Przed dwoma dniami pisałem na tym blogu o tym, jak pośpiesznie PO przejmuje władzę nad wszystkimi instytucjami, będącymi „osieroconymi” po tragedii smoleńskiej, i które można obsadzić swoimi ludźmi. Ostatnim takim przypadkiem było obsadzenie szefostwa „Wspólnoty Polskiej” przez posłankę PO ze Śląska (miejsce zwolniło się po zmarłym Macieju Płażyńskim, który startował do Senatu z listy PiS).
Ale wczoraj Bronisław Komorowski przeszedł samego siebie – najpierw zapowiedział, że jednak będzie chciał mianować nowego szefa Narodowego Banku Polskiego i to przed wyborami prezydenckim, a następnie obwieścił, że postanowił powołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego według własnego „widzi mi się”. Chce do niej zaprosić wszystkich byłym premierów, prezydentów, ministrów spraw zagranicznych, liderów partii parlamentarnych i wszystkich świętych. I to nie jest zła propozycja, gdyby nie jedne fakt – Komorowski nie wygrał jeszcze wyborów, a jedynie wykonuje obowiązki zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego. Jak marszałek zwycięży w nadchodzącej kampanii, to niech sobie powołuje do RBN kogo tylko chce – ciotkę klotkę, wujka Kazka, premierów i prezydentów, ministrów i marszałków. Ale do tego czasu, do czasu demokratycznej elekcji niech się łaskawie Bronisław Komorowski wstrzyma od takiego rozpychania się w fotelu, który został mu podsunięty w wyniku tragicznego wydarzenia pod Smoleńskiem.
Platforma zarzuca nam, że wykorzystujemy śmierć 96 osób z 10 kwietnia. To obrzydliwy zarzut, podła insynuacja i złamanie zasad prowadzenia debaty publicznej. Bo jeśli owym wykorzystywaniem żałoby ma być czarna sukienka Eli Jakubiak, to czym jest skwapliwe korzystanie w czasie kampanii wyborczej przez wykonującego obowiązki prezydenta z prawa do przemeblowania RBN? Komorowski ma sprawnie doprowadzić do przedterminowych wyborów i tyle, a nie rewolucjonizować funkcjonowanie istniejących instytucji. Marszałka wyraźnie świerzbi ręka do wykorzystania posiadanych uprawnień w celu zwiększenia swoich szans wyborczych. Rację mieli więc chyba ci, którzy sugerowali, że Komorowski nie powinien łączyć trzech funkcji – kandydata na prezydenta, marszałka sejmu i pełniącego obowiązki prezydenta. Zbyt duża pokusa, jak na jednego Komorowskiego. Nie oparł się on jednak wołaniu pierścienia władzy. Okazał się słabszy, niż Frodo.


Komentarze
Pokaż komentarze (112)