28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  198   0

"Koniec końca świata". Sto dni jeszcze trwa.

Rozmowa z Rayem Hammondem kończy się taką pointą;

„W historii ludzkości trzy wynalazki doprowadziły nas do do obecnego etapu rozwoju: alfabet sprawniej niż rysunek pozwolił na wyrażanie bardziej skomplikowanych myśli, matematyka pozwoliła mierzyć świat, a pieniądze pozwoliły na wymianę wynalazków. Teraz ważne jest, by człowiek rozwijal swoją mądrość, by umiejętnie posługiwać się nowoczesnymi technologiami. Rozwój mądrości bowiem nie idzie w parze z rozwojem technologii. Przebiega wolniej i nie zastąpi go żadna skomplikowana technologia” *)
Ray Hammond jest brytyjskim futurologiem.

Piszę o tym od kilku tygodni. Rozwój mądrości jest jednak sprzeczny z interesem elit władzy, które stają na głowie, aby ten rozwój powstrzymać. Korzystają, do osiągnięcia tego antydemokratycznego celu, ze wszystkich możliwych środków współczesnego marketingu politycznego, siły mediów, manipulacji mediami i wszelkich innych brudnych chwytów. Udają przy tym absolutnie nieświadomych tego co się dzieje w rzeczywistości, licząc na to, że "ludzie to kupią". Najzwięźlej określiła to niedawno w swoim komentarzu Hela z kurnej chaty, znakomicie cytowana później w tekście "Cud mniemany, czyli Krakowiacy i górale" przez Venissę: 

„To jednak pokazuje jeszcze jedno zjawisko, na którym bazują niemal wszyscy specjaliści od propagandy. Polega ono na tym, że ludzie (wyborcy) nie sprawdzają informacji, które do nich docierają i (lub) nie poddają ich krytycznej analizie. Wynika to najczęściej z:
1) ulegania autorytetom,
2) uleganiu społecznemu dowodowi słuszności,
3) lenistwa poznawczego.” 

Posługiwani się tymi technikami jest na nasze szczęście pułapką, w którą tragicznie popadają elity władzy i ich medialni operatorzy. Jest to pułapka zastawiana przez modliszki zajmujące się imagistyką społeczną, przekonujące, że z każdego idioty można zrobić rewelacyjnego polityka. Imagistyka społeczna według najlepszej drwiny Johna Boltona Priestley'a. Jedną z tych modliszek jest Natalii de Barbaro, doradczyni Donalda Tuska. Jest to pułapka samopotwierdzającej się hipotezy. Przyjmowanie tych założeń dość prędko prowadzi do utwierdzania się polityków i usłużnych socjologów w przekonaniu o głupocie motłochu, o watahach, które można dożynać. Pointa coraz bardziej nachalnych kampanii medialnych sprowadza się do słynnej wskazówki Piotra Tymochowicza:
"Aby zrozumieć elektorat, trzeba nauczyć się rozumieć debila."

Tego typu motto najwidoczniej było leitmotivem ostatniej kampanii PO. Ale taka rewolucja zwykła pożerać własne dzieci. Tego typu arogancka postawa i lekceważenie nadaje takiemu rodzajowi elit specyficzny format, ich kampania polityczna sama staje się bardzo przejrzystym formatem telewizyjnym. Całe rzesze polityków kształconych w tym duchu, święcie wierzy w idiotyzm obywateli, ale równocześnie nie zapomina uczestniczyć w intensywnym ich ogłupianiu. Usprawiedliwiają się słodko i bardzo naiwnie wierząc, że połeczeństwu w dzisiejszych czasach potrzebny jest "oświecony absolutyzm". Zapominają, że władza demoralizuje, władza absolutna demoralizuje absolutnie.

Podobno dzieje się tak na całym świecie. Prawo globalnej wioski. Podobno. Byłoby tak, gdyby to nie było ordynane kłamstwo. Przyszłość należy do innej strategii, wskazanej przez Raya Hammonda. „Teraz ważne jest, by człowiek rozwijal swoją mądrość” . 

Wskazuję na fałszywość i anachroniczność tak formatowanej polityki bardzo systematycznie. Teraz przywołuję czas wyzwań XXI wieku jako motyw do zniszczenia tej jawnie fałszywej koncepcji „totalitaruchów”. Bo tylko tak można nazwać ludzi forsujących nową postać demokracji formalnej, polegającej na głosowaniu ogłupionych durni.
Totalitaruchy niestety, okazują się durniejszymi od własnego elektoratu.
Tę prawidłowość chcę wykorzystać.

 

Ten syndrom dopasowywania się elit do poziomu formatu telewizyjnego jest niestety niezwykle niebezpieczny dla cywilizacji. Dawny "Wielki Brat", orwellowski symbol mrocznych totalitarnych władców zmarniał. Zamienił się dosłownie w kiepską karykaturę samego siebie, w bohatera telewizyjnych sitcomów. Satrapa staje się teraz tylko "Big Brotherem", idolem jednej debaty. Za tak kreowanymi wodzowskimi idolami stoją oczywiście reżyserzy, producenci i scenarzyści, którzy używają swoich aktorów jak cyrkowych marionetek. Tak wygląda karykatura demokracji. Pół biedy, gdyby to rzeczywiście był jakiś oświecony absolutyzm reżyserów. Ale nie czarujmy się, kto powierzy naprawdę państwowy ster takim reżyserom, jak Kazimierz Kutz?

 

Porozmawiajmy chwilę o tym niebezpieczeństwie.
Po pierwsze takie elity władzy są najgroźniejsze same dla siebie. Zacytuję tu Jana Rokitę:
"Ze zdumieniem przyglądam się za każdym razem politykom, ogarmiętym pokusą siły, nie widzącym, że to co sami robią dziś, już za chwilę im właśnie zostanie zrobione. Pokusa poglądów z polityków robi ideologów. Pokusa gry - zwykłych cyników. Pokusa podwórka przepoczwarza ich w zwykłych żołnierzy. Ale pokusa siły czyni ich dufnymi głupcami."

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale