Nic nie napiszę, bo w Warszawie była Sharon Stone. Została przyjęta przez Marszałek Sejmu RP (czyli drugą osobę w państwie), co było pokazane nawet w telewizji. Ja jestem może trochę zmęczony i pewnie dlatego nie mogę zrozumieć doniosłości tego faktu. Usiłuję sobie przypomnieć (ale nijak mi się nie udaje) kiedy ostatnio przewodniczący Bundestagu albo speaker Izby Gmin przyjmował jakąś aktorkę w świetle kamer. Dobrze, że pani Stone nie przyjechała wspólnie z Angeliną Jolie, bo trzeba byłoby chyba zorganizować jakieś wspólne posiedzenie obu Izb. A tak na serio - Sharon Stone chyba jedyna w tym wszystkim umiala się zachować w stosowny sposób, okazując tubylcom szacunek (miłe słowa o Polsce, ukłon przed tablicą upamiętniającą ofiary 10 kwietnia). Szkoda tylko, że znów wyszedł z nas taki straszny prowincjonalizm. Na szczęście mamy Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, na których możemy sobie odbić kompleksy. Co my byśmy biedni bez nich zrobili?
Tytułem niejako P.S.: proszę mi wierzyć, ale sam na własne oczy widziałem jak takie Paniska ze Straży Granicznej nie miały żadnych oporów, żeby okazywać "wyższość" np Białorusinom, ale tylko gdy zobaczyli jakiegoś zabłąkanego turystę z Niemiec robili się natychmiast grzeczni. Natomiast ci z nas, którzy nie mają kompleksów w stosunku do Zachodu potrafili - niejako równolegle - swoją uprzejmością otwierać sobie drzwi na Wschodzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)