"W Warszawie w tym roku do przedszkoli nie dostało się około 3 tysięcy dzieci, w Krakowie – 2,5 tysiąca, w Gdańsku – niemal tysiąc. "
Szumilas forsuje przepisy, które przewidują, że pierwszeństwo w przyjmowaniu do państwowych placówek będą mieć bezrobotni, którzy przecież siedzą w domu i sami mogą zapewnić swoim pociechom opiekę.
Jak to jest że w liberalnym państwie gdzie popyt kształtuje podaż, brakuje miejsc w przedszkolach?
Jak to jest, ze w Warszawie tajk świetlanej stolicy rządzonej przez tak utalentowaną HGW są takie braki?
Jak to jest, że takie skutki ma prorodzinna polityka rządu?
Jak to jest że wyjściem z sytuacji jest przyjmowane mają być, w pierwszej kolejności dzieci bezrobotnych, którzy mają czas bo nie pracują?
A może wogóle zlikwidować przedszkola i do szkoły, dzieci szybciej zarobią na emerytów?


Komentarze
Pokaż komentarze