28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  645   0

Wychowanie klasyczne, wiktymologia - ku pokrzepieniu serc

Co robić, aby oberwać po pysku? Tego można się dowiedzieć, studiując wiktymologię. Jest to porządna nauka, zajmująca się relacją pomiędzy napastnikiem a ofiarą, skupioną na badaniu zachowań ofiary, poszukującą odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś staje się ofiarą. Nawet zupełnie powierzchowna i amatorska obserwacja wskazuje, że coś w tym jest. Dostatnio ubrany pasażer, błyskający biżuterią, drogim zegarkiem i tłustym portfelem jest wręcz wyzwaniem dla kieszonkowców i złodziejaszków kolejowych. Człowiek odchodzący od bankomatu jest bardziej zagrożony napadem rabunkowym, niż ktoś wychodzący z toalety. To jasne i wydaje się oczywiste.
Ale są zjawiska, o których mało wiemy, a które powodują, że jedni w pysk biorą, a inni nie. Warto wiedzieć, jak się zachowywać i czego nie robić, by niespodzianie nie oberwać.

Pierwsze, nie prowokować. Jest wiele różnych norm społecznych, zwyczajów, których łamanie, albo błędne interpretowanie, może wywoływać agresję. Dziwne ruchy ciała, mimowolne okazywanie wzgardliwego lekceważenia, obelżywe spojrzenia lub gesty, to wszystko może wywołać niespodziewaną napaść. Turysta wkraczający w butach do meczetu, naraża się przynajmniej na stanowcze wyproszenie. A może stracić życie.
Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że przyczyną napaści może być zamiar obronny. Najczęstszą przyczyną najzacieklejszej napaści jest samoobrona. Dlatego doświadczeni traperzy mówią mieszczuchom, aby nie wkraczali do dżungli jak słoń do składu porcelany. Mówią:
- Uszanuj spokój dzikich zwierząt.
Najlepszym sposobem uniknięcia ataku jadowitego węża jest pozwolenie mu na ucieczkę.

Specjaliści od manipulacji społecznej, doradcy polityków mawiają:
- Nie przypierajcie ludzi do ściany, pozostawcie ludziom otwartą drogę, choć furtkę do ewakuacji, pozwólcie na honorowe wycofanie się. Przyrodnicy wiedzą, że każde żywe stworzenie otoczone jest trzema strefami odruchowej reakcji na nieznane, poza oczywistą i zupełnie naturalną strefą zupełnej obojętności, gdy potencjalne zagrożenie jest zbyt dalekie, by mogło wzbudzać zainteresowanie. Bez względu na to, czy jest to lew, zając albo jakiś owad czy padalec, reagują tak samo.

Pierwszą strefą jest obszar ucieczki. Gdy zwierzęta widzą pojawienie się czegoś dziwnego, z dużej dla nich odległości, zawszeuciekają, wieją gdzie pieprz rośnie. I już. Jest to dla nich najoczywistsza i najłatwiejsza forma obrony. Uciec, schować się, by nie widzieć potencjalnego zagrożenia. Dotyczy to nawet drapieżników w czasie polowania. Tak jest, do  konkretnie określonej dla każdego gatunku granicy.

Drugą jest granica osłupienia,stuporu, strefa, w której zwierzę czuje się osaczone, nie wie co robić:
- Wiać czy atakować? Zwierzęta i ludzie wtedy nieruchomieją, udają martwych, chcą się zapaść się pod ziemię, zniknąć w miejscu gdzie tkwią. Już nie widzą szansy na ucieczkę, boją się zaatakować, mają nadzieję, że wróg odpuści, cofnie się sam. Dalsze zbliżanie do tak osaczonej ofiary wprowadza w trzecią strefę.

Trzecią jest strefa ataku. Przekroczenie tej granicy powoduje złoty strzał adrenaliny, wywołuje furię ostateczną, zwierzę działa w obronie życia, gryzie, kopie, tryska jadem i nienawiścią. Wtedy każdemu żywemu, ziemskiemu organizmowi wydaje się, że jedynym dla niego rozwiązaniem jest zabić. Zabić, by przeżyć. 

* * *

Przyglądam się swojemu życiu. Przyglądam się dzisiaj. Wydaje mi się, że urodziłem się w opozycji, mój Ojciec i niektórzy Dziadkowie i Babcie przyszli na świat na dalekiej Syberii, zesłani po ostatnim powstaniu, uczynili wszystko, aby przekazać mi depozyt kultury i tradycji narodu polskiego i jego misji skierowanej w przyszłość. Nie wszystko z tego przesłania byłem w stanie kiedyś docenić, popełniłem masę błędow, porobiłem nie raz i nie dwa coś, czego dziś żałuję. Wiem o tym. Ale cywilizacja XXI wieku jest moim domem, atakowanym przez ostatnie pięćset lat. Prawie od dzieciństwa mam wrażenie, że moja osobista tożsamość, poczucie więzi z czasem i rozumieniem rzeczywistości poczęło się w pobliżu roku 1505. Jest to oczywiście daleko idąca przenośnia. Jedyny czas, kiedy mogłem spokojnie opowiadać o tej dziwnej orientacji w czasoprzestrzeni, to były zwykle długie chwile spędzone w więzieniu. Było dla mnie zawsze zastanawiające, jak konkretnie i prosto myślącemu towarzystwu w celi przypadał do gustu ten punkt widzenia. Świetnie rozumieli konieczność samookreślenia się, przyznania do konkretnych korzeni i więzi z rzeczywistością społeczną, w jej materialnej i duchowej postaci. Oczywista oczywistość.

Co ważniejsze, konkretna forma mojego samookreślenia była dla nich zarówno zrozumiała jak i bardzo interesująca:
- Przez ostatnie pięćset lat moim domem jest cywilizacja XXI wieku.
Czy to nie jest przypadkiem paradoks, jak można być człowiekiem siedzącym w przyszłości przez ostatnie pięćset lat?

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale