Wrzawa cichnie z wolna; wulkan narodowych uczuć, po wczorajszej erupcji, przygasa. Nie na długo.
O co chodzi z tym Smoleńskiem? Pytam od dwóch lat, nie mogąc zrozumieć tego rozrastającego się splotu sprzecznych zjawisk, ocen, emocji. Jak zdecydowana większość obywateli, z uwagą i poruszeniem śledziłem informacje w pierwszych dniach po feralnym 10 kwietnia. I na tym się skończyło. Nie mam zielonego pojęcia o katastrofach lotniczch - nie rozumiem ponadto szczegółowych kwestii technicznych związanych z samolotami, nie wiem jak działają urządzenia pokładowe. W prywatnych rozmowach, gdy schodzi na Smoleńsk, mówię otwarcie o tej swojej indeolencji, wyłączam się z tematu. Jestem laikiem, i nie boję się do tego przyznać. W przeciwieństwie do całej masy domorosłych ekspertów - blogerów, publicystów, quasi-ekspertów, którzy piszą/mówią z niewiadomo jakiego namaszczenia. Są wśród nich i parszywe małpy, które ogłupiają ludzi niestworzonymi teoriami po to, by zarobić kasę, albo coś osiągnąć; jestem przekonany jednak, że większość to osoby, które działają z pozytywnych pobudek, chcące dać trochę pożytku, ale nie są do takiej działalności przygotowani.
Jesteśmy bombardowani stale (choć z różnym natężeniem) nowymi faktami i ocenami. Jako wyróżniających się nadawców można wskazać stronę rządową (i jej media) i stronę prawicowo-opozycyjną (+ media). Komu wierzyć? Eksperci różnej maści "robią swoje", usiłują przekabacić ludzi na własną wersję. Jako dyletant powinienem być łatwo manipulowalny. Tak jednak nie jest? Dlaczego? Nikogo nie słucham. Nie zaczarujecie mnie różni Millerzy i Macierewicze. Nie uwierzę ani w zamach, ani w wersję że całkowitą odpowiedzialność za katastrofę ponosi były prezydent. Krwi na rękach nie ma ani Tusk, ani Putin, ani Kaczyński. Jak to zwykle bywa, na faktyczne przyczyny wydarzeń czy zjawisk składa się wiele zmiennych, o których nierzadko możemy mówić dopiero po długim czasie. Wiem, że to absolutnie niczego nie wyjaśnia, bo nie ma jasnych odpowiedzi.
Jak zatem patrzeć na Smoleńsk? Przez politykę, grę interesów, walkę o władzę i inne dobra reglamentowane, takie jak sukces. Bardzo łatwo wskazać, jakie są żywotne interesy i cele antagonistów w sporze o Katastrofę Smoleńską. Żadne tam "dążenie do prawdy" czy inne frazesy, lansowane przez publicystów prawicowych, "niepokornych", "niezależnych". Wiem, szanowni prawicowi blogerzy i publicyści, jakiej Polski chcecie - i na pewno nie jest to Polska Tuska, dajecie o tym dobitnie zmać. Najlepiej się czuliście w Polsce Kaczyńskich, tj 2005-2007, i takich rządów chcecie na powrót. Smoleńsk, przy całej swojej tragiczności, poniekąd "spadł Wam z nieba", dopatrujecie się w nim szansy na swoisty przewrót. Jesteście gotowi na wiele poświęceń, by cel osiągnąć. Jeżeli uda się Wam sprzedać tezę o zamachu czy przekonać ludzi, że za katastrofę w całości odpowiedzialny jest rząd, droga do zmiany ekipy stanie otworem. Wiem też, jakiej Polski checie Wy, "nowocześni". Najlepiej takiej postępowej, rządzonej przez Tuska lub Palikota. Patrzycie ze strachem na Smoleńsk, bo potencjalnie może on zmieść tego pierwszego z polityki. A wtedy do władzy wróci "ciemnogród" , a wtedy nici z "nowoczesności". Boicie się tego panicznie.
Jakakiekolwiek wersje będę dominowały w przyszłości, będą one odbiciem pragnień i oczekiwań dwóch przeciwnych obozów. Smoleńsk jest potwornie zinstrumentalizowany, upolityczniony. Przyzwyczajmy się do tego, że prawdy nie poznamy nigdy.
496
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)