28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  393   0

Incitatus, pierwszy koń mianowany senatorem.

Kwiecień pozostawił za nami ostatnią poważną zawieruchę polityczną. Przed nami już tylko gładka droga polityki spójności i zrównoważonego rozwoju. Nie przewiduję, by znalazł się jeden sprawiedliwy spośród dwudziestu siedmiu, który odważyłby się odmówić ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Można zaryzykować twierdzenie, że stan początkowy jest w przybliżeniu znany i ustalony, najwyższy czas stanąć wobec rzeczywistych wyzwań XXI wieku.
Co robić, jak robić, i najważniejsze - kiedy robić?
Odpowiedź jest jasna. Natychmiast.
Zastanawiałem się, czy wspominać cokolwiek o tym, dlaczego tak.
Sprawa jest jasna.
Wszystkie dzwony walą na alarm.
Wspomnę o sprawach najważniejszych, wybierając sugestie ze zbioru zdarzeń najnowszych, punktując możliwie lapidarnie.

Geopolityka.

Polska jest na tyle dużym krajem, że oczywistym dla nas horyzontem strategicznego planowania przyszłości jest światowa geopolityka.

I od razu w łeb wszystkim opowiadającym bzdury o polskiej megalomanii narodowej. Zupełnie nie chodzi o żadne przerosty ambicji – przeciwnie, chodzi o absolutnie beznamiętne i dokładne znalezienie najlepszego miejsca w geopolitycznym szeregu. Musimy zachować się w tej dziedzinie szczególnie rozważnie i po gospodarsku, musimy ustalić to, co w języku handlowym nazywa się business position dla naszego narodowego interesu.
Przeciętny rzemieślnik, zwykły przedsiębiorca doskonale rozumie o co w tym momencie chodzi.  Wspominałem niedawno o "Analizie SWOT w polityce", musimy wiedzieć wszystko o przestrzeni, w której jest nasze polskie miejsce. Wszystko o partnerach, o trafnej ocenie ich możliwości i aspiracji, o ich interesach, o naszych relacjach z otoczeniem, o możliwościach i o ograniczeniach. Musimy konkretnie wiedzieć, kim jesteśmy i na co nas stać.

Nie jest ważne, czy jesteśmy w pierwszej dziesiątce w światowym rankingu, czy w końcu setki, musimy wiedzieć, gdzie jesteśmy. Musimy znać nasze miejsce w szeregu.
Gdzie słychać alarm?

Pierwszym, bardzo ostrym alarmem jest zupełny brak tej właśnie diagnozy geopolitycznej. Aktualna polska administracja posługuje się przypadkowym zbiorem fałszywych ocen, który wygląda mniej więcej tak:

Świat według Kiepskich strtegów Platformy Obywatelskiej
Świat według Kiepskich strategów PO. 

Chaos polskiej myśli strategicznej, żywo przypomina ten obraz[1]. Wspominałem niedawno o recenzji książki Piotra Eberhardta „Twórcy polskiej geopolityki”[2]. Współczesny model europejskiej „geopolityki” niewiele odbiega od bardzo już przestarzałych, dziewiętnastowiecznych gier na europejskim podwórku. Porządna robota i rzetelne analizy mogą prowadzić jedynie do ujawnienia jeszcze bardziej alarmujących wniosków.
Parę tylko punktów zaczepienia podam. 

Pierwszy, najbardziej fatalny. Polska administracja, razem ze swoim nonsensownym chaosem w głowach jest przerażająco wtórna, jak wyleniała papuga, o kolonialnej mentalności[3], ślepo parodiuje, najgłupsze oceny i wybory europejskich elit. Oczywiste jest „zakopywanie”[4] Polski, razem z całą dwudziestką siódemką w „Europejską politykę walki z globalnym ociepleniem”. Nawet najbardziej zakamieniali koryfeusze postępu z IPCC[5] nie ukrywają, że sukces tego boju jest możliwy wyłącznie pod warunkiem powstrzymania się całej światowej gospodarki od emisji CO2. 

Ale gospodarka chińska jest drugim na świecie, po USA, konsumentem energii, według MFW najwyższy od 30 lat wzrost gospodarczy w Afryce to m.in. skutek chińskich inwestycji. W ciągu najbliższych kilku lat Chiny zamierzają zainwestować ok. 100 milardów dolarów w przemysł surowcowy i wydobycie ropy naftowej w Ameryce Południowej. Już teraz jedna trzecia ropy naftowej w Chinach pochodzi z Afryki.
Jeśli ktoś rozsądny pomyśli, że najbliższym sąsiadem Chin są Indie, które są podobnie rozpędzonym w rozwoju gospodarczym kolosem, to łatwo wyobrazi sobie, że już w tej chwili szala gospodarczej równowagi świata przechyla się na korzyść azjatyckich gigantów. Europejska polityka walki z globalnym ociepleniem przypomina zaciągnięcie sobie, na głupi europejski łeb plastikowego worka, uniemożliwiającego oddychanie. Dzieje się to już na starcie konkurencji z azjatyckimi potęgami. Dobry znak na opamiętanie, przed Olimpiadą w Pekinie.

W połowie 2007 roku Chiny stały się największym eksporterem na świecie. Wg. MFW są źródłem ponad jednej czwartej globalnego wzrostu ekonomicznego. Przypominam. Tylko Chiny. A gdzie Indie, Japonia, Korea, Malezja?

To jest jasny sygnał z kim wchodzi w konkurencję cała cywilizacja białego człowieka. Europejskie mrzonki o konkurencji „potęgi europejskiej przeciw amerykańskiej” pozostają już tylko komiczną iluzją. Jest to całkowicie błędny wybór najważniejszego celu strategicznego. Chiny mają teraz w garści 1.330 miliardów dolarów rezerwy walutowej, czyli mówiąc prostym językiem, mogą sobie pozwolić na to, by puścić całą Amerykę z torbami - w dwa tygodnie.

Dr Arkadiusz Radwan i Michał Kłaczyński piszą w artykule „Jak chińska gospodarka uzależnia od siebie świat”[6], że na Chiny przypada teraz 40% globalnego zużycia cementu, 31% węgla, 30% rudy żelaza i 25% aluminium. Z czym do gości, europejska, zapatrzona w siebie, eurokracjo?

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale