Autopoiesis UE jako krajobraz, który sam się podtrzymuje

Wyobraź sobie krajobraz w stylu Dalego:
rozległą, jasną równinę bez horyzontu, gdzie nic się nie rozpada, ale nic też nie zmierza ku czemuś.
Nie ma miasta ani ruin — są instytucje w stanie półpłynnym.
Budynki przypominają urzędy, lecz nie mają drzwi.
Korytarze prowadzą do innych korytarzy, a schody kończą się platformami, na których ktoś już kiedyś stał, ale nie wiadomo kto.
Ziemia nie jest martwa — jest proceduralna.
Zamiast skał: formularze zespolone z piaskiem.
Zamiast drzew: znaki, symbole, flagi bez wiatru.
Zamiast zegarów: czas rozlany, miękki, pozbawiony punktu „teraz” — dokładnie jak u Dalego.
Postacie są obecne, ale pozbawione dramatyzmu.
Nie cierpią. Nie protestują.
Poruszają się zgodnie z topografią terenu, jakby krajobraz już wcześniej przewidział ich kroki.
Najważniejsze:
ten świat nie jest koszmarem.
Jest doskonale funkcjonalny.
Nic tu nie pęka.
Nic się nie kończy.
Nic nie domaga się sensu.
To nie jest dystopia.
To jest świat, który trwa, bo potrafi trwać.
Autopoiesis Unii Europejskiej najlepiej wyobrazić sobie nie jako machinę, lecz jako surrealistyczny krajobraz: świat bez centrum, bez katastrofy i bez sensu, który trwa, ponieważ nie zna innej formy istnienia.



Komentarze
Pokaż komentarze