Były szef Komisji Europejskiej, Jacques Delors, powiedział, że polska prezydencja jest pomijana i ignorowana. Wreszcie ktoś z zewnątrz to zauważył i publicznie sformułował. Dlaczego było to potrzebne? Bo Polacy mają to do siebie, że sami swoich opinii nie cenią – potrzeba im zdania innych.
Delors ma po prostu rację – Angela Merkel i Nicolas Sarkozy powołują nowy ekonomiczny rząd Europy, bez pytania się nas o zdanie. Za kilka dni David Cameron i francuski prezydent lecą do Trypolisu, ustalać „pokadafowski” porządek w Libii. Debata nad przyszłym budżetem Unii odbywać się będzie przy niewielkim udziale polskiego komisarza, który wszak jest odpowiedzialny za tę materię. Płatnicy netto w UE zapowiadają, że będą dążyć do ograniczenia budżetu Unii. Komisarz Oettinger proponuje, by flagi państw mających problemy z zadłużeniem były na stale opuszczane do połowy.
Jaka jest na to odpowiedź polskiej prezydencji? Jacek Rostowski jedzie do Strasburga i tam straszy wszystkich wojną, jeśli nie uda się pomóc strefie euro! Coś takiego może i by przeszło na Wiejskiej, ale w Parlamencie Europejskim wywołało jedynie falę kpin i szyderstw. To ma być przewodnictwo unijne? Tak ma się wypowiadać ktoś odpowiedzialny? No, ale jeśli większość czasu spędza się w przedpokoju, czekając na wpuszczenie na obrady ministrów finansów państw strefy euro, to mogą się w głowie rodzić tego typu dywagacje. Wczorajsza wypowiedź Rostowskiego jedynie ugruntuje pogardliwy stosunek do naszej prezydencji.
Te sześć miesięcy miało być naszym czasem w Unii – okazuje się jednak , przez niekompetencję i brak woli politycznej naszych przywódców, półroczem, w którym na dobre nastąpi podział Europy na lepszych i gorszych, w którym utrwali się dominacja Niemiec i Francji i marginalizacja państw tzw. „nowej Europy”. A dlaczego to wszystko? Bo Donald Tusk potrzebował przewodnictwa w Radzie UE do popromowania się na salonach europejskich, tylko po to, żeby wygrać wybory w kraju. Nic nie pokazuje bardziej prowincjonalizmu obecnej ekipy i jej krótkowzroczności, jak właśnie marnowanie naszych pięciu minut w Europie. Dla małych zysków politycznych na scenie wewnętrznej politycy PO zgadzają się na bierne przyglądanie się marginalizowaniu nas na arenie międzynarodowej i na bardzo dla nas niebezpieczne procesy w Europie. Ale taka to już widać perspektywa ich myślenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)