28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  140   0

Część III. O Traktacie Lizbońskim i Margaret Thatcher. Rekomend

Trzeba stanąć i twardo powiedzieć: jestem „za” albo „przeciwko” Traktatowi – powiedział wczoraj[1] Sławomir Nowak. W ten sposób Platforma Obywatelska ustami człowieka, który naprawdę ma władzę, wypowiedziała słowo ostatnie – koniec z wszelkimi kompromisami - w tej sprawie. Podobnie stanowczo wysłowił się Wojciech Olejniczak[2].

W pierwszeji drugiejczęści niniejszego tekstu prezentowałem opinię Margaret Thatcher: "UE jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów". Przez dwa odcinki pokazywałem różne linie argumentów, uzasadniających współczesną aktualność tej diagnozy. Sukcesem każdej prognozy ostrzegawczej, jest podjęcie skutecznego przeciwdziałania. Oczywiście, Unia Europejska także nie jest „skazana na niepowodzenie”, jej przyszłość zależy to od tego, jak będzie się zachowywała. Za dobre zachowanie czeka nagroda. Złe zachowanie karane jest katastrofą.
Tak się rzeczy mają.
Można się integrować mądrze, albo głupio.

Margaret Thatcher zauważyła, że idea integracji europejskiej dostała się w niepowołane ręce, stała się szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów". Zapanował bezmyślny eurotropizm euroentuzjastów, którzy gotowi są zaakceptować każdy, nawet skrajnie samobójczy projekt, lecą jak ćmy do lampy. Każdy debilizm ozdobiony hasłem „integracja” wywołuje bałwochwalczą cześć[3], jak muzyka zaczarowanego fletu. Europejska droga do piekła. Unia Europejska miałaby przed sobą realną geopolityczną szansę, gdyby europejskie elity miały na tyle wyobraźni politycznej, aby podjąć się dzieła rzeczywistej europejskiej reformy.
Niestety tak nie jest.

Traktat Lizboński, wbrew swojej nazwie, jest antyreformujący, konserwuje wszystkie najważniejsze mechanizmy prawne i ustrojowe prowadzące Europę na manowce[4]. Ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego pozbawia Europę szansy na sensowną reformę dającą jej prawdziwą nadzieję na przyszłość. Wielu polityków zdaje sobie z tego sprawę, mało kto ma ochotę powiedzieć wprost „król jest nagi[5]. Większość czeka, oglądając się na innych. Może Irlandia, może Wielka Brytania, Słowacjaalbo Czechy?
Kto będzie zbawcą Europy?
Stąd rekomendacja:

Stanowcza Rekomendacja

Jedyną szansą się Europy na odniesienie sukcesu jest rzeczywista i głęboka reforma ustrojowa i polityczna Unii Europejskiej oraz gruntowna przemiana jej strategii. Celem tych zmian jest przywrócenie Europie pierwotnej koncepcji Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, pomyślanej jako wspólna, europejska, wolnorynkowa przestrzeń gospodarcza.
Integracja ekonomiczna – TAK[6].
Integracja polityczna – NIE.
W 2003 roku głosowaliśmy  w referendum w sprawie przystąpienia do „Europy Ojczyzn”, a w rzeczywistości skryta manipulacja polityczna, siłą i podstępem wprowadza nas w geopolityczny zaścianek, skazany na cywilizacyjną klęskę. W tym stanie rzeczy jedyną i nieuchronną rekomendacją jest podjęcie wszelkich możliwych starań zmierzających do odmowy ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. W tej sprawie rzeczywiście nie może być żadnego kompromisu.

Dlatego odrzucenie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego jest absolutnie konieczne, przemawia za tym polska racja stanu i polski interes narodowy.
Rekomenduję wszystkim, którzy czują choć cień odpowiedzialności za los naszych dzieci i wnuków, zróbmy wszystko co możliwe, aby nie dopuścić do tej ratyfikacji, bez żadnych kompromisów.[7] 

Nie powinniśmy wiązać się z projektem, który skazany jest na klęskę. Tyle najprostszej argumentacji.
Nieco poszerzone argumenty wskazujące na racjonalność decyzji o odrzuceniu Traktatu Lizbońskiego pokazałem w poprzednich częściach tego artykułu. Dopiero teraz w części trzeciej części pojawiły się jednak wskazówki nakłaniające do kategorycznego sformułowania tej rekomendacji. W Części II, pisanej jeszcze przed Świętami rozpocząłem rozdział „Iluzja wyzwań XXI wieku”, w którym zaproponowałem zastanowienie się nad takimi zjawiskami jak B. Iluzja dobrodziejstwa integracji oraz BB. Iluzja strategii lizbońskiej.

Czas biegnie jednak nadspodziewanie prędko, kilka świątecznych dni i paradoksalnie, dyskusja o bojkocie olimpiady i łamaniu praw człowieka w Tybecie dostarczyły mi nowych argumentów na rzecz zaostrzenia stanowiska w sprawie ratyfikacji TL. Pisałem w poprzedniej części o strategii Jarosława i Lecha Kaczyńskich, którzy oczekiwali, że wynegocjowanie, podpisanie i następnie ratyfikowanie Traktatu w wnegocjowanej formie da Polsce czas. Ostatnie tygodnie pokazują, że ten czas kurczy się i może go zabraknąć do skutecznej obrony niepodległości[8] Polski i zainicjowania konstruktywnych reform Unii Europejskiej.

Część III

Rozpocznę od punktu:
BBB. Iluzja postępu cywilizacyjnego
Od wielu lat zastanawiając się nad najaktualniejszymi zjawiskami globalnego rozwoju cywilizacji homo sapiens, widzę, że kluczem do zrozumienia współczesnych wyzwań cywilizacji XXI wieku są porządne rozważania historiozoficzne.
Samuel Huntingtonproponuje taką teorię, która jest najbardziej znanym opisem procesów cywilizacyjnych, jest niestety za mało selektywna, bo po prostu zawiera za mało kryteriów różnicujących.
Pod tym względem znacznie doskonalsza jest teoria historiozoficzna Feliksa Konecznego, niestety jest ona mało znana, ma już swoje lata i potrzebuje porządnej pracy rozwojowej, aby stała współcześnie sprawnym narzędziem. Jednak już swojej oryginalnej formie jest najprawdopodobniej najlepszym i najbardziej zaawansowanym we współczesnym Świecie osiągnięciem w tej dziedzinie.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale