Właśnie wróciłem z lunchu z prezydentem Komorowskim. Przebywa w Strasburgu i przy tej okazji spotkał się ze wszystkimi polskimi europosłami ( o 15.00 przewidziane jest spotkanie z nim w ramach tzw. Polskiego Koła). Nie będę zdradzał o czym rozmawialiśmy przy obiedzie, bo to nie jest bardzo istotne. Ważne jest co innego - że głowa państwa uznała za oczywiste, że jeśli jest w Strasburgu, to jej obowiązkiem jest spotkać się ze wszystkimi polskimi posłami do PE. Niby oczywiste, ale nie dla wszystkich.
Bo z zachowaniem prezydenta stoi w sprzeczności postawa premiera - kiedy wygłaszał tu swoje banalne i bardzo ogólnikowe przemówienie 6 lipca, nie znalazł czasu na to, żeby spotkać się z eurodeputowanymi wszystkich opcji. Premier polskiego rządu nie uznał za stosowne podyskutować z nami o tym, jak widzi kooperację między nami w ważnych dla Rzeczpospolitej sprawach. Niby nic, ale było to zachowanie symptomatyczne dla Donalda Tuska.
Od samego początku stara się on wykorzystać polską prezydencję li tylko i wyłącznie do swoich partyjnych interesów i robi to kosztem powodzenia owej prezydencji. Najpierw nie reagował na apele PJN, by wybory odbyły się na wiosnę - tak, by 1 lipca w Polsce był nowy rząd, nie zajęty wyborami, nie grający naszym przewodnictwem w Radzie. Chciał wykorzystać te sześć miesięcy do promocji własnej partii i właśnie to robi. Kosztem efektywności prezydencji.
Potem rząd ustalił jej priorytety bez żadnych konsultacji z opozycją, pomimo tego, że Paweł Kowal apelował o takowe konsultacje. Nie doczekaliśmy się jednak żadnej reakcji - priorytety zostały ustalone w wąskim gronie premiera. Szkoda.
Na kilka dni przed 1 lipca PJN wzywał do ustalenia comiesięcznych konsultacji rządu z liderami parlamentarnych partii politycznych po to, by wzajemnie się informować o postępach w realizacji priorytetów. Jednak i to wezwanie pozostało bez odpowiedzi - rząd woli nie dyskutować z opozycją o tym, jak sobie wzajemnie pomagać w tym, by nasze przewodnictwo było jak najbardziej efektywne.
Wszystko to pokazuje, że polska prezydencja została upartyjniona przez PO i służy do jej politycznych, wewnątrzpolskich, kampanijnych interesików. Po raz kolejny okazało się, że Donald Tusk wykorzystuje swoją pozycję nie dla wzmacniania naszej pozycji w Unii, ale dla wzmacniania swojej osobistej pozycji w Polsce. To nie najlepsza rekomendacja jak na kogoś, kto chce być nazywany mężem stanu.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)