Iluż to ludzi uchodzących dziś za wzór cnót ma kompromitujące szczegóły w swojej biografii. Iluż to romansowało w najlepsze z komunizmem, także z tą najbardziej odrażającą jego odmianą. Wielu ludzi ze środowisk lewicowych i liberalnych to ludzie dość mocno umoczeni. Pytanie: po co im to wypominać, wszak już dawno wstąpili na drogę cnoty, zrehabilitowali się ? Celowo nie wymieniam ich nazwisk, bo nie mam zamiaru bawić się w moralistę.
Taka wspaniałomyślność nie obowiązuje jednak w przypadku osób o odmiennej orientacji politycznej. Ludzie prawicy, nie mają prawa się zmieniać. Farfał za młodzieńczy wybryk nadal chodzi z łatką faszysty, mimo że już od dawna z neonazizmem nie ma nic wspólnego. Oczywiście jego przemiana uważana jest przez postępową prasę za przejaw koniunkturalizmu. W takim razie dlaczego ludzie mają wierzyć w przemianę różnych lewicowych kameleonów ? Kto im zaręczy, że nie mają do czynienia z kryptokomunistami ?
Panowie lewacy mają prawo do zmiany poglądów, a Farfał i topiony ostatnio w łyżce wody, Kamiński, to raptem tylko krowy, które na ten przywilej, nie zasługują.
Oczywiście lewicowi moraliści, nie dają za wygraną i będą się oburzać, że faszyzm i komunizm zrównuje się pod względem zła. Odpowiedź na to jest tylko jedna: porównanie komunizmu z faszyzmem wcale nie wychodzi na niekorzyść dla tego drugiego.
Nie jestem sympatykiem Farfała i Kamińskiego. Faszyzm wydaje mi się tak samo obrzydliwy jak komunizm. Każdy kto się babrał bądź w jednym, bądź w drugim powinien być do końca życia prześwietlany pod kątem ewentualnych skłonności do totalitaryzmu. Kamiński i Farfał także. Nawet jeżeli byłoby to prześwietlanie na wyrost (NOP – tyle ma wspólnego z prawdziwym faszyzmem, co „postępowe” media z patriotyzmem). Jednak wystawianie tym ludziom świadectw wyłącznie na podstawie ich wcześniejszych niefortunnych posunięć czy fascynacji, jest chwytem poniżej pasa. To jest tak jakby usiłowano zanegować na przykład dorobek artystyczny jakiegoś poety, tylko dlatego, że kiedyś zdarzyło mu się popełnić wiernopoddańczy wiersz o Stalinie.
„Postępowe” media stosują jednak bardzo konsekwentnie następującą taktykę: Jak nasi mają plamy w życiorysie, to trzeba te plamy za wszelką cenę wybielić, a jak znajdzie się plama w życiorysie przeciwnika, to trzeba ją do absurdalnych rozmiarów powiększyć i zrobić z inkryminowanego nieprzewidywalne bydlę.
Powtarzam: Kamiński i Farfał to nie są ludzie, których ja osobiście widziałbym w polityce. Jednak żarliwość z jaką niektórzy wypominają im dawne grzechy, zapominając jednocześnie od niechlubnej przeszłości własnych środowisk, nie świadczy wcale ani o tolerancji, ani o wysokim morale oskarżających. To jest po prostu przejaw cynicznej gry politycznej, polegający na dorabianiu ludziom faszystowskich gęb i szafowaniu argumentacją, na którą społeczeństwa wykazują największą wrażliwość.
Do kampanii przeciwko Kamińskiemu włączyli się nawet rabini. A gdyby podobnie postąpili polscy biskupi ? Gdyby nasi duchowni publicznie domagali się od polityków potępienia tych kolegów, którzy mieli w przeszłości jakiś epizod komunistyczny ? Antykościelnej histerii nie byłoby wówczas końca.
Ten zmasowany atak może Kamińskiemu tylko przynieść korzyści. Wszak gdy ktoś staje się ofiarą nieobiektywnej krytyki, to siłą rzeczy stają za nim również te osoby, które w normalnej sytuacji, nigdy by się z nim nie solidaryzowały.
Zmasowany atak na polityka często odnosi skutek. Jak się w kogoś uparcie rzuca, to zawsze się coś przyklei. Gdy się jednak rażąco zlekceważy zasady fair play, to sympatia zwykle jest po stronie inkryminowanego, nawet jeżeli specjalnie na nią nie zasłużył.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)