyborów. Ślepego kierowcę można odsunąć od kierownicy w kilka sekund. A Premier za parę godzin może pokazać protestującym lufy karabinów. Jak w kopalni Wujek.

Takich la mentów także lekceważyć nie można. Tak czy inaczej, wpływają na rzeczywistość. Dobrze by było, aby demokratyczna większość mogła samodzielnie rozpoznać brednie i nie dać się zwariować. Nie jest potrzebna żadna cenzura, ani eksterminacja, do której nawołuje ikona polskiego bolkizmu.

Wystarczy powszechna umiejętność odróżniania dobra od zła i zwykła ludzka wrażliwość na brednie. Interesujący program minimum, nieprawdaż?

Obiecałem ostatnio pokazać to zjawisko na przykładzie relacji pomiędzy lekarzem, farmaceutą, a pacjentem. Przykład ten jest przenośnym modelem relacji pomiędzy ważnymi składnikami systemu rozumienia rzeczywistości. Spójrzmy najpierw na lekarza i farmaceutę. Jeden i drugi ma skończone studia medyczne.
- Czym się różnią?
Dlaczego zawód lekarza to korona i elita zawodów medycznych, a farmaceuta jest subiektem w sklepie z lekami?

Przecież, chyba czas ich kształcenia jest podobny, w tym czasie ludzie podobni talentami mogą zdobyć podobny zbiór informacji, zwany wiedzą. Tak, ale to są chyba różne zbiory. Można w wielkim skrócie powiedzieć, że lekarz wie wszystko o chorobach i różnych sposobach ich leczenia, coś tam przy okazji wiedząc o lekach nadających się do leczenia ludzi. A farmaceuta z kolei wie wszystko o lekach, o ich produkcji, wytwarzaniu, działaniu, stosowaniu. Wiedza jednego i drugiego jest ogromna, często wiedza farmaceuty jest nawet trudniejsza i obszerniejsza od lekarskiej, ale jest po prostu rzeczowo inna. I tyle, to jest proste.

Obaj faceci różnią się nie tylko rodzajem posiadanej wiedzy, ale i mają wyćwiczone inne umiejętności, opanowane inne procedury postępowania i wnioskowania. Różnią się nabytym doświadczeniem, kryteriami podejmowania decyzji, czasem nawet filozofią i poczuciem misji zawodowej. Mówiąc przenośnie, aptekarz kręci świetnie piguły, nie ma pojęcia jak zrobić zastrzyk, a lekarz nie umie zrobić tabletki, ale ślepą kiszeczkę wytnie śpiewająco. Chyba, że jest okulistą.

I teraz pacjent. Ideą tego przykładu jest założenie, że jego wiedza medyczna jest niewielka, niewiele wie o chorobach, malutko też o lekach. Ma tylko wiedzę ogólną. Jest faktycznym ignorantem, o medycynie nie ma pojęcia. Nie jest jednak wykluczone, że akurat jest ministrem, albo współczesnym geniuszem od najskomplikowańszych kosmicznych wojen. Mitologia współczesnych elit sprowadza się do tego, że takie pojęcie ignorancji wyklucza porozumienie, jest wykluczającym uzasadnieniem rozpadu społeczeństwa na zamknięte korporacje szamanów.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale