0 obserwujących
22 notki
16k odsłon
  821   3

PiS nie zyskuje sojuszników w Europie, nawet gdy się z nim zgadzają

Większość Państw Członkowskich Unii Europejskiej uznaje, podobnie jak Polska, że Unia Europejska może pozwolić sobie na działanie tylko w sferze kompetencji jej przekazanych. Większość też widzi, że organy Unii próbują poszerzać swoje wpływy, i im się to nie podoba. Dlatego, gdy Trybunał Sprawiedliwości orzeka w ich sprawie, traktują to jako sugestię, którą można pominąć. Nie kłócą się i nie wygłaszają tez o zagrożeniu suwerenności, tylko na spokojnie odrzucają to, co im powiedziano.

TSUE ma świadomość, że jest ograniczony w swoich kompetencjach, ale sędziowie to tylko ludzie. Każdy zapytany, co myśli, lubi się wypowiedzieć. Podzielić swoim zdaniem. Żeby coś uważać, nie potrzeba znać wszystkich faktów, wiedzieć więcej niż inni. Wystarczy myśleć. A myśli każdy. Sędziowie TSUE są raczej doświadczonymi sędziami i przez lata dzielili się swoimi opiniami na tematy wszelakie, w formie takich czy innych wyroków. Ich praca wręcz wymagała, by bez wiedzy eksperckiej mieli swoje zdanie na zadany temat. Tym trudniej im się powstrzymać przed odpowiedzią, dlatego odpowiadają. Zastrzegając jednak, że to nie ostateczna decyzja. Ostateczne rozwiązanie sprawy należy do sądu krajowego. Dzięki temu TSUE może się wypowiedzieć, a kwestia jego kompetencji schodzi na plan dalszy. Przecież to sąd krajowy podejmuje decyzje, która będzie niosła ze sobą konkretne konsekwencje. Sędzia krajowy może przyznać rację kolegom z Trybunału, ale nie musi. Ewentualne przekroczenie kompetencji staje się problemem akademickim, nie praktycznym. Zgrabny sposób na poszerzanie zakresu spraw, na których rozstrzygnięcie ma się wpływ, bez potrzeby zmieniania prawa czy zmuszania kogokolwiek do posłuchu. Odpowiedzialność spada na sąd krajowy.

Cała lista niewykonanych postanowień TSUE pokazuje, że nie tylko Polska ma wątpliwości do działania TSUE. Widać, że jest pole do zbudowania sojuszu i współpracy Polski z innymi Państwami Członkowskimi. Większość widzi, że organy Unii działają w interesie największych Państw, a Komisja, Parlament czy TSUE są jedynie narzędziami, które można wykorzystywać do swoich celów bez obciążenia kosztami politycznymi własnego kraju. Większość państw chce z tym walczyć, ale nie narażając samych siebie. Dlatego unika konfrontacji, a w przypadku nieprzychylnego wyroku ignoruje go.

Polska właśnie uczestniczy w sporze i mogłaby uzyskać wsparcie tych wszystkich państw, ale ustawiła je po przeciwnej stronie. Walkę z nadmierną ingerencją Trybunału zastąpiono walką o równość. Równość w przyzwalaniu na polityczne wybory sędziów i w ignorowaniu wyroków TSUE. Niestety tak to wygląda, bo Ministerstwo Sprawiedliwości w swoim przekazie nie skupia się na uzasadnieniu dokonanych reform, a raczej nacisk kładzie na wyliczanie krajów niewykonujących wyroków i działających w podobny sposób. Czyli nie mówi, że jego działania są słuszne, tylko mówi, że inni robią to samo. W ten sposób każdy z potencjalnych sojuszników jest zmuszony odwrócić się od Polski, bo inaczej przyzna, że wszystkie zarzuty stawiane Polsce równie dobrze odnoszą się do niego. Polityczny wybór sędziów nie brzmi dobrze, ale w większości Państw jest faktem. I ma dobre uzasadnienie – kontrola społeczna. To obywatele są suwerenem. Nie mając możliwości bezpośredniego wyboru sędziów - jednej z podstawowych władz kraju, mogą ich kontrolować poprzez tych, których wybierają – polityków. W ten sposób suweren pozostaje suwerenem, bo sędziowie nie stoją ponad jego głową.

Przywołując taką argumentację można przynajmniej zabiegać o ciche wsparcie pozostałych Państw Członkowskich. Może już nie w tej konkretnej sprawie, ale na przyszłość. Narzekając i wytykając błędy wszystkim dookoła, nic się nie osiągnie. Ani teraz, ani w przyszłości. W przypadku kolejnego niesprawiedliwego traktowania Polski przez Unię pozostałe Państwa Członkowskie uznają, że Polska sobie zasłużyła. Upragniona równość oznacza traktowanie innych jako partnerów do budowania sojuszy i współpracy. Czasami konkurencji, ale na zasadzie szacunku, a nie walki o wszystko, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone.

Obecnie Polska zachowuje się tak, jakby miejsce dla siebie widziała tylko na wycieraczce albo na świeczniku. Gdy w Unii się z Polską nie zgadzają, wtedy depczą po Polsce, zagrażając naszej suwerenności, a kiedy się zgadzają, wtedy Polska to jeden z najmocniejszych fundamentów Unii, która bez Polski zaraz by upadła. Takiego podejścia nie można traktować poważnie. Nie budzi zaufania i nie zachęca do partnerskich relacji. Trzeba znaleźć się między tymi skrajnościami, a tam jest sporo miejsca. Akurat tyle, by stać wygodnie i to nawet wyprostowanym.


Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka