- Mąż i żona? - rzekł proboszcz do nowożeńców z wątpliwym uśmiechem, znając charakter Krzysia i Kasi.
- Co ksiądz proboszcz ma taką niepewną minę? Gdzie księdza proboszcza wiara? - odezwała się dziewczyna.
- Chyba mnie opuszcza. Zawsze gdy was widzę, kłócicie się.
- Ksiądz tak nie mówi, bo to oznacza, że chce do nas dołączyć z tą zwadą. - powiedział Krzysiu.
- Wolę was teraz zostawić. - odparł kapłan.
- Którędy do celu? - spytała Kasia męża o miejsce wesela po wyjściu z kościoła.
- W prawo. - odparł jej współmałżonek.
- W lewo. - stwierdziła panna młoda.
- To co się głupio pytasz? A poza tym, w prawo.
- Podpuszczam cię tylko, chamie. I w lewo, a nie w prawo.
- Na pewno chcesz, żebym pojawił się na weselu?
- No, ładnie zaczynasz po południe.
- Ja?! To ty mnie nazwałaś "chamem", durna babo.
- Co?! Najpierw "głupio się pytam", teraz "durna babo". Co jest z tobą?
- Hej! Czekamy na was! - rzekł jeden z rodziców, krzycząc sto metrów na wprost od kościoła. - Nie pamiętacie, gdzie macie wesele!?
Nowożeńcy skierowali swe kroki ku gościom. Wszystkim udało się dojść do miejsca zabawy.
W którymś momencie imprezy Krzysiu, wstając, uderzył kolanem o dolną część blatu stołu.
- Uważaj. - powiedziała Kasia zirytowana.
- Stało się, trudno; marudo.
- Nie mogę się o ciebie martwić?
- Możesz. Ale rób to w sposób bardziej dyplomatyczny.
- Ha, ha. I kto to mówi?
- Nie jęcz mi nad uchem.
- Tak? To pa, pa. - zdenerwowała się panna młoda i ku zaskoczeniu gości, wyszła z wesela. Poszła do domu. Wszystkim odeszła ochota na zabawę.
Gdy nowożeniec przyszedł do domu, przeprosił swoją drugą połówkę.
- Też cię przepraszam. - rzekła żona, po czym objęli się w ramionach.
- Ale ty jesteś bardziej irytująca.
- Ty.
- Ty.
- Ty.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.



Komentarze
Pokaż komentarze