1 obserwujący
92 notki
45k odsłon
  597   0

Ulica i zagranica

Opadł już kurz po bitwie o Sąd Najwyższy, kiedy na ulicę naszych miast i miasteczek wyszły tysiące znawców prawa konstytucyjnego i ustroju państwa. Z jednej strony można się cieszyć że mamy tak wielu wybitnych fachowców prawa takich jak np Tomasz Lis czy Krystyna Janda. Nie mogę się doczekać kiedy te tak światłe umysły założą kancelarię prawną, może nawet sieć takich punktów doradztwa prawnego i ruszą reprezentować swoich klientów przed sądami. To musiałby być piękny widok...

Manifestujące osoby nie miały oczywiście w swojej znaczącej przewadze bladego pojęcia co jest w uchwalonej przez parlament ustawie o Sądzie Najwyższym. Trzeba przyznać, że czas w jakim została uchwalona tak istotna dla systemu sądownictwa ustawa, jest niedopuszczalny. Nie dano wypowiedzieć się zainteresowanym stronom dialogu społecznego, ograniczając dyskusję do pospiesznie zrealizowanych trzech czytań ustawy w Sejmie i jednego dnia w Senacie. Najlepszym merytorycznym podsumowaniem jakości pracy opozycji jest poseł Misiło stojący na krześle i rzucający pomięte karki papieru na stół prezydialny komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Myślałem, że wiek przedszkolny zamyka się w wieku 6 lat życia, ale poseł wraz z kolegami sprawił, że to pogląd warty zrewidowania. 

Czas bitwy o Sąd Najwyższy pokazał w całej klasie beznadziejny stan mediów w Polsce. Widok dziennikarzy TVN, Newsweeka czy Gazety Wyborczej powtarzających oceny prawne nowych przepisów budził zastanowienie kiedy wreszcie wyjmą legitymacje z kieszeni. Po co udawać media, można przecież zatrudnić się na etacie w PO czy N i wykonywać dokładnie tę samą robotę. Po raz kolejny można się zadumać nad wezwaniami do obalenia legalnie wybranych władz, jakie płynęły z tak wielu mediów. Szczególnie zabawnie brzmiał skowyt Tomasza Lisa, który z zamkniętego oddziału psychiatrycznego wzywał do rebelii. Cóż, podobno środki psychotropowe zostawiają zniekształcony mózg, co u nadredaktora Tomasza widać wyjątkowo silnie. 

Czymże byłaby nasza opozycja, gdyby nie skamlała za granicą i nie błagała o pomoc. Nie zawiódł Ryszard "sześciu króli" Petru, prosząc o nadzór prac parlamentu przez podmioty zagraniczne. Nie zawiedli usłużni komedianci, alarmujący w zagranicznej prasie o faszyzmie, dyktaturze, Hitlerze i kornikach z Puszczy Białowieskiej. Budziło moje rozbawienie używanie takich kwantyfikatorów; nie sądziłem że bycie historycznym debilem jest powodem do chwalenia się tym publicznie, ale widać trendy szybko się zmieniają. Im poziom niewiedzy większy, tym krzyk i darcie japy o końcu demokracji głośniejszy. 

Całość tych zdarzeń pozwala na wysnucie kilku wniosków. Przede wszystkim PiS powinien zawalczyć o właściwy przekaz medialny w mediach społecznościowych. W tym względzie pole oddał walkowerem opozycji, nawet nie próbował zawalczyć o przekaz swoich racji. Dał się zakrzyczeć wiecami, których sednem były puste okrzyki i świeczki jak na stypie. Reformy tak zasadnicze powinny poprzedzać szerokie konsultacje, by rozładować ewentualne napięcie. Trzeba się uodpornić i konsekwentnie iść do przodu, bowiem polskie sądownictwo wymaga głębokich zmian strukturalnych i personalnych. 

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo