
Między rzymską aequitas, stanem wyższej konieczności a samolegitymizacją kompetencji
Streszczenie
Artykuł podejmuje problem granic formalizmu prawniczego w sytuacjach konfliktu między obowiązującą normą, materialną sprawiedliwością i koniecznością ochrony określonego dobra. Punktem wyjścia jest literacki przypadek profesora Rafała Wilczura, bohatera powieści Znachor Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, który bez zgody właściciela posłużył się narzędziami chirurgicznymi w celu ratowania życia człowieka. Przypadek ten stanowi wyzwanie dla rozumowania utożsamiającego legalność z bezwzględnym przestrzeganiem literalnej treści pojedynczego zakazu.
Analiza sięga do tradycji prawa rzymskiego, w której obok wymogu przestrzegania prawa rozwijano refleksję nad słusznością (aequitas), celowościową wykładnią norm oraz granicami ich rozszerzającego stosowania. Szczególne znaczenie przypisano sentencjom Summum ius summa iniuria, Ius est ars boni et aequi, Scire leges non hoc est verba earum tenere, sed vim ac potestatem oraz Non omne quod licet honestum est.
Drugą podstawą analizy jest formuła Gustava Radbrucha, dotycząca granicznych przypadków niesprawiedliwości ustawowej. Wykazano jednak, że stan wyższej konieczności i formuła Radbrucha dotyczą różnych poziomów problemu normatywnego. Pierwszy może stanowić przewidzianą przez prawo przesłankę wyłączenia odpowiedzialności lub bezprawności konkretnego czynu. Druga dotyczy wyjątkowej sytuacji, w której samo ustawodawstwo traci uzasadnienie dla roszczenia do obowiązywania jako prawo.
Artykuł rozwija również odróżnienie usprawiedliwienia czynu od ustanowienia kompetencji. Szczególny problem powstaje wtedy, gdy organ państwa uzasadnia rozszerzającą interpretację własnych uprawnień koniecznością ochrony konstytucji, praworządności lub dobra wspólnego.
Główna teza brzmi: materialna sprawiedliwość może uzasadniać prawnie określony wyjątek od zwykłej reguły, lecz nie stanowi automatycznie podstawy przyznania organowi państwa kompetencji do samodzielnego zmieniania reguł własnego działania.
Słowa kluczowe: formalizm prawniczy, prawo rzymskie, aequitas, Gustav Radbruch, Znachor, Rafał Wilczur, stan wyższej konieczności, normy kompetencyjne, materialna sprawiedliwość, praworządność, arché, interpretacja prawa, samolegitymizacja kompetencji.
1. Wilczur jako problem filozofii prawa — czy czyn moralnie słuszny może być bezprawny?
W dyskusji nad artykułem „Gdy uzasadnienie staje się źródłem kompetencji” przywołano literacki przykład profesora Rafała Wilczura, który posłużył się cudzymi narzędziami chirurgicznymi w celu ratowania zagrożonego życia.
Komentator wskazał, że moralnie uzasadniony cel działania doprowadził do wyłączenia jego bezprawności.
Przykład ten nie może zostać odrzucony prostym stwierdzeniem, że prawo należy stosować niezależnie od skutków jego zastosowania. Dotyczy bowiem jednego z fundamentalnych problemów filozofii prawa: czy zgodność określonego działania z jego materialnym uzasadnieniem może posiadać znaczenie dla oceny prawnej, nawet jeżeli działanie narusza zwykłą regułę postępowania?
W powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza Znachor Antoni Kosiba, będący w rzeczywistości profesorem Rafałem Wilczurem, przeprowadza operację ratującą życie Marysi. W tym celu korzysta z instrumentów chirurgicznych zabranych bez zgody ich właściciela, lekarza Pawlickiego.
Istotne jest, że sytuacja przedstawiona w utworze posiada kilka odrębnych wymiarów.
Po pierwsze, chodzi o konkretny stan zagrożenia życia.
Po drugie, operacja wymaga zastosowania określonych narzędzi, których bohater nie posiada.
Po trzecie, zasadnicze znaczenie ma czas. Niebezpieczeństwo nie jest abstrakcyjną możliwością przyszłego zdarzenia, lecz wymaga natychmiastowego działania.
Po czwarte, przedmiotem ingerencji w cudze prawo jest konkretne dobro majątkowe, natomiast ratowanym dobrem — ludzkie życie.
W powieści pierwsza instancja skazuje Kosibę, natomiast sąd apelacyjny wydaje wyrok uniewinniający. Trzeba jednak zaznaczyć, że sprawa literacka obejmuje również zarzuty dotyczące wykonywania czynności leczniczych bez formalnego uprawnienia, a sąd nie formułuje współczesnej dogmatycznej kwalifikacji całego zdarzenia wyłącznie jako stanu wyższej konieczności.[1]
Już tutaj pojawia się ograniczenie analogii.
Literackie uniewinnienie Wilczura nie jest dowodem, że każde działanie podjęte w słusznym celu jest zgodne z prawem.
Stanowi natomiast argument przeciwko interpretacji, która abstrahuje od wszystkich okoliczności konkretnego działania.
Nie można bowiem sprowadzić sytuacji Wilczura do zdania: „zabrał cudzą rzecz, a więc powinien zostać ukarany”.
Taka konstrukcja pomijałaby zarówno charakter zagrożenia, jak i istnienie innych norm, które mogą wpływać na ocenę czynu.
Co więcej, samo określenie czynu jako kradzieży wymaga ostrożności.
We współczesnym polskim prawie karnym kradzież, zgodnie z art. 278 § 1 KK, wymaga zaboru cudzej rzeczy ruchomej w celu przywłaszczenia. Samo nieuprawnione czasowe użycie rzeczy nie zawsze spełnia to znamię.
Niezależnie od tego działanie Wilczura może być analizowane jako naruszenie cudzego prawa własności, które w szczególnych okolicznościach znajduje odrębne uzasadnienie prawne.
Właśnie dlatego podstawowe pytanie nie powinno brzmieć: czy Wilczur miał moralne prawo naruszyć zakaz?
Należałoby raczej zapytać:
Czy obowiązujący porządek prawny rzeczywiście zawierał bezwzględny zakaz takiego działania, czy też przewidywał możliwość odmiennej oceny w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia?
To rozróżnienie prowadzi bezpośrednio do problemu formalizmu.
2. Formalizm nie jest jednym pojęciem — między legalnością, literalizmem i proceduralizmem
Zanim przystąpimy do krytyki formalizmu prawniczego, konieczne jest ustalenie znaczenia samego pojęcia.
W debacie publicznej formalizmem określa się często każde rozumowanie, w którym prawnik odwołuje się do obowiązujących przepisów, a następnie wyprowadza z nich określone konsekwencje.
Takie rozumienie jest jednak zbyt szerokie.
Prawo nie mogłoby spełniać swoich podstawowych funkcji, gdyby uczestnicy systemu nie mogli polegać na względnej trwałości norm, określoności procedur i przewidywalności rozstrzygnięć.
Nie można zatem utożsamiać formalizmu z samym przestrzeganiem prawa.
Proponuję wyróżnić jego trzy odmienne postacie.
Pierwszą jest formalizm tekstualny, polegający na uznawaniu literalnego brzmienia pojedynczego przepisu za wystarczające rozstrzygnięcie, bez zbadania jego kontekstu systemowego, celu i relacji do innych norm.
Drugą stanowi formalizm proceduralny, w którym zgodność działania z określoną procedurą traktuje się jako wystarczające uzasadnienie jego prawidłowości, nawet jeżeli sama kompetencja do zastosowania tej procedury pozostaje niewykazana.
Trzecią jest formalizm normatywny, rozumiany jako przekonanie, że samo pozytywne ustanowienie reguły przesądza o konieczności jej uznania za prawo niezależnie od stopnia jej niesprawiedliwości.
Nie są to stanowiska tożsame.
Można odrzucać skrajny literalizm, a jednocześnie uznawać obowiązek ścisłego przestrzegania norm kompetencyjnych.
Można również krytykować niesprawiedliwe ustawodawstwo, nie przyjmując, że każdy organ państwa posiada swobodę odstępowania od prawa w imię własnej koncepcji sprawiedliwości.
Właśnie w tym miejscu ujawnia się problem naszej wcześniejszej analizy.
Jeżeli twierdzimy, że słuszność celu nie stanowi automatycznie podstawy kompetencji, nie oznacza to, że uznajemy literalne brzmienie dowolnego przepisu za jedyne dopuszczalne kryterium rozstrzygnięcia.
Przeciwnie.
Możemy uznawać potrzebę wykładni systemowej, celowościowej i funkcjonalnej, a zarazem wymagać, aby rezultat tej wykładni posiadał podstawę normatywną.
Odrzucenie ślepego formalizmu nie oznacza przyjęcia dowolności interpretacyjnej.
To rozróżnienie znane było już rzymskiej kulturze prawnej.
3. Rzymskie źródła krytyki formalizmu — Summum ius summa iniuria
Jedną z najbardziej znanych sentencji prawniczych pozostaje:
Summum ius summa iniuria.
Najbardziej rygorystyczne wykonywanie prawa może prowadzić do największej niesprawiedliwości.
Sentencję przytacza Cyceron w pierwszej księdze De officiis, wskazując na sytuacje, w których przesadnie zręczna, lecz nieuczciwa interpretacja prawa prowadzi do wyrządzenia krzywdy.[2]
Przywołuje między innymi przykład rozejmu zawartego na określoną liczbę dni. Jedna ze stron, wykorzystując dosłowność sformułowania, uznaje, że zakaz działań wojennych dotyczy dni, ale nie nocy.
W takim przypadku literalna zgodność z określonym sposobem odczytania słów zostaje wykorzystana do obejścia rzeczywistego znaczenia porozumienia.
Przykład ten jest istotny z dwóch powodów.
Po pierwsze, ujawnia możliwość konfliktu między brzmieniem wypowiedzi a normatywnym sensem reguły.
Po drugie, wskazuje, że nie każda argumentacja przedstawiana jako formalnie poprawna rzeczywiście odpowiada racjonalności prawa.
Co więcej, Cyceron nie postuluje dowolnego odstępowania od zobowiązań.
Przeciwnie.
Krytykuje interpretację, która pozwala uchylić się od ich właściwego wykonania pod pozorem ścisłego przestrzegania formy.
Zatem sentencja Summum ius summa iniuria nie oznacza, że należy ignorować prawo, ilekroć jego zastosowanie wydaje się niewygodne.
Oznacza raczej, że nie wolno utożsamiać poprawności wykładni z możliwością przedstawienia formalnie zręcznego uzasadnienia.
To fundamentalna różnica.
Formalizm może bowiem prowadzić do niesprawiedliwości nie dlatego, że prawo istnieje, ale dlatego, że jego język zostaje oderwany od funkcji normatywnej.
Przypadek Wilczura może stanowić podobny problem.
Gdyby sąd uznał, że każda ingerencja w cudzą własność musi zostać oceniona wyłącznie przez odwołanie do zakazu jej naruszania, z pominięciem bezpośredniego zagrożenia życia i norm dotyczących konieczności, otrzymalibyśmy przykład niepełnej rekonstrukcji porządku prawnego.
Nie oznaczałoby to jednak, że prawo zawiodło dlatego, iż było prawem.
Zawiodłaby określona metoda jego identyfikowania i stosowania.
To istotne również dla współczesnych sporów konstytucyjnych.
Można bowiem bardzo precyzyjnie przywoływać brzmienie pojedynczego przepisu, a jednocześnie nie uwzględniać jego relacji do pozostałych norm kompetencyjnych.
W takim przypadku formalizm przestaje chronić system.
Może stać się sposobem jego fragmentaryzacji.
4. Ius est ars boni et aequi — słuszność jako element prawa, a nie jego przeciwieństwo
Jeszcze głębsze znaczenie posiada definicja prawa przypisywana Celsusowi, przekazana przez Ulpiana w Digestach Justyniana:
Ius est ars boni et aequi.
Prawo jest sztuką tego, co dobre i słuszne (D. 1.1.1 pr.).[3]
Wypowiedź ta należy do najbardziej znaczących świadectw rzymskiego sposobu rozumienia relacji między prawem a sprawiedliwością.
Nie przedstawia prawa wyłącznie jako zbioru formalnych nakazów i zakazów.
Wskazuje na praktyczną umiejętność rozpoznawania tego, co dobre i słuszne w określonych relacjach społecznych.
Nie należy jednak interpretować jej anachronicznie.
Rzymscy juryści nie formułowali w ten sposób współczesnej teorii nieograniczonej sądowej kontroli prawa stanowionego za pomocą indywidualnych przekonań moralnych.
Ich rozumowanie było silnie związane z konkretnymi instytucjami, skargami, stosunkami prawnymi i praktyką stosowania prawa.
Ars boni et aequi nie oznaczała zatem dowolności.
Oznaczała konieczność odnajdywania rozwiązania odpowiadającego normatywnej strukturze konkretnego przypadku.
To właśnie odróżnia słuszność prawniczą od subiektywnego przekonania o słuszności własnego postępowania.
W pierwszym przypadku rozstrzygnięcie musi zostać uzasadnione za pomocą reguł prawa, jego wartości i właściwego kontekstu.
W drugim wystarcza osobiste przekonanie podmiotu, że jego zamiar jest dobry.
Jeżeli utożsamimy te sytuacje, pojęcie sprawiedliwości stanie się instrumentem arbitralności.
Możemy więc sformułować zasadę:
Słuszność w prawie nie jest dowolnym odstępstwem od normy, lecz jednym z kryteriów pozwalających rozpoznać jej właściwe znaczenie i zastosowanie.
Co więcej, należy odróżnić słuszność jako zasadę interpretacyjną od słuszności jako podstawy zmiany prawa.
Nie każda niesprawiedliwa konsekwencja określonej regulacji może zostać usunięta przez dowolny organ.
Czasami rozwiązanie wymaga zmiany ustawy.
W innych przypadkach obowiązujące prawo samo zawiera odpowiedni wyjątek.
Jeszcze inne sytuacje mogą prowadzić do pytania o konstytucyjność regulacji.
Nie wolno jednak traktować tych trzech mechanizmów jako zamiennych.
Już w tym miejscu pojawia się nasze wcześniejsze rozróżnienie między normą a kompetencją.
Można prawidłowo rozpoznać, że określona sytuacja wymaga zmiany prawa, nie posiadając jednocześnie kompetencji do jej dokonania.
Można również wskazać, że literalne zastosowanie przepisu prowadziłoby do niesprawiedliwości, nie wykazując jeszcze, jaki organ i w jakim trybie może odstąpić od takiego zastosowania.
Dlatego aequitas nie znosi konieczności rekonstrukcji kompetencji.
Stanowi natomiast argument przeciwko ograniczaniu prawa do mechanicznego wykonywania jego pojedynczych sformułowań.
5. Celsus, Julian i Paulus — rzymska teoria interpretacji nie była prostym literalizmem
Dalszego potwierdzenia tego stanowiska dostarczają wypowiedzi jurystów zachowane w tytule De legibus senatusque consultis et longa consuetudine pierwszej księgi Digestów.
Celsus wskazywał:
Scire leges non hoc est verba earum tenere, sed vim ac potestatem.
Znajomość prawa nie polega wyłącznie na pamiętaniu jego słów, lecz na rozumieniu jego znaczenia i mocy (D. 1.3.17).[4]
To szczególnie istotna wypowiedź dla krytyki literalizmu.
Jest zarazem argumentem przeciwko rozumowaniu, które utożsamia posiadanie przepisu z posiadaniem poprawnej interpretacji.
Nie wystarczy wskazać odpowiedniego artykułu.
Trzeba jeszcze wyjaśnić jego znaczenie, zakres i miejsce w systemie.
Jednak także odwrotne twierdzenie wymaga kontroli.
Nie można wyprowadzić z tej sentencji ogólnego uprawnienia interpretatora do pomijania słów ustawy w imię przypisywanego jej celu.
Celsus wskazywał na konieczność rozpoznania normatywnej treści prawa, nie na możliwość dowolnego zastąpienia tej treści.
Podobne znaczenie posiada wypowiedź Juliana, zgodnie z którą ustawy i uchwały senatu nie są w stanie z góry objąć wszystkich możliwych przypadków (D. 1.3.10).
W kolejnych fragmentach Digestów wskazano możliwość rozciągania rozwiązań prawnych na przypadki podobne, gdy ich wspólna racja normatywna jest rozpoznawalna (D. 1.3.12–13).[5]
Właśnie tutaj pojawia się klasyczny problem analogii.
Jeżeli ustawodawca uregulował określony przypadek, czy możemy przyjąć, że podobna sytuacja powinna zostać rozstrzygnięta zgodnie z tą samą zasadą?
Rzymska refleksja nie wykluczała takiej możliwości.
Jednak zarazem dostrzegała ograniczenia rozszerzania rozwiązań wyjątkowych.
Paulus wskazywał:
Quod vero contra rationem iuris receptum est, non est producendum ad consequentias.
Rozwiązania przyjętego wbrew ogólnej racjonalności prawa nie należy automatycznie rozciągać na dalsze przypadki (D. 1.3.14).[6]
To zdanie posiada szczególne znaczenie dla współczesnego problemu stosowania wyjątkowych norm kompetencyjnych.
Prawo może przewidywać szczególną możliwość działania w nadzwyczajnych okolicznościach.
Nie wynika z tego jednak, że należy uznać za dopuszczalne każde działanie, które wydaje się funkcjonalnie podobne.
Trzeba ustalić, czy podobieństwo obejmuje nie tylko cel, ale również przesłanki normatywne i zakres upoważnienia.
Rzymskie źródła ujawniają zatem dwa równoczesne wymagania.
Pierwszym jest konieczność wyjścia poza mechaniczny literalizm.
Drugim — zakaz dowolnego rozszerzania wyjątków.
Te wymagania nie są sprzeczne.
Wspólnie określają granicę prawidłowej interpretacji.
Prawo wymaga rozumienia jego sensu, ale sens ten nie może być utożsamiany z każdym rezultatem, który interpretator uznaje za pożądany.
Właśnie dlatego przypadek Wilczura nie prowadzi automatycznie do usprawiedliwienia dowolnego działania organu państwa.
Wymaga odtworzenia normy, która reguluje określony konflikt dóbr.
6. Od Summum ius do Non omne quod licet honestum est — czy legalność wystarcza?
Szczególnie ważna dla dalszej analizy jest jeszcze jedna wypowiedź Paulusa:
Non omne quod licet honestum est.
Nie wszystko, co dozwolone, jest godziwe (D. 50.17.144 pr.).[7]
Na pierwszy rzut oka sentencja ta może wydawać się sprzeczna z formalistycznym rozumieniem legalności.
Jeżeli bowiem działanie jest zgodne z prawem, dlaczego miałoby podlegać dodatkowej ocenie?
Jednak właśnie tutaj należy odróżnić dwa porządki.
Pierwszym jest porządek normatywności prawnej, określający dopuszczalność określonych działań.
Drugim jest porządek oceny moralnej, dotyczący ich godziwości, sprawiedliwości i społecznych następstw.
Nie każde zachowanie prawnie dopuszczalne musi być moralnie godne aprobaty.
Ale również nie każde działanie moralnie uzasadnione staje się automatycznie prawnie dopuszczalne.
To rozróżnienie jest konieczne dla zachowania samodzielności obu sposobów oceny.
Gdybyśmy przyjęli, że wszystko, co legalne, jest sprawiedliwe, prawo stanowione stałoby się samowystarczalnym kryterium moralnym.
Gdybyśmy natomiast uznali, że wszystko, co moralnie słuszne, jest legalne, znieślibyśmy różnicę między oceną etyczną a normatywnym upoważnieniem.
Właśnie dlatego rzymska sentencja nie może zostać odczytana jedynie jako krytyka formalizmu.
Jest także ostrzeżeniem przed utożsamianiem prawa z całością normatywnej rzeczywistości człowieka.
Pozwala powiedzieć, że określone zachowanie jest legalne, choć moralnie naganne.
Pozwala również rozważać sytuację, w której zachowanie jest moralnie uzasadnione, ale wymaga odrębnej analizy prawnej.
Przykład Wilczura należy właśnie do tej drugiej kategorii.
Nie wystarczy stwierdzić, że ratowanie życia było dobrem moralnym.
Trzeba jeszcze ustalić, jakie znaczenie prawo przypisuje konfliktowi pomiędzy życiem człowieka a cudzym prawem własności.
W ten sposób przechodzimy od abstrakcyjnej krytyki formalizmu do konkretnej konstrukcji prawnej.
7. Wilczur, człowiek głodny i stan wyższej konieczności — wyjątek wewnątrz prawa
Współczesny polski Kodeks karny przewiduje w art. 26 instytucję stanu wyższej konieczności.
Zgodnie z § 1 nie popełnia przestępstwa ten, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone ma niższą wartość niż dobro ratowane.
Przepis ten nie stanowi ogólnego przyzwolenia na naruszanie prawa w słusznym celu.
Ustanawia szczególne warunki, które muszą zostać spełnione.[8]
Podobną konstrukcję odnajdujemy w prawie cywilnym.
Art. 142 § 1 KC przewiduje, że właściciel nie może sprzeciwić się koniecznemu użyciu, a nawet uszkodzeniu lub zniszczeniu rzeczy w celu odwrócenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobrom osobistym innej osoby. Właściciel może jednak żądać naprawienia wynikłej z tego szkody.[9]
Przepis ten jest szczególnie interesujący, ponieważ pokazuje, że prawo nie musi traktować własności jako wartości absolutnej.
W określonych okolicznościach dopuszcza poświęcenie dobra majątkowego dla ochrony dobra osobistego, zachowując przy tym mechanizm rozliczenia skutków ingerencji.
Mamy zatem do czynienia z normatywnym rozwiązaniem konfliktu.
Nie oznacza ono dowolności.
Wymaga wykazania bezpośredniego zagrożenia, konieczności działania oraz odpowiedniej relacji pomiędzy poświęcanym a ratowanym dobrem.
Właśnie w tym znaczeniu przypadek Wilczura może być dziś analizowany poprzez konstrukcję stanu wyższej konieczności.
Co istotne, również kodeks karny z 1932 r., obowiązujący w epoce przedstawionej w powieści, przewidywał w art. 22 stan wyższej konieczności. Posługiwał się przy tym formułą wyłączenia kary, a nie identyczną ze współczesną konstrukcją art. 26 KK.[10]
Nie należy więc przedstawiać Wilczura jako bohatera, którego sytuacja w ogóle nie mogła być rozpoznana przez prawo jego czasów.
Problem nie sprowadzał się do prostego wyboru między bezwzględną literą ustawy a wyższym nakazem moralnym.
Prawo pozytywne samo zawierało instrumenty uwzględniania wyjątkowych okoliczności.
Prowadzi nas to do wcześniejszego przykładu człowieka głodnego, który zabiera cudzy chleb.
Nie można z góry uznać, że głód zawsze usprawiedliwia taki czyn.
Jeżeli człowiek posiada realnie dostępną możliwość uzyskania pożywienia bez naruszania cudzego dobra, przesłanki stanu wyższej konieczności mogą nie być spełnione.
Jednak jeżeli dochodzi do bezpośredniego zagrożenia życia, którego nie można inaczej uniknąć, ocena prawna może być odmienna.
Nie zachodzi więc zasadnicza sprzeczność pomiędzy przypadkiem Wilczura a przypadkiem człowieka głodnego.
Oba mogą wymagać zastosowania podobnego sposobu rozumowania.
Różnią się przede wszystkim stanem faktycznym, dostępnością innych środków i relacją zagrożonych dóbr.
W tym sensie różnica nie przebiega między kradzieżą usprawiedliwioną moralnie a kradzieżą nieusprawiedliwioną, lecz między sytuacją spełniającą prawne przesłanki wyjątku a sytuacją, w której przesłanki te nie występują.
Przypadek Wilczura pozwala zatem skrytykować formalizm, ale nie prowadzi do zniesienia normatywnych granic prawa.
Wręcz przeciwnie.
Pokazuje znaczenie prawidłowej rekonstrukcji całego systemu norm.
8. Radbruch — gdy problemem nie jest wyjątek od prawa, lecz samo prawo
W tym miejscu należy przejść do koncepcji Gustava Radbrucha.
Jego artykuł Gesetzliches Unrecht und übergesetzliches Recht, opublikowany w 1946 r., należy do najważniejszych wypowiedzi powojennej filozofii prawa.
Powstał w kontekście doświadczeń narodowego socjalizmu oraz konieczności oceny ustawodawstwa, które umożliwiało lub sankcjonowało skrajne naruszenia podstawowych zasad sprawiedliwości.[11]
Radbruch dostrzegał problem, którego nie można rozwiązać prostym odwołaniem do poprawnej wykładni zwykłej normy ustawowej.
Jeżeli bowiem samo ustawodawstwo ustanawia system skrajnej niesprawiedliwości, powstaje pytanie, czy jego pozytywne obowiązywanie wystarcza do uznania go za prawo.
W klasycznym ujęciu konflikt pomiędzy bezpieczeństwem prawnym a sprawiedliwością powinien co do zasady prowadzić do pierwszeństwa prawa pozytywnego.
Radbruch nie postulował bowiem, aby każda niesprawiedliwa norma automatycznie traciła moc obowiązującą.
Dostrzegał fundamentalne znaczenie stabilności i przewidywalności prawa.
Jednak wskazywał granicę, po przekroczeniu której sprzeczność ustawy ze sprawiedliwością osiąga poziom niemożliwy do zniesienia.
W takim przypadku pozytywne ustawodawstwo powinno ustąpić sprawiedliwości.
Dodatkowo podkreślał szczególną rolę zasady równości. Jeżeli prawodawca świadomie odrzuca równość stanowiącą istotę sprawiedliwości, jego działanie może nie zasługiwać na miano tworzenia prawa.
To rozróżnienie jest zasadnicze.
Radbruch nie twierdził, że interpretator może zawsze zastąpić ustawę własną oceną moralną.
Twierdził, że istnieją graniczne przypadki, w których niesprawiedliwość ustawodawstwa podważa samo jego roszczenie do obowiązywania jako prawo.
W tym miejscu pojawia się różnica między przypadkiem Wilczura a formułą Radbrucha.
Wilczur działa w sytuacji konkretnego konfliktu dóbr. Prawo może przewidywać wyjątek umożliwiający rozstrzygnięcie tego konfliktu.
Radbruch rozważa sytuację znacznie bardziej radykalną.
Problemem nie jest wówczas brak wyjątku od określonego zakazu, lecz normatywna wadliwość samej regulacji ustawowej.
Można to przedstawić następująco:

Nie należy zatem wyprowadzać formuły Radbrucha bezpośrednio z przypadku Wilczura.
Przypadki te należą do różnych poziomów analizy.
Łączy je natomiast odrzucenie twierdzenia, że samo formalne istnienie określonej reguły wyczerpuje problem sprawiedliwości.
Różni zaś miejsce, w którym materialna sprawiedliwość wchodzi w relację z prawem.
W pierwszym przypadku może działać wewnątrz porządku prawnego.
W drugim staje się kryterium oceny jego granic.
9. Krytyka formuły Radbrucha — kto rozstrzyga o nieznośnej niesprawiedliwości?
Formuła Radbrucha nie usuwa jednak wszystkich trudności.
Przeciwnie.
Wprowadza problem, który w naszych wcześniejszych tekstach określaliśmy jako problem arché.
Jeżeli prawo pozytywne może zostać zakwestionowane z powodu skrajnej niesprawiedliwości, powstaje pytanie o kryterium rozpoznania tej granicy.
Kto ustala, że niesprawiedliwość osiągnęła poziom niemożliwy do zniesienia?
Jak odróżniamy rzeczywistą sprzeczność z elementarnymi zasadami sprawiedliwości od politycznej niezgody z określoną regulacją?
Czy istnieje kryterium niezależne od przekonań uczestników sporu?
Problem ten nie jest argumentem wystarczającym do odrzucenia formuły Radbrucha.
Jest jednak jej istotnym ograniczeniem epistemologicznym.
Nie możemy bowiem uznać, że samo powołanie się na skrajną niesprawiedliwość przesądza o istnieniu przesłanek jej zastosowania.
W przeciwnym razie formuła, której celem jest ograniczenie skrajnie niesprawiedliwego prawa, mogłaby zostać wykorzystana do usprawiedliwiania dowolnego nieposłuszeństwa wobec norm uznawanych za politycznie niepożądane.
Co więcej, pojawia się problem instytucjonalny.
Nawet jeśli określona norma jest skrajnie niesprawiedliwa, nie wynika z tego automatycznie, że dowolny organ uzyskuje kompetencję do ustanawiania nowego porządku prawnego.
Można zakwestionować roszczenie określonej ustawy do obowiązywania, nie uzyskując przez sam ten fakt nieograniczonej kompetencji ustrojodawczej.
To właśnie różnica między oceną normy a ustanowieniem kompetencji.
Formuła Radbrucha może służyć podważeniu roszczenia skrajnie niesprawiedliwej normy do obowiązywania. Nie stanowi jednak samodzielnego upoważnienia każdego podmiotu do określania nowej struktury władzy.
Właśnie tego rozróżnienia wymaga krytyka formalizmu.
Nie można bowiem zwalczać dowolności prawa pozytywnego poprzez ustanowienie niekontrolowanej dowolności interpretatora.
Taki rezultat prowadziłby jedynie do zastąpienia jednego problemu drugim.
I w tym miejscu pojawia się paradoks przywracania praworządności.
10. Od Wilczura do sporu konstytucyjnego — dlaczego analogia posiada granice?
Wróćmy do argumentu komentatora.
Wilczur bez zgody właściciela posłużył się narzędziami chirurgicznymi w celu ratowania życia.
Z perspektywy współczesnego prawa podobna sytuacja może zostać rozpoznana poprzez stan wyższej konieczności.
Ale czy organ państwowy, powołujący się na konieczność ratowania praworządności, może działać w podobny sposób?
Odpowiedź wymaga zasadniczego rozróżnienia.
Wilczur podejmował czyn w celu odwrócenia konkretnego i bezpośredniego zagrożenia.
Nie przypisywał sobie przez to generalnej kompetencji do stanowienia nowych zasad własności.
Nie uzyskiwał również prawa do określania wszystkich przyszłych sytuacji, w których cudza własność mogłaby zostać poświęcona dla realizacji dobra wyższego rzędu.
Jego działanie było oceniane w związku z konkretnym zagrożeniem.
W przypadku organu państwa problem może mieć inny charakter.
Jeżeli organ posiada ustawową kompetencję do zastosowania środka nadzwyczajnego, powinien wykazać istnienie wymaganych przesłanek.
Jeżeli jednak organ nie posiada takiej kompetencji, nie może automatycznie uzyskać jej przez odwołanie do konieczności realizacji celu uznawanego za konstytucyjnie pożądany.
Co istotne, sama konieczność funkcjonowania państwa może mieć znaczenie dla interpretacji prawa.
Wykładnia systemowa i funkcjonalna może wymagać uwzględnienia ciągłości działania instytucji.
Nie oznacza to jednak, że względy funkcjonalne zawsze przesądzają o dopuszczalności rozszerzenia kompetencji.
Szczególne znaczenie posiada art. 7 Konstytucji RP, określający zasadę działania organów władzy publicznej na podstawie i w granicach prawa.
Z kolei art. 228 Konstytucji przewiduje możliwość wprowadzenia określonych stanów nadzwyczajnych, ale zarazem ustanawia warunki, formy i ograniczenia ich stosowania.[12]
Jest to bardzo ważna konstrukcja.
Sama konstytucja uznaje, że nadzwyczajne zagrożenia mogą wymagać nadzwyczajnych środków.
Nie pozostawia jednak ich ustanawiania całkowitej swobodzie politycznej.
Przeciwnie.
Przewiduje normatywne mechanizmy ograniczania władzy także w sytuacji zagrożenia.
Nie oznacza to, że wszystkie konflikty instytucjonalne są stanami nadzwyczajnymi w rozumieniu art. 228.
Przepis ten stanowi raczej przykład szerszej zasady: praworządność nie polega na wykluczeniu wyjątków, lecz na normatywnym określeniu warunków, w których wyjątkowe działanie może zostać podjęte.
W tym sensie Wilczur i organ państwa nie są sytuacjami prawnymi równoważnymi.
Wilczur może powoływać się na odpowiednią konstrukcję prawną uzasadniającą określoną ingerencję w cudze dobro.
Organ państwa musi natomiast wykazać kompetencję do podjęcia czynności władczej.
Co więcej, powinien odróżnić własne przekonanie o konieczności działania od przesłanek wynikających z właściwej normy.
Nie każda moralnie uzasadniona ingerencja jest wykonywaniem władzy publicznej.
Nie każda kompetencja władzy publicznej jest również usprawiedliwiona przez sam fakt osiągnięcia moralnie pożądanego celu.
To właśnie subtelna, ale zasadnicza różnica.
11. Paradoks samolegitymizacji — gdy wyjątek zaczyna ustanawiać regułę
W naszych wcześniejszych tekstach analizowaliśmy możliwość odwrócenia relacji między normą kompetencyjną a działaniem organu państwa.
W modelu podstawowym norma ustanawia określone upoważnienie.
Organ podejmuje działanie po spełnieniu ustawowych przesłanek.
Działanie wywołuje następnie przewidziane przez prawo skutki.
Jednak w szczególnych sytuacjach pojawia się możliwość rozumowania odwrotnego.
Organ uznaje określony rezultat za konieczny, a następnie rekonstruuje podstawę kompetencyjną w sposób umożliwiający jego osiągnięcie.
Nie oznacza to automatycznie wadliwości wykładni.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy istnienie kompetencji jest uzasadniane wyłącznie stanem wytworzonym przez czynność, której dopuszczalność właśnie wymaga wykazania.
W takim przypadku powstaje błędne koło.
Działanie ma być legalne, ponieważ zostało podjęte przez właściwy organ.
Organ ma być właściwy, ponieważ wskutek działania uzyskał możliwość wykonywania określonych kompetencji.
Właśnie tę konstrukcję określaliśmy jako samolegitymizację kompetencji.
Nie należy jej jednak utożsamiać z każdym przypadkiem prawnej rekurencyjności.
System prawny może zgodnie z własnymi regułami ustanawiać nowe kompetencje.
Może przewidywać zastępstwo organu, zmianę ustawy albo kontrolę własnych decyzji.
Nie jest to samo w sobie wadliwe.
Wadliwość pojawia się dopiero wtedy, gdy podstawa uprawnienia zależy wyłącznie od skutku wcześniejszego działania, które bez tego uprawnienia nie mogło zostać legalnie podjęte.
Przypadek Wilczura pozwala ujawnić granicę tego rozumowania.
Zastosowanie wyjątku dotyczącego stanu wyższej konieczności nie oznacza, że osoba działająca w takim stanie uzyskuje kompetencję do ustanowienia nowej ogólnej reguły.
Jeżeli więc określona osoba po uratowaniu życia człowieka uznałaby, że od tej chwili posiada prawo do samodzielnego decydowania o cudzej własności zawsze, gdy uważa to za moralnie uzasadnione, przekroczyłaby granice wyjątku.
Analogiczny problem może powstać na poziomie instytucjonalnym.
Jeżeli organ uzna, że konieczność ochrony konstytucji umożliwia mu jednorazowe zastosowanie określonego środka, należy ustalić podstawę tej interpretacji.
Jeżeli jednak z zastosowania środka wyprowadza następnie nowe, ogólne kompetencje do dalszej reorganizacji porządku, powstaje problem zakresu skutków wcześniejszego działania.
Właśnie tutaj przydatna staje się rzymska reguła Paulusa ograniczająca rozszerzanie rozwiązań wyjątkowych.
Nie można automatycznie przekształcać wyjątku w nową zasadę organizującą cały system.
Wyjątek może chronić arché porządku prawnego. Ale jeśli zaczyna samodzielnie określać, czym jest arché, powstaje problem reorganizacji źródła normatywności.
To najważniejsza konsekwencja dla naszego cyklu „Tożsamość poprzez reorganizację”.
12. Rzymskie paremie a formuła Radbrucha — dwie strony krytyki formalizmu
Dotychczasowa analiza pozwala dostrzec, że prawo rzymskie nie dostarcza jednej, całkowicie jednolitej odpowiedzi na problem formalizmu.
Z jednej strony Cyceron krytykuje przesadnie literalną wykładnię prowadzącą do niesprawiedliwości.
Celsus wskazuje na znaczenie właściwego rozumienia prawa.
Julian dopuszcza uwzględnianie przypadków podobnych, których ustawodawca nie mógł wszystkich przewidzieć.
Z drugiej strony Paulus ostrzega przed nieuprawnionym rozszerzaniem rozwiązań wyjątkowych.
To napięcie nie jest słabością rzymskiej jurysprudencji.
Stanowi wyraz problemu, którego nie można usunąć przez przyjęcie jednej prostej reguły.
Prawo musi być wystarczająco stabilne, aby umożliwiać przewidywanie rozstrzygnięć.
Musi też posiadać zdolność uwzględniania okoliczności, których nie da się w pełni przewidzieć podczas stanowienia norm.
Gdyby było całkowicie sztywne, mogłoby prowadzić do niesprawiedliwych rezultatów.
Gdyby było całkowicie elastyczne, utraciłoby zdolność ograniczania arbitralności.
Nie chodzi więc o wybór pomiędzy prawem a sprawiedliwością.
Chodzi o zachowanie relacji, w której sprawiedliwość współokreśla interpretację prawa, ale nie prowadzi do całkowitego zniesienia znaczenia norm i kompetencji.
W tym sensie formuła Radbrucha jest odpowiedzią na sytuację graniczną.
Nie stanowi zwykłej dyrektywy, która pozwala każdemu interpretatorowi zastąpić ustawę własnym przekonaniem moralnym.
Wskazuje na możliwość podważenia roszczenia do obowiązywania norm, których niesprawiedliwość osiąga szczególny poziom.
Właśnie dlatego należy unikać utożsamiania jej z przypadkiem Wilczura.
Wilczur nie musiał odrzucać całego porządku prawnego, aby jego działanie mogło zostać ocenione z uwzględnieniem wyjątkowych okoliczności.
Radbruch rozważał natomiast granicę, za którą samo prawo stanowione nie może zostać uznane za wystarczającą podstawę legalizacji skrajnej niesprawiedliwości.
Powstaje zatem trzyczęściowe rozróżnienie.
Pierwszy poziom dotyczy prawidłowej wykładni normy, obejmującej jej słowa, sens i kontekst.
Drugi poziom dotyczy zastosowania wyjątku przewidzianego przez obowiązujący porządek prawny.
Trzeci poziom dotyczy zakwestionowania normatywnego roszczenia skrajnie niesprawiedliwego ustawodawstwa.
Przejście między tymi poziomami wymaga odrębnego uzasadnienia.
Nie można bowiem wykorzystywać argumentu właściwego dla jednego poziomu jako automatycznego rozstrzygnięcia problemu należącego do innego.
To właśnie podstawowy błąd wielu uproszczonych sporów o formalizm.
Zakończenie. Prawo nie jest przeciwieństwem sprawiedliwości, lecz jej normatywnie ograniczoną praktyką
Przypadek profesora Wilczura pokazuje, że prawo nie może być utożsamiane z mechanicznym wykonywaniem pojedynczego zakazu.
Człowiek, który posługuje się cudzymi narzędziami w celu odwrócenia bezpośredniego zagrożenia życia, nie znajduje się w sytuacji normatywnie równoważnej osobie, która narusza cudzą własność dla zwykłej korzyści.
Prawo może i powinno uwzględniać tę różnicę.
Nie oznacza to jednak konieczności odwołania się do pozaprawnego źródła uprawnienia.
Współczesne konstrukcje stanu wyższej konieczności pokazują, że porządek prawny sam może przewidywać odpowiednie rozwiązania konfliktu dóbr.
Co więcej, podobne mechanizmy były znane wcześniejszym systemom prawnym.
Dlatego przykład Wilczura stanowi argument przeciwko skrajnemu formalizmowi, ale nie przeciwko samemu obowiązywaniu norm.
Rzymska jurysprudencja pozwala ten problem pogłębić.
Summum ius summa iniuria wskazuje na niebezpieczeństwo interpretacji, która wykorzystuje literalne brzmienie prawa wbrew jego właściwemu sensowi.
Ius est ars boni et aequi przypomina, że słuszność należy do wewnętrznych problemów rozumowania prawniczego.
Sentencja Celsusa dotycząca znajomości prawa wskazuje, że interpretacja nie może ograniczać się do znajomości słów ustawy.
Z kolei reguła Paulusa dotycząca rozwiązań wyjątkowych ostrzega przed nieuprawnionym rozszerzaniem odstępstw od ogólnych zasad.
Wspólnie prowadzą one do wniosku, że racjonalność prawa wymaga zarówno elastyczności interpretacyjnej, jak i normatywnego ograniczenia tej elastyczności.
Nie można więc utożsamiać praworządności z bezwzględnym literalizmem.
Ale nie można również utożsamiać sprawiedliwości z dowolnością stanowienia wyjątków.
Formuła Radbrucha wskazuje granicę jeszcze bardziej fundamentalną.
Prawo pozytywne nie posiada bezwarunkowej zdolności legitymizowania każdej treści normatywnej.
Istnieją sytuacje, w których niesprawiedliwość ustawodawstwa może podważać samo jego roszczenie do obowiązywania jako prawo.
Jednak nawet wtedy konieczne jest zachowanie rozróżnienia między oceną normy a kompetencją do ustanawiania nowego porządku.
Nie można bowiem zwalczać skrajnej niesprawiedliwości poprzez przyznawanie każdemu podmiotowi nieograniczonego prawa do samodzielnego określania własnych kompetencji.
W tym miejscu powraca problem arché.
Jeżeli system posiada określoną zasadę organizującą relacje między normą, kompetencją i jej wykonywaniem, to wyjątek powinien być oceniany także ze względu na jego relację do tej zasady.
Może bowiem służyć zachowaniu porządku.
Może jednak również prowadzić do jego reorganizacji.
Nie wynika z tego, że każda reorganizacja jest bezprawna albo niesprawiedliwa.
Wymaga natomiast ustalenia, czy zmiana następuje na podstawie kompetencji przewidzianych przez system, czy też opiera się na nowym uzasadnieniu, które dopiero ma stworzyć własną podstawę normatywną.
Dlatego również w sporach konstytucyjnych nie wystarcza odwołanie do deklarowanego celu ochrony praworządności.
Trzeba jeszcze wykazać, że podmiot podejmujący działanie posiadał właściwą kompetencję i że spełniono warunki jej wykonania.
Równocześnie nie wolno odrzucać określonej wykładni wyłącznie dlatego, że nie wynika ona z dosłownego brzmienia pojedynczego przepisu.
Może bowiem posiadać podstawę systemową, funkcjonalną lub konstytucyjną.
Właśnie dlatego prawidłowe rozumowanie wymaga czegoś więcej niż formalizmu.
Wymaga zdolności odtworzenia całego normatywnego kontekstu.
Ostatecznie można więc sformułować następującą tezę:
Formalizm staje się wadliwy wtedy, gdy zastępuje rozumienie prawa mechanicznym wykonywaniem jego formy. Jednak krytyka formalizmu staje się równie wadliwa wtedy, gdy zastępuje normatywne uzasadnienie działania samym przekonaniem o słuszności jego celu.
Wilczur nie jest argumentem przeciw istnieniu prawa.
Jest argumentem przeciwko jego niepełnemu rozpoznaniu.
Radbruch nie jest argumentem za dowolnym przekraczaniem norm.
Jest argumentem przeciwko utożsamianiu formalnie stanowionego prawa z prawem niezależnie od granic sprawiedliwości.
Współczesny spór o kompetencje organów państwa wymaga natomiast jeszcze jednego rozróżnienia.
Można posiadać przekonujące uzasadnienie moralne działania, a zarazem nie posiadać kompetencji do jego prawnego wykonania.
I odwrotnie — można posiadać formalną kompetencję, a mimo to podjąć działanie moralnie naganne.
Właśnie dlatego nie należy utożsamiać legalności, słuszności i skuteczności.
Są to odrębne, choć powiązane wymiary normatywnej rzeczywistości.
W tym miejscu znajdujemy właściwą odpowiedź na paradoks ratowania praworządności.
Prawo musi dopuszczać wyjątki służące ochronie wartości, które uzasadniają jego istnienie. Nie oznacza to jednak, że każdy podmiot powołujący się na ochronę tych wartości może samodzielnie ustanawiać wyjątki od granic własnej kompetencji.
Wilczur ratował konkretne życie.
Radbruch wskazywał na możliwość zakwestionowania skrajnie niesprawiedliwego ustawodawstwa.
Natomiast organ państwa, niezależnie od szlachetności deklarowanego celu, musi wykazać normatywne źródło swoich uprawnień, jeżeli twierdzi, że działa legalnie w ramach istniejącego porządku.
I właśnie ta różnica oddziela ochronę prawa od wykorzystywania jego języka do samolegitymizacji władzy.
Przypisy i literatura
[1] Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Znachor, wydanie książkowe, Poznań 1938, t. II, rozdz. XVI–XX. Zob. przede wszystkim rozdział XVI oraz rozdział XX. Powieść jest przedmiotem analizy literacko-prawnej; losy fikcyjnego bohatera nie stanowią rzeczywistego precedensu sądowego.
[2] Marcus Tullius Cicero, De officiis, I, 10, 33. Cyceron przywołuje sentencję Summum ius summa iniuria w kontekście nadużywania literalnej wykładni prawa. Zob. Franciszek Longchamps de Bérier, „Summum ius summa iniuria. O ideologicznych założeniach w interpretacji starożytnych tekstów źródłowych”, Zeszyty Prawnicze 5(1), 2005, DOI: 10.21697/zp.2005.5.1.02.
[3] Digesta Iustiniani, D. 1.1.1 pr., Ulpian przekazujący definicję Celsusa: Ius est ars boni et aequi. Tekst łaciński — Digestów, księga I. Zob. także Władysław Rozwadowski, Prawo rzymskie. Zarys wykładu, Warszawa, wydania kolejne.
[4] Celsus, Digesta, D. 1.3.17: Scire leges non hoc est verba earum tenere, sed vim ac potestatem. Źródło.
[5] Julian, Digesta, D. 1.3.10 oraz D. 1.3.12; Ulpian, D. 1.3.13. Fragmenty dotyczą niemożności pełnego przewidzenia wszystkich przypadków przez prawodawcę i znaczenia wykładni obejmującej sytuacje podobne.
[6] Paulus, Digesta, D. 1.3.14. Reguła ograniczająca rozciąganie wyjątkowych rozwiązań na dalsze przypadki. Por. D. 1.3.16 dotyczące ius singulare. Obie wypowiedzi pokazują, że wyjątkowy charakter regulacji może mieć znaczenie dla granic analogii.
[7] Paulus, Digesta, D. 50.17.144 pr.: Non omne quod licet honestum est. Digesta, księga L. Zob. również D. 50.17.90, dotyczące znaczenia aequitas w prawie.
[8] Ustawa z 6 czerwca 1997 r. — Kodeks karny, art. 26, tekst jednolity: Dz.U. 2026 poz. 1342. Tekst urzędowy — ELI. Dla oceny odrębności znamion kradzieży istotny jest art. 278 § 1 KK.
[9] Ustawa z 23 kwietnia 1964 r. — Kodeks cywilny, art. 142 § 1–2; tekst jednolity: Dz.U. 2026 poz. 795. Tekst urzędowy — ELI.
[10] Rozporządzenie Prezydenta RP z 11 lipca 1932 r. — Kodeks karny, Dz.U. 1932 nr 60 poz. 571, art. 22. Historyczny tekst aktu — IURA, Uniwersytet Jagielloński. Artykuł przewidywał stan wyższej konieczności, ale konstrukcja jego skutków różniła się od współczesnego art. 26 KK.
[11] Gustav Radbruch, „Gesetzliches Unrecht und übergesetzliches Recht”, Süddeutsche Juristen-Zeitung, 1946. Tłum. angielskie: „Statutory Lawlessness and Supra-Statutory Law (1946)”, przeł. Bonnie Litschewski Paulson i Stanley L. Paulson, Oxford Journal of Legal Studies, t. 26, nr 1, 2006, s. 1–11. DOI: 10.1093/ojls/gqi041. Zob. również Bundeszentrale für politische Bildung — „Radbruchformel”.
[12] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 r., art. 2, 7, 8, 10, 31 ust. 3 oraz art. 228–233. Oficjalny tekst — Senat RP.
[13] Lon L. Fuller, The Morality of Law, Yale University Press, New Haven 1964, wyd. poprawione 1969. Szczególnie istotne są postulaty niesprzeczności norm, ich względnej trwałości, możliwości wykonania oraz zgodności oficjalnej praktyki z ogłoszonymi regułami.
[14] H.L.A. Hart, The Concept of Law, Clarendon Press, Oxford 1961, wyd. 2, 1994. Analiza reguły uznania oraz norm przyznających kompetencje pozostaje podstawowym odniesieniem dla odróżnienia podstawy normatywności systemu od kompetencji poszczególnych organów.
[15] Robert Alexy, A Theory of Legal Argumentation, Clarendon Press, Oxford 1989; The Argument from Injustice: A Reply to Legal Positivism, Oxford University Press, 2002. Prace rozwijają problem relacji między prawnym uzasadnieniem, moralną poprawnością a formułą Radbrucha.
[16] John Finnis, Natural Law and Natural Rights, Clarendon Press, Oxford 1980, wyd. 2, 2011. Autor analizuje relację między rozumnością praktyczną, dobrem wspólnym i normatywnym charakterem prawa, przy zachowaniu odrębności różnych rodzajów zobowiązań.
[17] Joseph Raz, The Authority of Law: Essays on Law and Morality, Clarendon Press, Oxford 1979. Szczególne znaczenie posiadają rozważania o autorytecie prawa, jego źródłach i granicach uzasadnienia obowiązku posłuszeństwa.
[18] Maciej Zieliński, Wykładnia prawa. Zasady, reguły, wskazówki, Warszawa 2002 i wydania następne. Derywacyjna koncepcja wykładni stanowi ważny punkt odniesienia dla odróżnienia tekstu przepisu od normy rekonstruowanej z uwzględnieniem całego systemu.
[19] Kontekst autorski: „Gdy uzasadnienie staje się źródłem kompetencji”, „Tożsamość zamachu stanu poprzez reorganizację” oraz „Tożsamość władzy poprzez reorganizację”. Teksty stanowią kontekst analizy arché, reprodukcji normatywności i samolegitymizacji kompetencji.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)