2 obserwujących
27 notek
19k odsłon
  73   0

Po Merkel UE nie ma przywódcy. Czy Polska może wypełnić tę lukę?

Po odejściu Merkel Unia Europejska utraciła przywódcę. Dotychczas, a przynajmniej od kilkunastu lat w Europie jedyną osią podziału państw była gospodarka - bogata północ i biedne południe. Niemcy, które zdominowały gospodarczo Europę, siłą rzeczy zaczęły przewodzić. Dzięki przyjęciu roli uczciwego maklera Merkel mogła rozstrzygać spory i kierować Unią, utrzymując, że jest to wynik wypracowanego kompromisu. Rozwiązania sporu, w którym stroną było każde państwo poza Niemcami.

W praktyce doprowadziło to do sytuacji, w której Unia nie podejmowała decyzji poprzez wypracowanie porozumienia między wszystkimi państwami, a wyznaczyła arbitra, którego poleceniom trzeba się podporządkować.

Oczywiście Niemcy nigdy o tę rolę nie zabiegały i sama Merkel nikomu nic nie narzucała. Jedyne, co robiła, to przekonywała i czasami egzekwowała decyzje podjęte wspólnie przez państwa członkowskie w ramach procedur unijnych. Dzięki temu to "grupa skąpców" przyciskała biedne, zadłużone "południe", Unia domagała się rygorystycznej dyscypliny finansowej, a Niemcy „ratowały” pożyczkami Grecję.

Wszyscy źli, tylko Niemcy dobre. Bardzo komfortowo. Merkel z nikim się nie spierała i nikogo do siebie nie zniechęcała. Nie ponosiła żadnych kosztów politycznych. Doprowadzała do kompromisu handlując ustępstwami północy i południa, sama nie musiała nic poświęcać.

Wydaje się, że nie byłoby to możliwe, gdyby właśnie nie ta niekwestionowana pozycja gospodarcza Niemiec w Europie oraz charakter Merkel.

W takich okolicznościach naturalnie Merkel zaczęła reprezentować Unię w kontaktach zewnętrznych. Było to rozwiązanie praktyczne zarówno dla państw członkowskich, jak i państw trzecich. Wewnątrz wspólnoty poszczególnym rządzącym łatwiej przychodziło odezwać się do Pani Kanclerz niż przekonywać wszystkie pozostałe państwa do swojego stanowiska. Z drugiej strony, dla takiego prezydenta USA mniej problematyczne było prowadzenie negocjacji z jednym krajem, który może potem przekonać pozostałe, niż mierzyć się z całym zestawem interesów do zaspokojenia.

Wraz z odejściem Merkel ten system przestał działać. Sholz może mógłby jeszcze próbować wejść w buty swojej poprzedniczki, zwłaszcza z Macronem w roli wkładki (chociaż miejscami mogliby się zamienić), ale w momencie wybuchu wojny w Europie pojawiła się druga, dużo ważniejsza oś podziału - bezpieczeństwo.

"Bogata północ" przestała mówić jednym głosem, a "biedne południe", nie czując zagrożenia ze strony Rosji, postrzega sankcje jako niepotrzebny koszt. Bezowocną stratę gospodarczą.

W takiej układance Niemcy nie mogą dalej pełnić roli "uczciwego maklera", bo dość wyraźnie widać, że przehandlowały wzrost gospodarczy w zamian za bezpieczeństwo, i to nie swoje. Gdy ryzyko zmaterializowało się w formie ofiar na Ukrainie, Niemcy wyszły na wyrachowanych (bądź naiwnych) i śmiertelnie niebezpiecznych maklerów.

Kanclerz Sholz może obiecywać wzmocnienie armii, a minister Baerbock współczuć dzieciom na Ukrainie, ale nie odbuduje to zaufania państw Unii do przywództwa Niemiec. Jest to ryzyko, na które co najmniej kilka państw pozwolić sobie nie może.

Ten moment jest szansą dla Polski.

Wracamy do modelu wypracowywania porozumienia w Unii, w której nie ma nikogo nieformalnie uprzywilejowanego do reprezentowania całej wspólnoty.

Otwiera się szansa na bliższą współpracę z państwami północy, które mają mocne karty gospodarcze, ale także zbliżone z Polskimi interesy w zakresie bezpieczeństwa. Czyni to z nich wartościowych sojuszników, na których Polska wcześniej liczyć nie mogła. Agresja na Ukrainie przypomina w końcu o tym, co najważniejsze.

Nie sądzę, żeby Polska była w stanie zdominować Unię, ale też nie o to chodzi. Polski głos zyskuje na znaczeniu i można w końcu skorzystać z organów Unii do realizacji własnych interesów. Dotychczas było to znacznie trudniejsze. Ważne, aby już teraz wyraźnie artykułować swoją wizję Europy, bo wyścig o ukształtowanie Unii „po Merkel” zaczął się na dobre i Polska musi w nim uczestniczyć.


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale