"Dzisiaj koło Wyborga, w pobliżu granicy z Finlandią, rozpoczęła się operacja napełniania gazem Gazociągu Północnego (Nord Stream), który przez Morze Bałtyckie bezpośrednio łączy Rosję z Niemcami. Kurek odkręcił premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. W akcie tym uczestniczyli też m.in.: były socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, który teraz przewodniczy radzie dyrektorów (radzie nadzorczej) spółki Nord Strem, będącej operatorem bałtyckiej magistrali, oraz prezes rosyjskiego Gazpromu Aleksiej Miller."
Nie ma bardziej lapidarnego podsumowania skuteczności działań ekipy Donalda Tuska, niż ta informacja z wczorajszych mediów. Cztery lata pracy Radosława Sikorskiego kończą się ostatecznym zawiązaniem pętli gazowej wokół Polski. Gdyby ktoś miał wątpliwości, niech przeczyta następujące słowa premiera Rosji z wczoraj: "...dzięki oddaniu do użytku bałtyckiej rury Ukraina utraci "ekskluzywne położenie" kraju tranzytowego dla rosyjskiegogazupłynącego do Europy. Nasze stosunki nabiorą coraz bardziej cywilizowanego charakteru." Równie dobrze mógłby to powiedzieć o Polsce - relacje z nami też będą nabierać "coraz bardziej cywilizowanego charakteru".
Bilans tych czterech lat ekipy PO-PSL, to pogorszenie sytuacji Polaków na Białorusi i Litwie, osamotnienie Ukrainy, dyktat i samowola Rosji w relacjach z nami. To obniżenie relacji z najpotężniejszym państwem świata, bo min. Sikorski próbował "asertywnej polityki" właśnie na USA. Z marnym skutkiem. W Unii Europejskiej okazaliśmy się graczem lubianym. I to by było na tyle, bowiem za ową sympatią nie poszły żadne konkretne korzyści (lubi się wszak kogoś, kto niczego nie żąda i na wszystko się zgadza, ale tylko lubi - z szacunkiem bywa już gorzej). Premier obiecywał, że już od 2011 roku mieliśmy mieć euro jako swoją walutę. Nic z tego nie wyszło. Za to wyraziliśmy chęć wstąpienia do paktu "euro plus", ale nikt nie wie dlaczego, co się z tym wiąże i ile będzie nas kosztować. Komisja Europejska musiała dbać o nasze interesy i o to, byśmy się na dziesiątki lat nie uzależnili do rosyjskiego gazu, bo wicepremier Pawlak "nie zauważył", że umowa z Gazpromem miała obowiązywać do 2034 roku i to po zawyżonych, w stosunku do europejskich, cenach. Niemcy spokojnie realizują swoją politykę historyczną, zrównując cierpienia ofiar i sprawców (zresztą - zostaliśmy przez naszego prezydenta nazwani "narodem sprawców"). Na marginesie - wciąż nie rozwiązany zostaje status mniejszości polskiej w Niemczech (ludzie ci mają o wiele gorszą sytuację, niż Niemcy żyjący w Polsce). Berlin i Paryż, nie oglądając się na nikogo, a już zwłaszcza na kraj przewodzący Unii, dokonują przewartościowania i rekonfiguracji układu sił w Europie i, faktycznie, wprowadzają podział na lepszych i gorszych w UE. Nasz minister finansów czeka w pokorze przed gabinetami, gdzie politycy unijni decydują co będzie się działo z europejską gospodarką. Itp, itd...
Donald Tusk i Radosław Sikorski to nie zdrajcy Polski, to nie zaprzańcy, jakich nie widziała historia Polski (jak chcieliby ich widzieć politycy PiS). Premier i minister spraw zagranicznych nie zasługują na takie epitety. Oni tylko sobie po prostu nie poradzili. Zadanie realizacji polskich interesów narodowych po prostu ich przerosło, nie podołali temu zadaniu. Są być może sympatyczni i lubiani na Zachodzie, ale polityków nie ocenia się po tym czy są mówi się o nich dobrze, lecz po tym, czy załatwiają swojemu społeczeństwu realizację jego interesów. i w tym bardzo przyziemny, ale też najbardziej mierzalnym, wymiarze ekipa PO i PSL zmarnowała ostatnie cztery lata. I trzeba ją za to ukarać - nie wsadzaniem jej przedstawicieli do więzienia, nie stawianiem ich przed Trybunałem Stanu, lecz odsunięciem od władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (42)