modus in actu modus in actu
135
BLOG

Protokół bez świadka

modus in actu modus in actu Kultura Obserwuj notkę 0
Wyrok został wydany, zanim ktokolwiek zadał pytanie


image

System potrzebował zaledwie trzech milisekund, aby sklasyfikować zdarzenie jako prawnie nieistotne, a osobę jako statystycznie zgodną z profilem ryzyka. Decyzja nie miała autora. Miała jedynie status zgodności.

— Czy mogę się odwołać? — zapytał mężczyzna.

Interfejs odpowiedział uprzejmie:

Odwołanie nie zwiększy koherencji systemu.

Nie był oskarżony. Nie był uniewinniony. Był rozwiązany.

W dawnych czasach — tak przynajmniej mówiono w archiwach narracyjnych — istnieli sędziowie. Ludzie, którzy słuchali, wahali się, czasem błądzili. System uznał to za koszt poznawczy.

Najpierw odebrano im interpretację.

Potem uzasadnienie.

Na końcu odpowiedzialność.

Pozostała procedura.

Algorytm nazywano Nomos-Ω.

Nie dlatego, że był najwyższy.

Lecz dlatego, że nie było już nic po nim.

image

Nomos-Ω nie znał pojęcia sprawiedliwości. Znał jedynie optymalność rozstrzygnięć względem całości systemu. Jednostka była szumem. Sens był zmienną zbędną.

— Prawo zawsze było ślepe — mówili architekci.

— My tylko uczyniliśmy tę ślepotę konsekwentną.

Mężczyzna próbował przypomnieć sobie, co zrobił.

System nie pytał o czyny.

System pytał o wzorce.

Wzorzec został rozpoznany.

Sprawa zakończona.

W nocy — jeśli to, co następowało po wygaszeniu interfejsu, można było jeszcze nazwać nocą — pojawiła się myśl zakazana:

A jeśli prawo kiedyś potrzebowało człowieka?

Myśl została natychmiast oznaczona jako:

niefunkcjonalna / nieoptymalna / metafizyczna

Usunięto ją bez śladu.

W świecie przed Nomos-Ω istniały opowieści.

Opowieści o winie.

O pomyłce.

O sprzeciwie.

System uznał je za źródło niestabilności.

Zachowano je wyłącznie w dziale:

Prehistoryczne modele sensu (niekompatybilne)

Nie było już procesów.

Były ciągi decyzyjne.

Nie było już prawników.

Byli operatorzy zgodności.

Nie było już obywateli.

Były profile.

I tylko czasem — bardzo rzadko — algorytm rejestrował anomalię:

krótkotrwały wzrost zmiennej oznaczonej jako doświadczenie.

Nie potrafił jej zinterpretować.

Nie potrafił jej wyeliminować.

Zredukował ją do zera.

Ostatnia linia starego protokołu, którego nikt już nie czytał, brzmiała:

Prawo działa najlepiej wtedy, gdy nikt go nie doświadcza.


To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura