Jestem zdania, że zarówno lewica jak i prawica do tematyki seksualno-genderowej podchodzą w sposób daleki od rzetelności. Za dużo tutaj argumentów religijnych, oddalonych od życia ideologii, emocjonalnych zachowań. Dlatego staram się na to patrzeć z większym niż w innych sprawach dystansem. Efekty są raczej mizerne - mało co rozumiem.
Dzisiaj rano zobaczyliśmy okładkę nowego numeru "Newsweeka": dwie kobiety, między nimi dziecko. Podpisane: "Tak to nasze dziecko. Czas zrozumieć, że homoseksualne pary z dziećmi są wśród nas". W odpowiedzi Tomasz Terlikowski napisał na fronda.pl: "Tygodnik Newsweek chce przeprowadzać rewolucję seksualną, zniszczyć normalną rodzinę". Dalej możemy przeczytać o tym, że "dziecko potrzebuje matki i ojca". Albo, że "Lis nienawidzi dzieci" i "traktuje je jako narzędzie rewolucji obyczajowej".
Teza o ataku na rodzinę jest jedną z popularniejszych wśród publicystów bliskich ideowo Terlikowskiemu, ze środowisk katolickich. Dużo piszą na ten temat, ale - paradoksalnie - za litrami zużytego atramentu nie idzie ilość czy jakość argumentów. Środowisko nie wypracowało jeszcze swojej Wunderwaffe,służącej do rażenia polit-poprawnych postępowców. Trudno za taką broń uznać cytaty z Pisma Świętego. Zdecydowanie lepiej radzą sobie z np. z dyskursem nt aborcji.
A może "niszczenie rodziny" jest tylko kaczką dziennikarską, nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością? Może służy li tylko mobilizacji katolików w obronie tradycyjnie pojmowanej rodziny? Może jest tylko wymysłem grupki fanatyków, o posmaku teorii spiskowej?
A przecież dyskusję o adopcji/wychowywaniu dzieci przez homoseksualistów można zgasić jednym ciosem, bazującym na danych empirycznych: "wg sondaży CBOS, 90% Polaków jest temu przeciwna". Koniec, kropka. Po co brnąć w bezsensowne konstrukcje, jak ta o "ataku na rodzinę"?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)