Wydarzenia wokół wyboru Przewodniczącego UE toczyły się na tyle bez żadnej logiki, iż z powodzeniem można napisać, że rządziła nimi logika idiotyzmu. Kluczowy powód przeszkadzający niby reelekcji Tuska, o którym Kaczyński informował Merkel - możliwość wystawienia listu gończego za nim, nie pojawił się w liście Szydło do szefów pozostałych państw UE. Genialna strategia Kaczyńskiego okazała się w praniu jeszcze bardziej genialna inaczej, niż ktokolwiek wcześniej mógł to sobie wyobrazić. Opowieści o przewodzonym przez Polskę Trójmorzu , powtarzane zresztą i przez Dudę, okazały się dziecinnymi mrzonkami mocno przerośniętego maminsynka.
Chłopięce fantazje to jedno a rzeczywistość to drugie. W tej rzeczywistości dokładnie za miesiąc będzie siódma rocznica katastrofy smoleńskiej. Na poprzedniej, pierwszej po zdobyciu władzy, Kaczyński wylewnie dziękował Macierewiczowi licząc, że za rok coś konkretnego o jego sukcesach śledczych powie, albo okłamując świadomie i licząc, że za rok jakoś tam będzie.
Psychologicznie jest to sytuacja niewyobrażalna - casus Misiewicz wyklucza aby Kaczyński i Macierewicz ufali sobie na tyle, żeby wspólnie ustalać kolejną wersję kłamstwa. Wobec tego, czy Kaczyński w sprawie śmierci swojego brata przyjmuje od Macierewicza kolejną porcję bzdur - tym razem wywracających kompletnie wieloletnią narrację zamachową, bo obaj zabrnęli już za daleko aby zawrócić czy tylko się zatrzymać nie popełniwszy politycznego samobójstwa?
We wzmiankowanym artykule Stankiewicz ma na pewno rację upatrując w Smoleńsku przyczyn szalonych zachowań Kaczyńskiego, nie bierze jednak pod uwagę, iż Tusk w ogniu nienawiści Kaczyńskiego znalazł się z irracjonalnej potrzeby nienawidzenia za Smoleńsk kogokolwiek żywego. I Kaczyński i Macierewicz przekroczyli już granicę, do której można zachowywać się wyrachowanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)