modus in actu modus in actu
108
BLOG

Autopoiesis w stylu Borgesa - o Bibliotece, która nie potrzebuje książek

modus in actu modus in actu Kultura Obserwuj notkę 0
Skojarzenie nie tworzy podobieństwa; ono tylko podąża za już przyjętym kryterium

I. Biblioteka, która rodzi własne katalogi

W pewnym mieście, którego nie potrafię umiejscowić na mapie — być może dlatego, że mapa zmienia się wraz z każdą próbą spojrzenia — istniała Biblioteka. Była ona tak rozległa, że nie miała granic, lecz tylko miejsca, w których czytelnik tracił orientację.

Mówiono, że mieści w sobie wszystkie księgi, jakie można napisać.

Inni twierdzili, że mieści tylko te, które sama wytwarza.

Gdy zapytałem bibliotekarza, ile ksiąg liczy jej księgozbiór, odparł:

„Biblioteka nie ma księgozbioru.

Biblioteka ma katalogi”.

Rzeczywiście, na półkach nie widziałem książek, lecz rozległe szeregi katalogów, rejestrów, spisów, wykazów, list. Każdy katalog odnosił się do innego katalogu, tworząc nieskończoną sieć referencji.

Zapytałem, gdzie są właściwe książki.

Bibliotekarz spojrzał na mnie tak, jakby pytanie nie miało sensu.

„Jeśli katalogi są doskonałe, książki są zbędne.”

II. Księgi, które powstają, by uzasadnić katalogi

W pewnej części Biblioteki, na poziomie który nie był ani wyższy, ani niższy od innych — bo w Bibliotece nie istniała hierarchia — znalazłem książkę. Była cienka, oprawiona w skórę, o niepokojąco znajomej sygnaturze.

Zapytałem bibliotekarza, dlaczego akurat ta książka istnieje materialnie.

„To wyjątek” — powiedział.

„Księga powstała, ponieważ pierwszy katalog wymienił tytuł, którego nie było.

A skoro katalog nie może zawierać błędu, konieczne było stworzenie książki, która błędu nie popełnia”.

Zrozumiałem, że Biblioteka działa odwrotnie niż wszystkie znane mi archiwa:

nie katalog był opisem rzeczywistości, lecz rzeczywistość była powoływana do życia, by nie zakłócić spójności katalogów.

Biblioteka nie archiwizowała wiedzy.

Biblioteka archiwizowała swoją własną strukturę.

III. Symulakrum jako księga, która opisuje samą siebie

W antykwarycznej części Biblioteki odnalazłem księgę, która wyglądała jak najstarsza ze wszystkich. Nie miała tytułu. Na jej stronach nie było słów, lecz tylko odsyłacze — numeracje, fragmenty przypisów, cytaty z nieistniejących rozdziałów.

Zapytałem bibliotekarza:

„Czym jest ta księga?”

Odpowiedział:

„To najważniejsza księga w całej Bibliotece.

Opisuje wszystkie księgi, które mogłyby istnieć.

Jest symulakrem w czystej postaci: księgą, która jest spisem ksiąg, które są spisami ksiąg.”

„A więc ta księga nie zawiera wiedzy?”

„Bynajmniej.

Zawiera strukturę możliwości wiedzy.”

Ten dialog niepokojąco przypominał rozmowę z kimś, kto twierdzi, że zna mapę terytorium, którego nie ma — a mimo to mapa jest nienaruszalna.

IV. Zbiory, które tworzą zbiory

W jednej z sal natrafiłem na diagram przypominający sieć labiryntów. Był podpisany:

„Kolejne iteracje katalogów”.

Na diagramie każda strzałka prowadziła do innej strzałki, każda etykieta wskazywała na inne etykiety, a żadna strzałka nie prowadziła do centrum — ponieważ centrum nie istniało.

Bibliotekarz wyjaśnił:

„Biblioteka nie jest zbiorem książek, ale zbiorem odniesień.

Każda referencja rodzi nową referencję, która rodzi kolejną”.

„A więc Biblioteka jest nieskończona?”

„Nie” — powiedział.

„Jest skończona, ale nie może zostać zamknięta.

Każda próba zamknięcia wytwarza nową część katalogu, która otwiera nowe możliwości”.

W tym momencie zrozumiałem, że Biblioteka nie ma początku, ponieważ każdy początek wymagałby poprzedniego katalogu, który by go opisał.

W Bibliotece katalogi były starsze niż rzeczywistość, którą porządkowały.

V. O czytelnikach, którzy nie byli czytelnikami

Choć w Bibliotece widziałem wielu ludzi, nikt nie szukał książki, lecz miejsca w katalogu.

Niektórzy powtarzali numery sygnatur jak mantry.

Inni recytowali odniesienia, nie znając treści, do których miały prowadzić.

Jeszcze inni porządkowali fiszki, które same się porządkowały, gdy nie patrzyliśmy.

„Kim oni są?” — zapytałem.

„Czytelnikami” — odparł bibliotekarz.

„Czytają katalogi?”

„Nie.

Czytają to, co katalogi implikują.

A ponieważ katalogi implikują wszystko, czytają wszystko i nic jednocześnie.”

VI. Teza ostatnia: Biblioteka jako autopoiesis

Po wielu dniach zrozumiałem, że pytania zadawane Bibliotece są niewłaściwe.

Biblioteka nie została stworzona po to, by przechowywać wiedzę.

Nie została stworzona po to, by ją generować.

Biblioteka została stworzona — świadomie lub nie — po to, by reprodukować swoją własną strukturę.

Jest więc:

księgą bez autora,

archiwum bez dokumentów,

mapą bez terytorium,

celem bez drogi,

konstrukcją, która nie wskazuje na nic poza sobą.

Jest autopoiesis, która przybrała kształt literacki.

Gdy wychodziłem, bibliotekarz powiedział:

„Proszę pamiętać: w tej Bibliotece nie ma prawdy ani fałszu.

Jest tylko katalog.”

„Czy więc katalog jest prawdziwy?”

„Nie.

Ale jest wystarczający, by Biblioteka trwała.”

Epilog: o czytelniku, który nigdy nie dotarł

Mówi się, że gdzieś w zapomnianym skrzydle Biblioteki znajduje się księga, która zawiera opis jej końca.

Niektórzy twierdzą, że zawiera ona jedno zdanie.

Inni — że opisuje pustkę, która nastąpi, gdy katalog przestanie się odnawiać.

Jednak żaden bibliotekarz nigdy jej nie widział.

Bo gdyby ta księga istniała, Biblioteka musiałaby się zatrzymać, aby ją przeczytać.

A Biblioteka nie może się zatrzymać.

Bo Biblioteka nie wie, że istnieje.

To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura