Kiedy przed miesiącem zaczynaliśmy wszyscy myśleć o nadchodzącej kampanii, sądziłem wówczas, że to będzie kampania do pierwszej poważnej wpadki, że przegra ten, kto przyostrzy i popełni jakiś fałszywy ruch, że atmosfera jest tak podniosła, a sytuacja tak wyjątkowa, że jeśli któraś ze stron walnie jakąś durną gafę, to zostanie za to srogo ukarana przez wyborców. No i chyba się pomyliłem, bo Bronisław Komorowski i jego ludzie są autorami tylu wpadek, tylu fauli, tylu bolesnych i agresywnych słów, że gdybym miał wówczas rację, to dzisiaj kandydat PO sytuowałby się na poziomie Andrzeja Leppera. Nie chce mi się nawet przypominać tych wszystkich naprawdę raniących słów i haniebnych ataków ze strony polityków Platformy, bo wszystkim chyba brzmią w uszach te „nekrofilie”, „Mao Tse Dongi”, „wojny domowe”, „psychopaci”, „kandydaci specjalnej troski” itp. A jednak wciąż Bronisław Komorowski jest liderem prezydenckiego wyścigu.
Okazało się bowiem, że – jak w grze komputerowej – politycy PO mają kilka „żyć”. Niby są już trafieni, ale zaraz się po raz kolejny pojawiają na ekranie i znowu ruszają do akcji. Odwrotnie jest w przypadku PiS i Jarosława Kaczyńskiego – gdybyśmy wypowiedzieli połowę tych agresywnych słów, gdyby to członkowie komitetu honorowego Jarosława Kaczyńskiego ogłaszali wojnę domową, gdyby to nasi politycy mówili tak, jak znowu mówią panowie Palikot, Niesiołowski czy Kutz, gdyby to Paweł Poncyliusz udzielił takiego kuriozalnego wywiadu, jak ten pani Kidawy – Błońskiej w dzisiejszej „Rzepie”, to już by nas nie było! Już bylibyśmy poza wyścigiem!. Bo nam nie daje się drugiej szansy, a Komorowskiemu i jego ludziom daje się kilka „żyć”. Nie za bardzo to sprawiedliwe, choć niech i tak będzie – niech mają okazję nadal mówić o „wodzie, która wzbiera, a potem spływa do Bałtyku” , niech kontynuują mylenie stanu wyjątkowego ze stanem klęski żywiołowej, niech wciąż mamy okazję widzieć postępy w atakowaniu i opluwania Kaczyńskiego. Może dzisiaj nie mam racji, ale może będę ją miał 4 lipca.


Komentarze
Pokaż komentarze (118)