Prawicowi publicyści mają nowy powód do zmartiwień. Do szacownego grona "ataków na Kościół", "pedagogiki wstydu" czy "rugowania opozycji", dołączyła ostatnio kwestia "upolitycznionego Euro". Z tym problemem dzielnie zmierzył się autor dwudziestego trzeciego obiegu, niepokorny rycerz na szlachetnym rumaku, Jacek Karnowski. Jego teza: impreza Euro 2012 została zawłaszczona przez Platformę Obywatelską, a to dzieli Polaków i niszczy wspólnotę. Artykuł zaczyna dość trzeźwo, dając nadzieję na obiektywne ujęcie problemu, lecz kolejne akapity rozczarowują.
Prześledźmy argumentację:
1. W materiałach prasowych i wypowiedziach związanych z organizacją i przebiegiem Euro 2012, nie ma wzmianek o Lechu Kaczyńskim, który miał czynnie wesprzeć polską ofertę w kluczowym momencie. Eksponowano za to wizerunek Donalda Tuska.
Z całym szacunkiem, ale co z innymi postaciami, które dla przyznania i przygogotowania Euro przyczyniły się co najmniej w takim samym stopniu, jak Lech Kaczyński? O wszystkich nie można wspomnieć, a ci pominięci jakoś nie płaczą z tego powodu. A eksponowanie Tuska? To na nim spoczywa odpowiedzialność za organizację.
2. Platforma konsekwentnie buduje swój "piłkarski wizerunek", stąd łatwiej utożsamić ją z Euro. Tusk bryluje w mediach jako komentator.
Nie ma tu koniukturalizmu, zakłamania, tylko konsekwentnie przez lata budowany wizerunek - Karnowskiego boli to, że właśnie zaczął procentować. Zatem w czym problem? Czy redaktor oczekuje, że premier nagle zmieni szaty i przestanie się interesować futbolem?
3. Dziennikarze są ostatnio jakoś stronniczy. Przykład? Mecz Polska - Grecja. Po bramcie Lewandowskiego komentator powiedział o Bronisławie Komorowskim, że "prezydent cieszy się tak samo, jak miliony Polaków". Lech Kaczyński nie mógł liczyć na taką sympatię komentatorów.
Karnowski napisał, że zapachniało tu serwilizmem... pozostawię to bez komentarza.
4. Rząd uniknął , dzięki dyskrecji mediów, paru "trudnych pytań" m. in. o Covec i bankructwo DSS.
Faktycznie, rozpoczęcie mistrzostw to dobry moment. Wszak wiadomo, że brużdżenie w kluczowych momentach buduje fantastyczną wspólnotę, o którą tak prawicowcy zabiegają.
Takie padają bzdurne argumenty. Wszystko sprowadza się do tego, mam wrażenie, że prawica czuje się niedowartościowana - chciałaby uszczknąć conieco z czary, dającej trochę prestiżu, poczucia sukcesu, popularności itp. Bardzo mi przykro, niestety nie jesteście u władzy. Ale słowo pocieszenia - jak się do niej dorwiecie, będziecie robić tak samo, albo i gorzej.
Jeszcze jedna rzecz. W ostatnich akapitach mowa jest o potrzebie wspólnoty. W tej sprawie mam swoją prywatną tezę.
Duże wspólnoty powstają spontanicznie, nagle. Trwają jakiś czas, po czym znikają. Tak było prez kilka dni po Katastrofie Smoleńskiej. Tak jest i teraz - wspólnota zrodziła się bez zewnętrznych zabiegów. Piłka nożna, dzięki swojej popularności i sile oddziaływania, połączyła miliony Polaków. Kilkanaście milionów przed telewizorem, wielu w plenerze, lewica i prawica. Nagle pojawił się wspólny temat do rozmów, zainteresowanie futbolem przeżywa renesans. Sporo barw narodowych - na policzkach, ubraniach, flagach, samochodach. Wszystko to niezależnie od polityków. Potrwa to jeszcze jakiś czas, później energia ulegnie wyczerpaniu. I na pewno nie z winy Platformy Obywatelskiej, jak sądzi Karnowski. Siła komercji przestanie działać.


Komentarze
Pokaż komentarze