Oglądam debatę w tvn24 i podglądałem monolog Jarosława Kaczyńskiego w Polsacie. Zacznijmy od tego drugiego „wydarzenia”. To bardzo typowe – prezes mówił to, co zawsze, do tych widzów, których już pozyskał, używał grepsów znanych i ogranych. Prezes był na zmianę – poirytowany dziennikarzami i znudzony swoim monologiem. To widowisko potwierdziło tylko, że PiS gra o jak najmniejszą przegraną, utwierdza już przekonanych, zamyka się w sobie, „ksobnieje”. Wybrał taką formę, bo uważał, że gwarantuje mu ona jak najłatwiejsze przekazanie znanego już komunikatu swoim zwolennikom. I tylko nim. Nie chce przekonywać wahających się, bo wie, że nie ma im niczego nowego do przekazania.
A drugie wydarzenie? Przez cały czas mam wrażenie, że jeden liberał spotkał się z trojgiem socjalistów. Andrzej Sośnierz, były członek UPR, znajomy Korwina, specjalny gość ostatniego kongresu Nowej Prawicy, jasno i klarownie mówi o systemie zdrowia opartym na zasadach wolnej konkurencji, walce o pacjenta, a jednocześnie uwzględniającym potrzeby uboższych. Pozostała trójka właściwie porusza się w ramach szeroko rozumianego socjalizmu – min. Kopacz trochę się tłumaczy, pozostała dwójka trochę atakuje, ale w sumie to jest dyskusja jakby wyciągnięta prosto z zadymionej kawiarni goszystów w zrewolucjonizowanym Paryżu. Liberał kontra socjaliści – to podstawowe wrażenie, które mi towarzyszy przez cały czas trwania debaty. Dla PJN to dobrze, bo ludzie mogli zobaczyć, czym różni się wolnorynkowy program naszej partii od „manifestów socjalistycznych” PO, PSL i SLD.


Komentarze
Pokaż komentarze (53)