Czołowy wielbiciel Donalda Tuska i PO, stracił ulice w San Francisco. Został rozpoznany jako antygejowski. Dziwne że Lech Wałęsa, który tak często udziela w wywiadach poparcia dla PO, nie był krytykowany, albo krytykowany marginalnie przez nowoczesną, liberalną europejską partie.
Nawet głos Biedronia nie był słyszalny. Czyżby obłuda dawała znać o sobie, no bo co byłoby jakby Kaczyński powiedział: "mniejszość nie powinna wchodzić na głowę większości" czy na pytanie, "czy homoseksualiści powinni siedzieć w sejmie "gdzieś pod ścianą", odpowiedziałby" tak, pod ścianą, a nawet za murem".
Po takiej wypowiedzi byłoby jak po "spieprzaj dziadu" tygodnie relacji w protuskowych mediach a prof Środa chyba nie opuszczała aren telewizyjnych i redakcji gazet. A tu tylko taka skromna notatka na wp.pl gdzie przy okazji przypięto łatkę Januszowi Korwin-Mikke, który powiedział, "gdyby mój syn był gejem, to bym go wyklął"
To taki wygibas portretowo-polityczny, tylko że JK-M ma prawo do oceny swojego syna a Lech Wałesa nie ma kompetencji do sadzania posłów homoseksualistów pod ścianą/ co się kojarzy z faszyzmem/ a tym bardziej za murem. Ktoś chyba tego Biedronia wybrał nie po to aby siedział za murem.
Nie jestem zwolennikiem akcji pokazowych i reklamowania mniejszości seksualnych ale też nie jestem zwolennikiem szykanowania czy ubliżania tym ludziom. Tu zgadzam się w pełni z Amerykanami, którzy uznali że "na tablicach z nazwą ulicy pod nową nazwą jeszcze przez pięć lat będzie można znaleźć napisane mniejszą czcionką "Lech Walesa Street".
Można mieć duże zasługi dla zmian w Polsce, a jednocześnie być zaściankowym i ciemnym dla obecnego świata, za co Polacy są tak często wyśmiewani na Zachodzie. I kto się do tego przyczynia...?
Także coś z tym poziomem europejskim u "mędrca europejskiego nie tak. A i przemyślenia u LW coraz częściej takie mało majace wspólnego z wolnością i demokracją.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)