2 obserwujących
27 notek
19k odsłon
  868   4

Imigranci to problem Unii, nie Polski. Nasz problem to Rosja.

Migranci dla Polski nie stanowią zagrożenia. Jedynie sam fakt nielegalnego przekroczenia granicy stanowi problem. Jest sygnałem, że nie tylko jest to możliwe, ale co ważniejsze - polskie służby nie są w stanie temu zapobiec. Dlatego przepuszczenie ludzi koczujących na granicy świadczyłoby o nieskuteczności, a nie tylko o bierności. O słabości, a nie ignorancji.

Naszym problemem jest Putin, ale główni rozgrywający w Unii tego nie dostrzegają*. Nie chcą. Charles Michel wygłosił "mocne" słowa o reżimie Łukaszenki, ale o Rosji nawet nie wspomniał. Podobnie prezydent Macron, nawet w obecnej gazowo trudnej sytuacji, nie zająknie się o Rosji. Różnica w określeniu, co jest rzeczywiście problemem, sprawia, że nie znajdujemy wsparcia, jeżeli chodzi o przeciwdziałanie zarzewiu konfliktu.

A o tym, że wszyscy wiedzą, kto stoi za eskalacją działań, doskonale świadczy fakt, że o rozwiązaniu sytuacji rozmawia się z Kremlem. Żeby zatrzymać potok najlepiej udać się do źródła. Ale pomijanie Łukaszenki i dogadywanie się z Putinem wzmacnia pozycję Rosji, a osłabia Białorusi. Podkreśla się w ten sposób poddańczy charakter jednego reżimu wobec drugiego.

Rosja jest przez to tym bardziej zdeterminowana i pokazuje, że dotychczasowe status quo ją nie interesuje. Dotychczasowy stan obowiązywania niby sankcji, ale jednocześnie praktycznego tolerowania ataków terrorystycznych (wybuch w Czechach czy zestrzelenie mh17), zabójstw politycznych, ataków hackerskich czy wojny w Donbasie i aneksji Krymu, już nie wystarczy. Putin zmusza Europę i USA do wyboru - albo robię, co chcę i współpracujemy, albo nie współpracujemy wcale.

Jestem ciekaw, czy Moskwie wystarczy bierność zachodu i brak powszechnej akceptacji, czy jednak będą dążyć do pełnego, publicznego uznania Rosji za fundament współczesnego świata. Imperium. Przy okazji upokarzając zachodnich przywódców głoszących piękne wartości, ale dla korzyści własnych akceptujących brutalny reżim. Im bardziej obcesowy w swoich działaniach będzie Putin, tym wyraźniejsza będzie hipokryzja i zakłamanie Zachodu.

Telefon Merkel do Putina tylko potwierdził na wschodzie, że jest to skuteczna metoda postępowania. Znaleziono słaby punkt, który można wykorzystać. Może nie do złamania adwersarza, ale do wywołania u niego strach. A strach pcha do wielu ustępstw.

Nie wiem, na ile samodzielny jest Łukaszenka w swoich działaniach, ale zachowuje się jak drobny rzezimieszek, który wpadł na pomysł przekrętu i sam go realizuje, ale jak to w strukturze gangsterskiej, wcześniej musiał dostać zielone światło od szefa. Szef nie interesuje się szczegółami, nie angażuje się, dopóki dostaje swoją dolę, nie ponosi ryzyka i jego interesy nie są zagrożone, a może nawet realizowane.

Teraz pomysł Łukaszenki okazał się takim sukcesem, że go przerósł. Ograniczone środki kontrolowania sytuacji we własnym kraju i wpływu na opinię międzynarodową sprawiają, że potrzebuje wsparcia sojusznika ze wschodu. Ten chętnie udzieli pomocy krajowi, mierzącemu się z niesprawiedliwymi sankcjami i oskarżeniami Zachodu. Tym chętniej, że teraz największy zysk z operacji zgarnie właśnie Putin, gdy koszty poniósł, i będzie ponosić dalej, Łukaszenka.

Dyktator z Białorusi jest izolowany, co miałoby sens, gdyby wierzyć, że Łukaszenka się złamie i podda Europie. Ale to na pewno się nie wydarzy. Przejmie go Moskwa i tyle. Działania w formie maksymalnej presji mają to do siebie, że, aby były skuteczne, zgniatana ofiara nie może mieć drogi ucieczki. Musi pozostać w kleszczach. Jeżeli się wyślizgnie z uścisku, to zrobi to z niezwykłą mocą i szybkością. I to obecnie widzimy, błyskawiczne uzależnianie się Białorusi od Rosji. Eksperci wskazują, że działo się to praktycznie od początku rządów Łukaszenki, jednak trudno nie zauważyć przyspieszenia integracji w ostatnim czasie. Dlatego taki rodzaj sankcji jest nieskuteczny.

Jeżeli dąży się do izolacji reżimu, to nie wystarczy płot na granicy czy sankcje na pojedyncze osoby, ale potrzeba poważnych sankcji gospodarczych, które będą kosztować Polskę i Europę, i przede wszystkim podobnych działań wobec Kremla. A na to ostatnie się nie zapowiada. Zachód twardo stoi na stanowisku, że nie ulegnie szantażowi Mińska, ale ciągle ulega szantażowi Rosji. A dla Polski znacznie groźniejsza jest uległość wobec Putina w sprawie Ukrainy niż wobec Łukaszenki. Wiem, że do stołu negocjacyjnego nie siada się z pozycji petenta, ale alternatywą wobec rozmów z Białoruskim reżimem jest akceptacja hegemonii Rosji na naszej wschodniej granicy. 

Czy w ten sposób Łukaszenka osiągnie swój cel i kontakt z Unią zostanie podjęty? Może. Ale to my sami powinniśmy się zastanowić, jakie są nasze cele, i do nich dążyć. Jeżeli potencjalny kontakt z Łukaszenką im szkodzi, to nie należy go podejmować, ale może w ten sposób zyskamy więcej i zdobędziemy przewagę. Zbudujemy lepszą pozycję do negocjacji i kontroli sytuacji. Optymalny scenariusz działań może zawierać pewne ustępstwa, a ten realny nawet musi.

Mniej istotne jest zapobieganie realizacji celów przeciwnika niż realizowanie własnych interesów. Jeżeli dążymy tylko do powstrzymania kogoś innego przed osiągnięciem jego własnych celów, to zawsze jesteśmy o krok za nim. Zawsze jesteśmy reaktywni. Zawsze się bronimy. Zawsze ponosimy koszty. A chodzi o zysk, bezpieczeństwo i rozwój, a nie tylko o przetrwanie.



*Jedynie w Parlamencie Europejskim można było usłyszeć głos Manfreda Webbera i kilku innych reprezentantów grupy EPP, którzy stwierdzili, że to Putin stoi za atakiem hybrydowym na Unię. Zaskoczyło mnie to. Jednak nie traktuję PE jako ciała mogącego podjąć jakiekolwiek działania mające wpływ na twardą rzeczywistość. Dobrym przykładem sprawczości PE wobec Rosji jest fakt przyznania nagrody im. Sacharowa Nawalnemu. Wydarzenie, którego znaczenie i konsekwencje są niedostrzegalne. Natomiast Rada Europejska i Państwa Członkowskie są tymi, które mogą podejmować decyzje brzemienne w skutkach.


Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka