Redakcja czuje się pozytywnie zaskoczona faktem, iż wszystkie media podają informacje o jednym z najważniejszych wydarzeń trwających wakacji - pierwszym kotlecie z próbówki/z szalki petriego. TV publiczna nadawała nawet część degustacji Marka Posta na żywo w ogólnodostępnym kanale! Gdyby półtorej roku temu o planach naukowców napisał pierwszoplanowy dziennikarz z działu sportowego onet.pl, całe polskie społeczeństwo rozmawiało by o tym od dawna. Ale cóż, napisał o tym biedny Wiejski Przegląd Półnaukowy, co nawet AdTaily go będzie chciało oszukać...
Oczywiście, jak to bywa w przypadku pożytecznych nowinek, czy chociażby chęci budowy ładnego chodnika, nie położonego z imitującej piaskowiec (aczkolwiek droższej od niego) kostki brukowej, ludzie zaczęli się bać mięsa. Prawdziwi specjaliści, zapewne należący do grupy, która nie dała sobie przekopać ogródków w ramach elektryfikacji, również dali o sobie znać. Krewni i znajomi Redakcji mogą lać ze śmiechu z komentarzy internautów, aczkolwiek ja muszę zadowolić się relacjami telewizyjnymi.
Pewien rolnik (nie z kaszubskich przeciwników atomówek, wiatraków oraz wyngla) prawił o nienaturalności mielonych wytworzonych in-vitro. Za rezolutnym farmerem rozciągały się betonowe łaki. Jego krowy są oczywiście hodowane w sposób jakże naturalny i sprzyjający zwierzętom, tzw. chów bezściółkowy. Mogła telewizja pokazać chociaż świnie, które tak nie cierpią taplając się bez trawy we własnych odchodach. Możecie sobie wziąć tą radę do serca, o drogi Kanale Powiat!
Mądry argument - iż jest to za wcześnie na euforię został również przytoczony. Raz czy dwa, aczkolwiek sensowna argumentacja przeciwników nowinek technologicznych jest warta odnotowania dla potomnych.
Głównym sprawcą głodu nie jest mała ilość żywności, a jej zła dystrybucja. Oczywiście się zgadzamy, ale mięso in-vitro może rozwiązać ten problem. Małe miejskie fabryki mięsa mogły by być stawiane praktycznie przy każdym mieście. Takie laboratoria działały by nawet w rejonach ogarniętych klęską głodu.
Ekoterroryści również powinni się cieszyć - mniejsza powierzchnia pól, mniejsza emisja gazów cieplarnianych, a dla Ziemi najważniejsze - mniejsze zużycie wody. I większa ilość kalorii, bo zwierzęta nie będą jadły olbrzymich ilości zboża, by przybrały na masie mięśniowej. Oni są ogarnięci fobiami, ale mówią tylko, że mięsa takiego nie zjedzą. Cieszy nas to, że nie są w stanie wymyśleć nawet bezsensownego argumentu (jak w przypadku atomówek, czy łupków - które swoje wady mają, ale argumenty przeciwników nie opierają się na nich).
SPOSÓB POZYSKANIA TAKIEGO MIĘSA PO PROSTU NIE MOŻE BUDZIĆ KONTROWERSJI ETYCZNYCH I ZWIĄZANYCH Z OCHRONĄ ŚRODOWISKA.
Do euforii daleko, ale przez półtorej roku przeszliśmy od marnej dotacji rządu holenderskiego do pierwszego hamburgera. Jak się nie cieszyć?
I tylko koksy cieszą się, że będą mogli jeść równie zdrowe, ale beztłuszczowe mięcho.
A ja czekam na telefon z zaproszeniem na degustacje...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)