29 obserwujących
205 notek
133k odsłony
521 odsłon

O małym drewnianym serduszku

Wykop Skomentuj4

Dla mojej Siostry, najpiękniejszej Panny Młodej z promiennym uśmiechem


* * *

W pracowni przygotowującej ozdoby i pamiątki na wszelkie okazje była zgromadzona naprawdę wielka ilość różnych rzeczy. Zaczynając od dużych – kartonów i opakowań, przez ogromne ozdobne papiery, drobne wstążki, materiały, kleje, farby – po malutkie: najróżniejsze ozdóbki, cekiny, koraliki, drewniane kółka, rozmaite sznurki. Dla kogoś nieobeznanego z tematem wnętrze pracowni mogło wydawać się wielkim, kolorowym chaosem, ale nie dla pani Marleny. Ona doskonale wiedziała, gdzie ma sięgnąć, żeby znaleźć taśmę klejącą lub koraliki takie, jakich akurat potrzebowała. Gdyby rzeczy w pracowni nie leżały na swoich miejscach i nie były starannie posegregowane, sprawne wykonanie jakiejkolwiek pamiątki byłoby niemożliwe. Pani Marlena świetnie o tym wiedziała i bardzo dbała o porządek. Po wykonanej pracy odkładała wszystkie używane rzeczy do ich przegródek albo na odpowiednie miejsce na półce, a ścinki i niepotrzebne kawałki materiałów starannie zmiatała do kosza.

Nie miała pojęcia, że po jej wyjściu z pracowni, gdy tylko przebrzmiał dźwięk przekręconego w zamku klucza, w tym właśnie koszu zaczynała się najlepsza zabawa. Tak to przynajmniej wyglądało dla innych ozdób, uporządkowanych, grzecznie leżących w swoich pudłach.

Wszystkie wyrzucone kolorowe koraliki i kokardki, połamane drewniane motylki, wytarte cekiny i skrawki papieru rozpoczynały tańce, hulanki i swawole. To tam nie musiały siedzieć w towarzystwie rzeczy takich samych jak one. Mogły się nawzajem poznać, polubić lub pokłócić. Ale kiedy mijało kilka dni i towarzystwo przestawało już się mieścić w koszu na śmietki, pani Marlena zabierała go i wynosiła. I tak się kończyła impreza… 

W pracowni były rzeczy ważniejsze i mniej ważne. W towarzystwie tym najbardziej liczyły się ozdoby większe, z dużą ilością żłobień, starannie wycięte; albo też zbudowane z rzadko spotykanych, cennych materiałów: kamienie szlachetne, minerały, srebrne i złote druty, wstążki w rzadkich odcieniach, błyszczące kartony z ciekawą teksturą… Siedziały napuszone, wydawały innym polecenia i uważały się za nie wiadomo kogo, tylko dlatego, że lepiej się prezentowały. 

Za to zupełnie żadnego prestiżu nie miały zwyczajne, drobne koraliki, których było wszędzie pełno albo na przykład niewielkie, drewniane serduszka. One miały swoje miejsce w sporym, białym pudle stojącym na drugiej półce od góry. Były ich tam setki. I ciągle przybywało nowych, wycinanych z każdego wolnego miejsca na drewnianej sklejce. Trzeba było je wybierać, segregować, wkładać do torebeczek. Pani Marlena nie przepadała za tym zajęciem, bo tyle miała ważniejszych spraw na głowie. Małe serduszka były jedyną nie do końca uporządkowaną ozdobą w całej pracowni. Trudno się dziwić, że czuły się zaniedbane. Nie ceniły się zbyt wysoko. Po wyjściu pani Marleny z pracowni wśród ozdób wybuchały prawdziwe dyskusje, małe rozmówki i wielkie rozmowy mieszały się, tworząc tak miły wszystkim gwar, w pudle ze ścinkami odbywały się imprezy, a w pudełku serduszek panowała cisza podszyta poczuciem wstydu i żalu. Czasami jedno serduszko wymieniło dwa czy trzy słowa z leżącym obok:
– Przepraszam, ale czy wygodnie panu? Nie uwieram może swoim rogiem?
– Ależ nie, nic mi nie przeszkadza.
– Ach, no to dobrze.
– Tak.
I znów zapadała cisza, może nawet głębsza niż poprzednio, a żal wgryzał się mocniej w serca małych drewnianych serduszek. Ale ich spolegliwa natura i brak pomysłowości sprawiały, że nie umiały odmienić swojego położenia.

Było jedno serduszko, które nie chciało tak żyć. Było ogromnie ciekawe, co takiego jest poza pudłem. Chciało spotykać się z innymi ozdobami w pracowni. Chciało zobaczyć wielki świat. Chciało zostać sławne i żeby o nim opowiadano historie przez długie lata. Było malutkie i niepozorne, ale chciało dokonać czegoś ważnego.

W pierwszej kolejności postanowiło przerwać ciszę. Nie było to łatwe i wymagało ogromnej odwagi. Nasze serduszko rozpoczęło rozmowę z najbliższym towarzyszem.
– Hej, co u ciebie?
Jedyną odpowiedzią było skonsternowane milczenie. Serduszko nieco zawiedzione kontynuowało:
– Bo ja bardzo lubię to nasze pudło i dobrze się tu czuję, ale czasami zastanawiam się, jak wygląda świat poza tymi ścianami.
W tym momencie któreś z serc leżących nieopodal nie wytrzymało i odezwało się:
– Jak to? Przecież poza naszym pudłem nie ma życia…
Na to zaoponowało inne:
– To nieprawda. Przecież bywają takie chwile, gdy pani Marlenka wybiera niektórych z nas i zabiera gdzieś w podróż poza pudło. Tylko nie mogą nam o tym opowiedzieć, bo już tu nie wracają.
Nasze serduszko zainteresowało się tym żywo:
– Zabiera w podróż? Naprawdę? A można się zgłosić na taką wyprawę?
– No nie wiem. To pani Marlenka decyduje, kogo zabiera.
– A może jej to obojętne? Może następnym razem weźmie mnie? – rozmarzyło się nasze serduszko.
– A czemu niby miała by wybrać ciebie? Jakiś wyjątkowy jesteś? Jesteś jednym z setek małych serduszek, takich jak my.
– Nieprawda! Nie jestem taki sam jak wszyscy!
– A niby w czym jesteś od nas inny?
Serduszko zastanowiło się. No właśnie, jak ono – takie drobniutkie, malutkie, tak samo jak wszyscy drewniane, miałoby być inne, specjalne? Aż wymyśliło.
– Już wiem! – Zawołało radośnie. – Ja mam imię!
– Jak to?
– Nie jestem taki, jak ty czy ty. Wy jesteście po prostu serduszkami, a ja jestem Mikuś.
To zrobiło na pozostałych niesamowite wrażenie. Nikt nie zaprzeczył. Mikuś, który odważył się nadać sobie imię, stał się wyjątkowy.
– I wiecie co? Ja wyruszę w tę podróż, zobaczycie. Nie chcę zostać w naszym pudle na zawsze.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości