Z pewnym znużeniem patrzyłem wczoraj na rozmowę Konrada Piaseckiego z Jackiem Kurskim – przez pierwszy kwadrans miałem wrażenie, że panowie odgrywają role już dziesiątki razy odegrane w ciągu ostatniego półrocza (a po obu panach spodziewać się było można naprawdę interesującej i fascynującej wymiany zdań – obaj są bowiem ponadprzeciętnie uzdolnieni w tym, co robią). Ale nagle zaczęło być ciekaweie, jak Pan Józek i Kura (jak pieszczotliwie określany jest w PiS Jacek Kurski) zaczęli dyskutować o kampanii prezydenckiej. Pan Józek (w tej roli Piasek) tak zamotał Kurze w głowie, że ten powiedział w pewnym momencie: Zbyszek Ziobro, prezes i ja chcieliśmy wykorzystać energię ludzi, którą przyniosła rzeka życia i mówić zarówno o Smoleńsku, jak i o powodzi. A sztab nas w tym wstrzymywał. To nie do końca tak, ale najciekawsze było następujące wyznanie (cytuję w pamięci): „Ja na przykład chciałem rozesłać kartki z prośbą o poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego do dwóch milionów ludzi, którzy podpisali się pod listami poparcia dla jego kandydatury przed rejestracją. Inni sztabowcy mówili, że to złamanie ustawy, ale ja uważałem, że trzeba to wykorzystać”.
I ja to potwierdzam, rzeczywiście tak było. Pamiętam nawet kto cierpliwie tłumaczył Jackowi, że nie możemy tego zrobić, że to byłoby złamanie prawa, że osoby podpisujące poparcie dla kandydatury JK nie wyraziły zgody na przetwarzanie ich danych i wykorzystywanie ich do kampanii wyborczej, że listy te znajdują się w rękach Komitetu Wyborczego JK i nie mogą być udostępniane sztabowi do działalności marketingowej itd. I pamiętam także, że Kura był wobec tych argumentów głuchy. Nigdy bym o tym nie pisał, gdyby nie to, że Jacek się z tym wczoraj sam wysypał. I podziwiając inteligencję mojego kolegi, którego uważam za jednego z najbardziej błyskotliwych polityków w Polsce, nie mogę się nadziwić, że tak się wygadał.
To ważna sprawa z dwóch powodu – prezes PiS karze podobno wszystkich, którzy roztrząsają publicznie sprawy wewnętrzne partii, ale w rzeczywistości zakaz ten nie obejmuje Zbyszka Ziobro i Jacka kurskiego. Można więc bezkarnie wyciągać kulisy kampanijne i tajemnice partyjne jedynie wtedy, gdy uderza to w szefową sztabu i jej najbliższych współpracowników, ale nie działa to już w drugą stronę. Dziwne to poczucie sprawiedliwości i dziwna słabość do jednych i niechęć do drugich.
Ale też jest i drugi powód, dla którego to wczorajsze szczere wyznanie Jacka jest ważne – jeśli bowiem Zbyszek, Prezes i On, chcieli - jak się dzisiaj okazuje – oprzeć kampanię na innych akcentach, to okazuje się, że wymagało to złamania prawa i niektórzy ochoczo się na to godzili. I smieszna i straszna….


Komentarze
Pokaż komentarze (48)