Posypały się gromy na głowę Bronisława Komorowskiego za zwoływanie RBN - że mógł poczekać, że niepotrzebnie się tak śpieszy, ze to element kampanii wyborczej, że nadużywanie stanowiska, że złamanie obietnicy, iż w swojej działalności do wyborów ograniczy się jedynie do wykonywania niezbędnych, administracyjnych czynności i unikać będzie dodatkowej aktywności. Uważam te zarzuty za małostkowe - tym bardziej, że przecież pan marszałek nie ma żadnej gwarancji, że tym prezydentem po 4 lipca zostanie!
Jeszcze ze dwa jego sztywne żarty, jeszcze ze trzy wypowiedzi jego "honorowych", jeszcze kilka wpadek z Wikipedią lub portalem i wygrana będzie należeć do Jarosława Kaczyńskiego! I co wtedy?! Co marszałek powie potem w domu? Że był przez dwa miesiące prawie prezydentem i nic nie zrobił? Że nic po nim nie zostało? Ze nawet z nikim ważnym się nie spotkał? Niczym się nie zasłużył?
Tak nie można - trzeba dać Panu Bronisławowi szansę na nacieszenie się tymi wszystkimi atrybutami władzy. Niech zwołuje, niech tworzy, niech powołuje! Co chce i kiedy chce. Niech ma coś z tego marszałkowania. Na zdrowie!
A potem, po latach, będzie mógł Bronisław Komorowski usiąść w gronie swojej licznej rodziny, którą się tak chwali i ma prawo, bo ilu z nas spłodziło aż pięcioro wspaniałych dzieci, i otworzy album ze zdjęciami, i przytuli swe progenitury i latorośle, i pokazywać będzie kolejne zdjęcia: "A to tata z taaaaakimi ważnymi ludźmi. Tu Grzegorz Napieralski, tu premier Tusk, z czasów gdy jeszcze mnie lubił i nie wyrzucił z Platformy, tu Waldemar Pawlak, sześciokrotny wicepremier. A tu, drogie dziatki, wasz tata na posiedzeniu RBN z samym Jarosławem Kaczyńskim! Tak, moje drogie urwisy, z panem prezydentem Jarosławem Kaczyńskim!"


Komentarze
Pokaż komentarze (103)