„Usłyszcie mój krzyk” – taki tytuł nosi film dokumentujący tragiczną śmierć Ryszarda Siwca, który protestował przeciwko udziałowi polskich wojsk w okupacji Czechosłowacji. Nie porównuję jego śmierci z tragicznym wydarzeniem z wczoraj sprzed kancelarią premiera, ale mam nieodparte wrażenie, że dzisiaj próbuje się zagłuszyć krzyk właśnie tego nieszczęśnika. Bo padł sakramentalny apel o niewykorzystywanie tego wydarzenia w celach politycznych. I dobrze, bo ten wypadek nie należy wykorzystywać politycznie. Ale należy politycznie o nim dyskutować. Dlaczego? Ponieważ wszystko wskazuje na to, że to nie był czyn szaleńca, wariata, desperata. Wszystko wskazuje na to, że to był czyn człowieka upokorzonego przez państwo, przerażonego poziomem korupcji i przestępczości, powalonego nepotyzmem i hipokryzją polityków i urzędników. A więc był to akt polityczny w najbardziej szlachetnym tego słowa znaczeniu. Tragiczny, ale właśnie polityczny.
Dzisiaj próbuje się z tego człowieka zrobić wariata i to biednego, którego frustracja i bieda pchnęły do tego czynu. Ale to dezinterpretacja, to obłuda, to uderzenie w tego człowieka. Bo to już trzeci raz kiedy zamyka się mu usta – po raz pierwszy, kiedy nie reagowano na jego apele o rozwiązanie konkretnej sprawy korupcyjnej (informował o tym podobno Julię Piterę, Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego). Po raz drugi jego usta zamknął ogień. Po raz trzeci robią to ci wszyscy, którzy dzisiaj mówią: „nie komentujmy tego”, „nie wykorzystujmy tego”, „to nieszczęśliwy człowiek”, „to bieda popchnęła go do tego”. Nie, nie bieda, ale niezgoda na stosunki panujące w Rzeczpospolitej, korupcja, nieuczciwość urzędników, sprzedajność polityków. To wszystko można wyczytać w jego listach. Dlatego dyskusyjny o nim, o jego proteście, o jego czynie, o jego bólu. On tego właśnie chciał. Chciał nas poruszyć.
Usłyszcie jego krzyk!


Komentarze
Pokaż komentarze (45)