0 obserwujących
235 notek
200k odsłon
  74   0

Anonimowi blogerzy – ludzie zakłamani?

 

Na co dzień jestem grzecznym informatykiem pracującym w Gazecie Wyborczej. Słucham szefów, robię co mi każą i bardzo dobrze zarabiam. Jestem dobrym, solidnym pracownikiem, który za dobrą kasę robi dobrą robotę dla Wyborczej. Prywatnie nienawidzę politycznej linii Gazety Wyborczej. Uważam, że Adam Michnik to szkodnik i osoba, która nie nadaje się na dziennikarza. Dlatego po godzinach piszę anonimowego bloga w którym krytykuję lewicę i Gazetę Wyborczą. Moja praca w Gazecie nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. Dlatego uważam, że ze strony etycznej jest to OK. Oddzielam pracę od swoich prywatnych poglądów, które publikuję na blogach. Boję się dyskryminacji w pracy ze względu na poglądy, dlatego jestem anonimowy”.
Adam
 
Jestem doktorem psychologii. Pracuję na jednej z prestiżowych polskich uczelni i właśnie piszę habilitację. Jestem wielkim zwolennikiem lustracji. Ale na mojej uczelni zwolennicy lustracji są dyskryminowani. Gdybym się otwarcie do tego przyznał nie miałbym szans na habilitację. Zresztą znam przypadek z innej uczelni – przypadek Migalskiego – który pokazuje, że głośne opowiadanie się za lustracją może przeszkodzić w karierze naukowej. Dlatego też siedzę cicho i z profesorami rozmawiam jedynie o kwestiach naukowych i pogodzie. Wieczorami prowadzę anonimowego bloga, na którym mogę dać upust moim prywatnym poglądom i popierać lustrację
Marek
 
Jestem szefem polskiego oddziału wielkiej korporacji międzynarodowej. Jestem gejem. W mojej firmie panuje dość konserwatywna kultura, pewnie dlatego, że nasi klienci to bardzo konserwatywne osoby. Dlatego nie przyznaję się do swojej orientacji seksualnej. Zarabiam ogromną klasę, która w pełni rekompensuje mi tą niedogodność. Jednak po pracy aby dać upust swoim emocjom kryję się pod maską anonimowości i piszę gejowskiego bloga na którym walczę o prawo gejów do homoseksualnych małżeństw w Polsce.”
Damian
 
Czy wszyscy powyżsi, fikcyjni blogerzy są zakłamani? W pewnym sensie można powiedzieć, że są dwulicowi, że boją się pisać z „otwartą przyłbicą” (jak to się wyraził Pan Sadurski kiedyś o blogerce Katarynie, a dziś to samo pisze „Dziennik”).
 
Ale czy to, że nie piszą z „otwartą przyłbicą” wynika z tego, że nie chcą być odpowiedzialni za swoje słowa, że chcą uniknąć procesów karnych i miotać bluzgami we wszystkich? Moim zdaniem nie.
 
Większość blogerów jest anonimowa, jednak nie dlatego aby bluzgać, obrażać i nie ponosić tego konsekwencji. Są oni anonimowi, bo chronią swoją prywatność, bo chcę powiedzieć co naprawdę myślą i nie być krepowani panującą w UE poprawnością polityczną, która jest pewną formą cenzury.
 
Poza tym wielu blogerów boi się dyskryminacji w pracy za swoje poglądy. W czasach gdy większość „szczurów korporacyjnych” to zwolennicy PO, gdy w zarządach prywatnych firm siedzą dawni członkowie PZPR i SB, gdy w korporacjach rządzi zachwyt Unią Europejską i poprawnością polityczną, czasem lepiej nie wychodzić z otwartą przyłbicą i nie krytykować pod własnym nazwiskiem pewnych „oczywistych prawd” bo można stracić pracę.
                                                                                                                  
Sam jestem anonimowy właśnie z w/w powodów. Obracam się w środowisku ludzi głównie popierających PO i nienawidzących PiS. Część tych ludzi z którymi współpracuję to także ludzie z dawnej PZPRowskiej nomenklatury. Praca jest pracą a nie miejscem do politycznej agitacji.
 
Z moimi współpracownikami rozmawiam więc o pracy a nie o polityce.Gdybym się ujawnił mogłoby się to skończyć dyskryminacją w pracy mojej osoby ze względu na poglądy.
Dlatego też, oddzielam swoją pracę od swoich prywatnych poglądów. Staram się aby moja praca nie kolidowała z moimi politycznymi poglądami bo te rzeczy nie są ze sobą powiązane. Dlatego też jestem anonimowy.
 
Dziś „Dziennik” nawołuje znaną anonimową blogerkę Katarynę do ujawnienia się.Pisze o jakiejś etyce i pokazuje wyższość nieanonimowych dziennikarzy nad anonimowymi blogerami. Sugeruje tchórzostwo anonimowych blogerów.
 
Jednak jakie szanse ma nieanonimowy bloger zaatakowany personalnie przez wielki medialny koncern taki jak Axel – łączący „Fakt” z „Dziennikiem” mający wielkie nakłady i gigantyczną kasę na reklamę i propagandę? Żadnych.
 
Dlatego moim zdaniem anonimowość daje blogerom bezpieczeństwo (jak się okazało w przypadku Kataryny – bezpieczeństwo złudne) – raz przed dyskryminacją w pracy i biznesie ze względu na poglądy. Po drugie ze względu na oczernienie w wielkich mediach próbujących z każdego myślącego inaczej i niepoprawnego politycznie człowieka zrobić na siłę co najmniej „oszołoma”.
 
A więc odpowiadając na pytanie z tytułu wpisu – czy anonimowi blogerzy to ludzie zakłamani? Moim zdaniem nie.Nie są co prawda jak Joanna d’Arc, gotowi rzucić wszystko dla IDEI. Ale nie są też zakłamani. Bo po prostu chronią się przed dyskryminacją – można ich porównać do partyzantów walczących z niemieckim okupantem. W otwartej walce, z otwartą przyłbicą nie mają szans. Jeśli tylko anonimowy bloger nie robi z siebie bohatera i męczennika (bo poza skrajnymi przypadkami anonimowy bloger nie jest ani bohaterem ani męczennikiem) należy przyjąć, iż działania anonima są etyczne i pożyteczne z punktu widzenia demokracji i wolności słowa.
 
A teraz przejdźmy do sedna – czy anonimowość w Internecie daje więcej korzyści czy problemów społeczeństwu.
 
Moim zdaniem anonimowość daje zdecydowanie więcej korzyści bo promuje wolność słowa i demokrację. Internet jest piątą władzą – kontrolującą władzę i media, które swoją funkcję przez zbytnie powiązania polityczno-biznesowe (nie wypada krytykować przyjaznego nam polityka pracującego nad ustawą medialną, nie wypada krytykować naszego reklamodawcy) już dawno zatraciły.
 
Dlaczego „Dziennik” i inne mainstreamowe media tak bardzo boją się anonimowych blogerów? Bo może i pojedynczo są oni słabi, wejść na ich blogi jest względnie mało. Ale blogerzy mają głos publiczny i mogą KRYTYKOWAĆ dziennikarzy. I ten głos krytyki może się nagle rozprzestrzenić z szybkością błyskawicy po Internecie. Dziennikarze-profesjonaliści tracą swój autorytet ludzi kształtujących poglądy mas (tracą go bardzo powoli, ale jest to proces systematyczny). Internet spowodował, że są poddani bardzo wielkiej presji i publicznej krytyce. Boją się tego i nie wytrzymują atakując anonimowych blogerów.
 
Anonimowi blogerzy zwiększając wolność słowa przyczyniają się do rozwoju demokracji, nieskrępowanej wymiany myśli i poglądów.
 
Jestem bardzo ciekawy jak to wszystko będzie się rozwijało w przyszłości. Bo mam wrażenie że rządzący i media będą robić wszystko, żeby mieć jak największą kontrolę nad wymianą myśli w Internecie. I dlatego tak ich „bolą” anonimowi blogerzy.
Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale