Dlaczego podnosimy kwestię smoleńską właśnie dzisiaj? Bo nie mogliśmy jej podnosić w trakcie kampanii wyborczej. Dlaczego? Bo jeszcze nic nie zrobiliśmy, nic nie powiedzieliśmy, a Władysław Bartoszewski oskarżył nas o nekrofilię, dżentelmen Kutz nabijał się z czarnej sukienki Eli Jakubiak, niespotykanie spokojny człowiek, Stefan Niesiołowski, opluwał nas za wykorzystywanie Smoleńska, a Grzegorz Schetyna twierdził, że gramy grobami. Dlatego w czasie kampanii wyborczej ten temat był przez nas nie podnoszony.
I to chyba był błąd, bo po pierwsze, Bronisław Komorowski peregrynował od grobu ś. p. Sebastiana Karpiniuka po dom rodzinny Barbary Blidy i nikt mu złego słowa nie powiedział (gdzież byli ci wszyscy strażnicy moralności tak skwapliwie zawsze nas pilnujący?), a po drugie - bo teraz oskarża się nas o cynizm i dekoduje Jarosława Kaczyńskiego jako oszusta. Wielu komentatorów twierdzi, że zostali okłamani, bo okazało się, że Kaczyński się nie zmienił, że jest taki, jaki był, że pokazuje swoją agresywną twarz.
Co powinniśmy zrobić, by zasłużyć na szacunek naszych krytyków? To chyba jasne - uznać, że katastrofę spowodowały naciski prezydenta. Po drugie, że wylot opóźnił się z powodu libacji w pałacu prezydenckim. Po trzecie - za wszystkim stała Marta Kaczyńska, bo chciała zabić rodziców i dostać trzy miliony złotych odszkodowania. Czy to wystarczy? Panie i Panowie z PO i z GW - czy to by wam wystarczyło?! A może jeszcze czegoś byście od nas oczekiwali? Samorozwiązania PiS? Ale po wcześniejszej samokrytyce i przyznaniu się do zbrodni IV RP, prawda? I wtedy dalibyście już nam spokój? Czy wówczas wreszcie przestalibyście na nas pluć? Czy zasłużylibyśmy wtedy na wasze ciepłe słowo? Niedoczekanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (199)