Pojawiają się żądania dymisji Krzysztofa Kwiatkowskiego - uważam, że jeśli miałby ustąpić, to nie za to, co wydaje się być głównym obiektem ataku. Na wstępie zresztą warto powiedzieć, że akurat ten minister w obecnym rządzie nie sprawia wrażenia osoby przypadkowo oderwanej na chwilę od oglądania meczów w tv i jedzenia chipsów. To fachowiec i pracuś - a to się chwali.
Kwiatkowski nie powinien być zdymisjonowany za lanserkę, którą uprawiał. Taki juz mamy trynd, zabawiamy się na śmierć, wydurniamy, telekratyzujemy się... Dzisiaj zresztą zbieramy owoce nieprzemyślanej decyzji rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Teraz nawet jak rząd bardzo chce zrobić coś w konkretnych sprawach, nie za bardzo może, bo dobrowolnie zrzekł się wpływu na politykę karną i postępowania prokuratorskie. Więc robienie za twardego szeryfa jest dzisiaj trochę dziecinne i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - można to wyśmiać, ale na pewno nie jest to powód do dymisji.
Powodem do dymisji nie jest także i to, że Kwiatkowski wysłuchał taśm, do których nie miał prawa. Bo to nie on, jak sądzę, decydował, czego będzie słuchał. Jakiś nadgorliwiec zdecydował o tym, że pan minister dostąpi zaszczytu przesłuchania taśm z TU-154 ze Smoleńska. Nie wiedział, co urzędnicy zaraz mu zaprezentują i dlatego nie może brać odpowiedzialności za to, czego wysłuchał. To tak, jakby w czasie odwiedzin Komendy Głównej Policji ktoś puścił szefowi MSWiA płytkę z twardą pornografią, jako materiał pokazowy. Nie można by wówczas przecież dymisjonować ministra za to, że lubi sobie pooglądać taśmy z owcami, prawda?
To, za co Krzysztof Kwiatkowski może być zdymisjonowany, to za to, co powiedział po wyjściu z budynku, w którym prezentowano mu inkryminowane taśmy. Wówczas, zamiast powiedzieć prawdę, zaczął kluczyć i skłamał, że to nie były prawdziwe taśmy z tamtego lotu, a jedynie "materiał pokazowy". I za to można, a nawet trzeba, domagać się jego dymisji. I żeby było jasne - nie dlatego, że skłamał, bo kłamstwo nie jest powodem do dymisji. Jeślibym teraz powiedział, że jestem w Brukseli, podczas gdy naprawdę jestem w Strasburgu, to nie byłby to powód do domagania się ode mnie zrzeczenia mandatu. Ale Kwiatkowski kłamiąc wówczas musiał wiedzieć, że MATACZY, że chroni potencjalnych PRZESTĘPCÓW, że próbuje ukryć ZŁAMANIE PRAWA. I za to, i tylko za to, można od niego domagać się złożenia urzędu przez ministra sprawiedliwości.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)