Niestety, uniemożliwiono mi wjazd na Białoruś. Właśnie wracam pociągiem z Terespola – władze białoruskie zdecydowały się na niewpuszczenie mnie na terytorium swojego kraju. Miałem tam dzisiaj i jutro spotkać się z organizacjami społecznymi, stowarzyszeniami broniącymi prawa człowieka, przedstawicielami partii politycznych, szefami Związku Polaków na Białorusi, rodzinami więźniów politycznych (w tym z żoną Dzmitryja Bandarenki, którego „adoptowałem” w ramach inicjatywy organizacji Libereco).
Jechałem pociągiem. Po białoruskiej stronie granicy kazano mi się spakować, pogranicznik wziął mój paszport i zostałem wyprowadzony z pociągu. W budynku białoruskiej straży granicznej zostałem poinformowany, że nie zostanę wpuszczony na terytorium Białorusi. Nie udzielono mi odpowiedzi na pytania dlaczego oraz kto podjął taką decyzję. W asyście białoruskich pograniczników musiałem wsiąść do pociągu jadącego do Warszawy.
Do Mińska jechałem na zaproszenie „Viasny” i z nieoficjalnych informacji, które docierały ze strony białoruskiej można się było domyślać, że nie zostanę wpuszczony. Poza tym ogromna część mojej działalności jako zastępcy członka w Delegacji ds. Białorusi w PE poświęcona jest upominaniu się o prawa społeczeństwa obywatelskiego za naszą wschodnią granicą. Z tego też mogłem wnioskować, że mój wjazd na terytorium państwa Łukaszenki będzie utrudniony. Ale musiałem podjąć tę próbę, bowiem nie można się w pracy politycznej kierować niesprawdzonymi informacjami i przeczuciami.
Zwrócę się do białoruskiego MSZ i MSW o wyjaśnienie przyczyn niewpuszczenia mnie na terytorium tego kraju i nadal będę działał na rzecz poprawy standardów życia tamtejszego społeczeństwa oraz przywrócenia mu należnych mu politycznych praw.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)