Zwiastun Świtu
Tylko prawda jest ciekawa
3 obserwujących
62 notki
55k odsłon
  1071   0

UE, Brexit i Polacy


Kiedy mówimy o prawach rezydentów, takich samych jak prawa Brytyjczyków, musimy mieć świadomość, że prawa są tożsame ze standardami. Innymi słowy do tej pory było przekonanie, że wszystkich, obojętnie skąd są, jaki kolor skóry mają i jaką religię wyznają, należy traktować tak samo jak rodowitych Brytyjczyków. Przepisy mogą być różnie interpretowane, czego mamy liczne przykłady, bo co urzędnik to różna wykładnia. Na szczęście zawsze jest możliwość odwołania. Standardy można też rozumieć jako niepisane umowy. Przykładem niech będzie definicja działalności gospodarczej w prawie anglosaskim. Tak więc, gdy dwie osoby się spotkają by między sobą coś wymienić, lub jakąś usługę jeden drugiemu wyświadczyć, to mamy do czynienia z dwoma podmiotami gospodarczymi. Rejestracja tego w urzędzie i odprowadzenie podatku jest sprawą wtórną i często marginalną. Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie najpierw trzeba zarejestrować działalność w urzędzie a nawet odprowadzić podatek VAT za wystawioną fakturę, gdy jeszcze o żadnych zyskach nie może być mowy. Wiele osób z Polski funkcjonuje na zasadzie jednoosobowej działalności gospodarczej, gdzie zyski są wykazywane deklaratywnie jako zero. Tym samym takie osoby mają zapewniony dostęp do świadczeń socjalnych. Co w takich przypadkach po Brexicie? 


Obecnie obserwujemy więc wzmożony apetyt na "stałą rezydenturę", zaś załatwianie spraw wydłużyło się z 6-ciu do 9-ciu miesięcy. Jednak samo wystąpienie o rezydenturę nie gwarantuje sukcesu nawet w przypadku kolejnych pięć P60, potwierdzających przepracowanie kolejnych pięciu lat, gdyż wystarczy, że ktoś rozpoczął pracę i nie załatwił WRS-u, gdy on jeszcze obowiązywał. Tłumaczenie urzędu jest takie, że zaczął pobyt nielegalnie i złamał brytyjskie przepisy. W chwili przyjazdu nie było to jednak oczywiste, gdyż nikt z pracodawców żadnego WRS-u nie wymagał, zaś nowo przyjezdny w ogóle nie miał świadomości, że coś takiego musi załatwić. Tak więc, obecnie ok 30% wniosków o rezydenturę kończy się odmową, z różnych przyczyn, często błahych. 


Krótko mówiąc, bez znajomości całej złożoności materii trudno mówić o jakichkolwiek poważnych rozmowach na temat zagwarantowania praw Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. I krótko mówiąc - nie ufałbym Anglikom tak łatwo depczących demokrację swoim "twardym Brexitem". Tak naprawdę referendum brexitowe zakończyło się remisem 2:2, a nie jak ogłoszono, że zwyciężyło "leave". Wielka Brytania to państwo federacyjne, gdzie każdy z krajów związkowych ma własny rząd, parlament, przepisy prawne, finansowe, edukację, a nawet jego banki emitują własną walutę. To Theresa May upowszechniła hasło "Brexit znaczy Brexit", gdy większość głosujących nie miała nawet świadomości, że opuszczenie Unii Europejskiej jest jednoznaczne z rezygnacją z EEA, czyli European Economic Area. Za "leave" głosowali głownie emeryci i nieroby z angielskiej prowincji, chcący utrzymania swoich przywilejów i przekonanych, że emigranci z Europy Wschodniej te przywileje im zabierają. Te ich przywileje są często tak kuriozalne, że aż żal. Na przykład emeryci są zawożeni na zakupy specjalnymi busami, oczywiście za darmo (mimo, że mają darmowe karty na przejazdy komunikacją miejską), zaś marzeniem przeciętnej 15-to latki jest jak najszybciej zajść w ciążę i urodzić dziecko, nie ważne z kim, by jako samotna matka z dzieckiem dostać darmowe mieszkanie i takie benefity aby nie musieć pracować, za to móc żyć na przyzwoitym poziomie. Nietrudno też zauważyć ćpunów, którzy nie przepracowali w swoim życiu ani jednego dnia, ale jako ciężko poszkodowani przez los, często inwalidzi mentalni są uprawnieni do bezpłatnych mieszkań i takich zasiłków, że mogą spokojnie żyć bez martwienia się o dzień jutrzejszy. Tak na marginesie: hodowla kilku krzaków marihuany na własne potrzeby nie jest nielegalna, a nadwyżki łatwo sprzedać będącym w większej potrzebie. Opieka lekarska i leki dla przewlekle chorych, małoletnich i o niskich dochodach są darmowe. Każdy musi mieć mieszkanie o odpowiedniej ilości "bedroomów", czyli sypialni, a jak nie jest w stanie zapłacić czynszu to koszty wynajmu pokryje gmina. Nie bez powodu emigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu szturmują ciężarówki jadące do UK tunelem pod Kanałem La Manche. To jest raj, o którym we Francji czy w Niemczech mogą tylko pomarzyć. 


Z całą pewnością 3,3 miliona obywateli UE, którzy mieszkają w Zjednoczonym Królestwie, odczuje skutki Brexitu. Być może najbardziej ci, którzy zostali oddelegowani do pracy w Wielkiej Brytanii - a jest ich wg wyliczeń 50,893 osoby. Do tego jest spora grupa szukających zatrudnienia: 120 000 osób. Niektórzy mieszkają w UE i pracują w UK - dotyczy to m.in. tych, którzy na co dzień przekraczają granicę między Hiszpanią a Gibraltarem oraz Irlandią i Irlandią Północną. Niepewny jest też los 125 000 studentów w UK pochodzących z krajów europejskich. Szacuje się również, że ok. 15 proc. pracowników naukowych w Wielkiej Brytanii pochodzi z UE. Z drugiej strony patrząc 3 800 Brytyjczyków mieszka i często też pozostaje na utrzymaniu UE. Koszty utrzymania Brytyjczyków przez Unię mogą sięgać aż 7 miliardów euro. 1 800 obywateli Królestwa pracuje w europejskich instytucjach, a kolejne 2000 pobiera unijne emerytury. Jasne więc, że problem emigrantów z UE mieszkających w Wielkiej Brytanii należy widzieć całościowo. Co w tej sytuacji mogą znaczyć zapewnienia Theresy May dla Kaczyńskiego i Szydło odnośnie gwarancji dla Polaków na Wyspach? 

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka