Nie będę pisał o fizyce, choć z zasady zachowania (momentu) pędu można wyprowadzic ciekawe wnioski. Chcę zwrócić uwagę na obowiązującą od kilku dni wykładnię, zapoczątkowaną przez niezłomnego Stefana, że brak możliwosci przypisania głosów w kokpicie generałowi Błasikowi wcale nie wyklucza jego obecności w kabienie pilotów. Szczerze mówiąc trzeba mu przyznać rację, nie wyklucza przecież, ale...
- dlaczego wobec tego informację, że radzieccy specjaliści nie znaleźli dowodów na obecność materiałów wybuchowych na pokładzie Tu-154 mamy traktować jako dowód, że ich nie użyto? Ten sam wywód można przeprowadzić w odniesieniu do meaconingu, a nawet sztucznej mgły, czy rozpylonego helu.
Czy brak orzeczenia specjalisty wiadomej profesji może stanowić dowód na zdrowie psychiczne Stefana? A czy fakt, ze Tuska nikt nie złapał za rękę jest dowodem, że nie kradnie? Nazywajmy go zatem złodziejem i żądajmy od Stefana dowodów, że nim nie jest!
Przypomina to trochę bolszewicką zasadę domniemania winy w myśl której to na podejrzanym (celowo nie piszę oskarżony) spoczywał obowiązek udowodnienia niewinności. Ale czego się nie robi w obronie jedynie słusznej prawdy, choćby nawet miała byc tym trzecim jej rodzajem?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)