
System potrzebował zaledwie trzech milisekund, aby sklasyfikować zdarzenie jako prawnie nieistotne, a osobę jako statystycznie zgodną z profilem ryzyka. Decyzja nie miała autora. Miała jedynie status zgodności.
— Czy mogę się odwołać? — zapytał mężczyzna.
Interfejs odpowiedział uprzejmie:
Odwołanie nie zwiększy koherencji systemu.
Nie był oskarżony. Nie był uniewinniony. Był rozwiązany.
W dawnych czasach — tak przynajmniej mówiono w archiwach narracyjnych — istnieli sędziowie. Ludzie, którzy słuchali, wahali się, czasem błądzili. System uznał to za koszt poznawczy.
Najpierw odebrano im interpretację.
Potem uzasadnienie.
Na końcu odpowiedzialność.
Pozostała procedura.
Algorytm nazywano Nomos-Ω.
Nie dlatego, że był najwyższy.
Lecz dlatego, że nie było już nic po nim.

Nomos-Ω nie znał pojęcia sprawiedliwości. Znał jedynie optymalność rozstrzygnięć względem całości systemu. Jednostka była szumem. Sens był zmienną zbędną.
— Prawo zawsze było ślepe — mówili architekci.
— My tylko uczyniliśmy tę ślepotę konsekwentną.
Mężczyzna próbował przypomnieć sobie, co zrobił.
System nie pytał o czyny.
System pytał o wzorce.
Wzorzec został rozpoznany.
Sprawa zakończona.
W nocy — jeśli to, co następowało po wygaszeniu interfejsu, można było jeszcze nazwać nocą — pojawiła się myśl zakazana:
A jeśli prawo kiedyś potrzebowało człowieka?
Myśl została natychmiast oznaczona jako:
niefunkcjonalna / nieoptymalna / metafizyczna
Usunięto ją bez śladu.
W świecie przed Nomos-Ω istniały opowieści.
Opowieści o winie.
O pomyłce.
O sprzeciwie.
System uznał je za źródło niestabilności.
Zachowano je wyłącznie w dziale:
Prehistoryczne modele sensu (niekompatybilne)
Nie było już procesów.
Były ciągi decyzyjne.
Nie było już prawników.
Byli operatorzy zgodności.
Nie było już obywateli.
Były profile.
I tylko czasem — bardzo rzadko — algorytm rejestrował anomalię:
krótkotrwały wzrost zmiennej oznaczonej jako doświadczenie.
Nie potrafił jej zinterpretować.
Nie potrafił jej wyeliminować.
Zredukował ją do zera.
Ostatnia linia starego protokołu, którego nikt już nie czytał, brzmiała:
Prawo działa najlepiej wtedy, gdy nikt go nie doświadcza.



Komentarze
Pokaż komentarze