1 obserwujący
9 notek
3881 odsłon
66 odsłon

Od końca, czyli od początku...

Wykop Skomentuj7

A więc stało się. Coś tam w pocie czoła napisałem na tzw. blogu. Czy na blogu? To zbyt wielkie słowo. Gdzie mi się równać z choćby tutejszymi tuzami blogosfery? Ja jako bloger jeszcze się nawet nie narodziłem. I nawet nie wiem, czy chcę się narodzić w tym charakterze. Wszytko, stało się przypadkiem. Mimochodem. Oczywiście klikając, w załóż bloga, byłem, a przynajmniej mam nadzieję, że byłem w pełni władz umysłowych, a nawet praw obywatelskich. Pierwszym jednak odruchem była ciekawość w sensie poznania czegoś nowego innego. A właściwie ciekawość  i chęć zabawy. Zabawy, ale nie zgrywy.  Może i o tej zabawie nie powinienem pisać, by ktoś nie nabrał podejrzeń, że cały ten projekt to jakiś performance czy coś podobnego.

Nie pamiętam, nawet kiedy tego bloga założyłem. Nie wiem nawet jak to sprawdzić. Zresztą to nie ma znaczenia. Nie był to jakiś szczególny dzień w moim życiu. Nie byłem wówczas ani jakoś szczególnie przybity, ani jakoś specjalnie radosny. Nastrój w normie. Dzień jak co dzień. Był to raczej pomysł na przyszłość, a nie na teraz. Tłumaczyłem sobie: blog to choćby konieczność odpowiadania na ewentualne komentarze a ja nie mam przecież czasu. Ale może kiedyś?

Założyłem bloga i się nim, jego formą, a nie treścią bawiłem. Co będzie, jak kliknę tu? A co jak kliknę tu? Jak pisałem. Ciekawość. I tu zdarzył się, jak to mówią dziwny i nieoczekiwany przypadek. Bawiąc się rzeczonym blogiem jego formą, bo treści nie było, od czasu do czasu na niego zaglądałem. Nie pamiętam ile razy. Może pięć, może dziesięć. Nie więcej. Aż wchodzę ja ci nań, dajmy na to dziesiąty raz i ze zdziwieniem pomieszanym z przerażeniem odkrywam, że mam 95 wejść. 95 tyle było. Nie mniej, nie więcej. To akurat pamiętam. I pierwsza myśl – ki czort? Czyżby kot dorwał się do klawiatury? A może ja tracę zmysły i klikam w moją stronę tego nieświadom. Na co, po co wchodzić na blog, który jest dosłownie i w przenośni pustynią? Na którym nic nie ma? I przyznam się, że zastanowiło mnie to mocno. A potem mnie olśniło. Taką mam przynajmniej nadzieję.

Jedynym powodem, dla którego ktoś mógł wejść na blog bez treści, może być ciekawość. A więc to uczucie, które spowodowało, że któregoś tam dnia kliknąłem, załóż bloga. I poczułem coś na kształt wspólnoty z osobą bądź osobami, które tu wchodziły. I zrozumiałem, że blog to nie, a może nie tylko, zabawa. No bo jak można zawieść czyjąś ciekawość? To już lepiej kogoś rozczarować e, ale nudy bądź e, ale głupoty niż zostawić bez odpowiedzi.

No właśnie. Odpowiedzi. Z tym będzie problem. Bo ja, choć ktoś na podstawie moich komentarzy może sądzić inaczej, żadnych odpowiedzi nie znam. Gdybym znał, nie popełniłbym wielu głupot w moim życiu. Nie poszedłbym w tę czy inną stronę. Nie skrzywdziłbym wielu ludzi. Ba. Często nawet nie wiem, jakie pytania należy postawić. To mam takie wrażenie takie inne spoglądając na salonową społeczność. Być może to powierzchowny osąd, ale tutaj wszyscy wydają się specjalistami od wszystkiego. A może nie? Może i Ty, który klikałeś tu te kilkadziesiąt razy, nie czujesz się specjalistą od wszystkiego? Może tak być. W końcu przywiodła Cię tu ciekawość. Szukasz.

Wydaje mi się, że właśnie ciekawość i poszukiwanie jest w tym całym internetowym życiu a może i w tym realnym najważniejsze. Ciekawość zwłaszcza tego, co odmienne od naszych poglądów itp. A przede wszystkim ciekawość tego przysłowiowego Innego. Myślę, że tylko w konfrontacji z odmiennością jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, kim my sami jesteśmy. I dlaczego na tę czy inną sprawę mamy taki, a nie inny pogląd. To coś kreatywnego. Trochę tak jak w pracy. To w zetknięciu z czymś innym być może nawet zaskakującym jesteśmy naprawdę twórczy.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości