Nie zgadzam się z zarzutem, że Platforma Obywatelska sięga w kampanii po coraz ostrzejszy język. Inteligentni ludzie rozumieją chyba takie figury stylistyczne, jak ironia czy przenośnia. Język polski jest bardzo bogaty i daje duże możliwości wypowiedzi - uważa Władysław Bartoszewski.
Ta wypowiedź zamieszczona na stronie internetowej Faktu (nie wiem czy jest też w wydaniu papierowym bo nie kupuję) pokazała mi jasno i dobitnie, że człowiekiem inteligentnym nie jestem. Przynajmniej w oczach profesora Bartoszewskiego. Kierując się, opisywaną wczoraj przeze mnie teorią Sławomira Nowaka o "Cenzurze Autorytetu", która przez ostatnie lata jest coraz skuteczniej stosowana przez niektóre media, nie mam prawa komentować słów pana Bartoszewskiego. Niestety, urodziłem się na trzy lata przed zniesieniem cezury i już nie potrafię się autocenzurować. Jestem więc zmuszony napisać co o tym myślę.
Zacznę od ironii. Szukam jej w wypowiedziach pana ministra i jakoś nie znajduję. Może chodzi o nekrofilię albo pedofilię? Może o dymlomatołki? Proszę o wyjaśnienie bo jak już wiemy jestem mniej inteligentny od profesora i nie rozumiem jego wysublimowanego poczucia humoru.
Z przenośniami jest już trochę lepiej (czyli i moja inteligencja się poprawia). Rozumiem na przykład, że hodowca zwierząt futerkowychto Jarosław Kaczyński. Zrozumiałem też, że owo zwierzę futerkoweto kot. Ale tutaj muszę wejść w polemikę z panem Bartoszewskim (mam nadzieję, że jeżeli przeczyta to kiedyś Sławomir Nowak, to nie dostanie w tym miejscu zawału). Otóż kot nie jest zwierzęciem futerkowym(sprawdziłem na Wikipedii;)). Ma futro ale to nie znaczy, że jest futerkowy.
Przeczytałem jeszcze raz pierwsze zdanie z powyższego cytatu i mnie olśniło. Czy trzeba szukać większej ironii niż to zdanie?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)