3 obserwujących
19 notek
11k odsłon
  108   0

Kohlepapier...

„Co  ma  jednak  Krzyżak  do  kowboja? […] Ujawnia  się  tu  funkcja  głównego  stereotypu  zaktualizowanego  w  tym  plakacie: apel  do złego samopoczucia Polaków mających świadomość krzywdy, wystawianych nieustannie  na łup  złowrogiej  historii, otoczonych przez wrogów, którzy czyhają, tylko by ich zniszczyć, odebrać to, co do nich należy".
                                                                                                                                               M. Głowiński 19 XI 1982


imagePlakat pt. Z mroków średniowiecza jest doskonałą egzemplifikacją sposobu, w jaki strona rządowa postrzegała otoczenie zewnętrze Polski. Obraz ten znajdował swoje odbicie także w wizji stosunków wewnętrznych a w szczególności roli, jaką odgrywała opozycja w oczach władzy. Był to specyficzny obraz, w którym Polska była otoczona przez wrogów zewnętrznych czających się na jej niepodległość, godzących w jej dobrobyt itd. Tak sformatowany przekaz starano się wtłoczyć w głowy społeczeństwa za pomocą rządowych; telewizji, radia, gazet oraz właśnie plakatów.  Owi zewnętrzni niegodziwcy zdaniem władz tworzyli jedną grupę z wrogiem wewnętrznym, czyli opozycją. Warto nadmienić, że w tym duecie opozycji przypadła rola wykonawcy, oczywiście za pieniądze, poleceń płynących z zagranicy. Tymi zewnętrznymi przeciwnikami Polski były głównie trzy państwa; USA, RFN i Izrael.



„Nieustanie zaś mówi się o mocodawcach tych wszystkich, których się nie aprobuje.Takim, by tak powiedzieć, totalnym mocodawcą jest Ameryka bądź takie czy inne jej instytucje, zwłaszcza CIA. Motyw mocodawcy musi być częsty choćby z tego prostego faktu, że obowiązuje policyjna wizja historii. Nikt więc nie może  działać  spontanicznie  czy  też  z  tej  racji ,że  chce  zaspokoić  swe  istotne potrzeby, że dba o swe własne interesy. Zawsze musi  istnieć  mitologiczny  demiurg  zła, który  judzi, podszeptuje, knuje, organizuje spiski, daje forsę”.

                               M. Głowiński 18 VI 1970

W stosunku do USA rządzący Polską podkreślali przede wszystkim fałszywość tego państwa. Starano się to wykazać, wypominając władzom amerykańskim, że same represjonują u siebie robotników i związki zawodowe.  Miało to dowodzić hipokryzji władz amerykańskich. Zalecano przy tym pokazywanie jak najczęściej uśmiechów urzędującego prezydenta Stanów na tle kajdanek zakładanych represjonowanym działaczom związkowym w tymże kraju. Podkreślano również zależność zwłaszcza finansową opozycji od administracji amerykańskiej. W jednym z dokumentów partyjnych pisano wówczas: „Kim byliby nieliczni ukrywający się ekstremiści bez politycznego, materialnego i propagandowego wsparcia Zachodu? […] Byłaby to garstka zaślepionych fanatyków…”. Z kolei na łamach Żołnierza Wolności ironizowano: „Kraj, od którego dzielą nas tysiące kilometrów, najostrzej reaguje na nasze wewnętrzne sprawy, najlepiej wie, czego nam potrzeba”.

Do zaostrzenia retoryki rządzących wobec USA doszło po wprowadzeniu sankcji. Jako ilustrację owego zjawiska można zacytować jedną z instrukcji wewnątrzpartyjnych, w której czytamy, że propaganda ma wskazywać, że „mają one antypolski charakter, gdyż uderzają one w całe społeczeństwo”. Podkreślano również że motywem działań amerykańskich nie jest troska o wolności obywatelskie w Polsce. W myśl tych instrukcji w Wałbrzychu np. rozklejono plakaty z hasłem Myśmy dali im Kościuszkę, oni odebrali nam kukurydzę.

„Nigdy jeszcze prasa RFN nie broniła tak gwałtownie, z takim zacietrzewieniem rzekomo naruszanych praw człowieka w  Polsce jak właśnie  obecnie. Nie  można  tu  mówić  o  przypadkach.  To  jest  akcja  tak  widoczna,  że  musi  być  organizowana, że  musi  być kierowana, że musi być koordynowana. Łatwo domyśleć się w czyim interesie”.

                                                                                                                                       Z. Broniarek 28 V 1977

Kolejny państwem, które zostało uznane za wrogie była RFN. Jednym z powodów była działalność mającego siedzibę w Monachium RWE. Władze starały się przedstawiać działalność tej rozgłośni jako jeden z elementów niemieckiego parcia na wschód. Podkreślano także iż „zimnowojenne nastroje rewanżu i odwetu” odradzają się głównie w łonie CDU i CSU. Jako element tych tendencji usiłowano wskazać sytuację Kaszubów w Polsce. Rząd i jego publicyści starali się przekonać społeczeństwo polskie, że ludzie ci za sprawą podszeptów niemieckich ulegają tendencjom separatystycznym. I tak Biuletynie Informacyjnym ZP Grunwald czytamy, że „szczególnej pod tym względem czujności wymaga od nas teren Wybrzeża Gdańskiego, pozostającego pod obstrzałem naukowych i propagandowych placówek RFN-owskich ziomkostw, krzykliwych marzących o powrocie na ziemie polskie”. Rządzący, odwołując się do antyniemieckich stereotypów, liczyli na pozyskanie przynajmniej części społeczeństwa polskiego zgodnie z twierdzenie gen. Jaruzelskiego z 19 stycznia 1982 roku, iż tematyka ta jest samograjem.

Także opozycję demokratyczną usiłowano przedstawić jako chodzącą na pasku niemieckich rewanżystów, sugerując wprost, że w zamian za niemiecką pomoc i niemieckie pieniądze zaakceptuje ona rzekome niemieckie roszczenia. Warto tu wspomnieć Jana Józefa Lipskiego ze względu na zasługi, jakie miał on dla polsko niemieckiego pojednania. Zasługi te wówczas dopiero się rodzące były w oczach rządzących jednocześnie jedną z głównych jego win. Dlatego też miały stać się podstawą do oskarżeń w planowanym procesie KOR-u po powrocie Lipskiego do kraju w 1982 roku. Nie omieszkano przy tym rozpętać kampanii nienawiści wobec niego w rządowych mediach, gdzie zarzucano Lipskiemu m.in. że „domagał się rewizji zachodnich granic PRL i historycznej rehabilitacji prusactwa oraz militaryzmu germańskiego”. Przypominało to oskarżenia, jakie w 1965 roku kierowano pod adresem prymasa Wyszyńskiego i polskich biskupów.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura