62
BLOG
Przeczytałam wpis Łukasza Warzechy akurat wtedy, kiedy - tuż przed - u Morozowskiego głosił prawdy objawione niejaki Wołek, nie mając pojęcia, o czym w ogóle mówi. Dawał mu popalić Sierakowski, oblatany w czym należy. Sierak nie jest moim idolem, ale przynajmniej jest piekielnie inteligentny, a już napewno - przygotowany do każdej rozmowy.Wołek to dla niego żaden partner, to "komunalista", wciąż uważający, że metodą "na Kaczyńskiego" można wyłgać się z każdej dyskusji. No i zaraz po opisanym wydarzeniu medialnym trafiam na wpis Ł.W., któremu górnicy nie dokładają do pensji, ale Ł.W. dokłada natomiast im...I sobie nie życzy. Ludzie, skąd wy się bierzecie? Od poniższego juz mnie boli klawiatura, więc zapisałam to w notatkach i edytuję, zaznaczając, że rzecz miała miejsce z przyczyn politycznych, nie zaś - ekonomicznych: "W styczniu 1990 (Balcerowicz & co, oczywiście) zapada decyzja o zamrożeniu cen węgla, przy jednoczesnym uwolnieniu innych cen.Odtąd górnictwo staje się nieopłacalne, a prasa - z GW na czele - napuszcza czytelnika w sprawie dopłacania z jego kieszeni do wrednych górników. Co się pęta po róznych forach do dziś. Mamy więc ten rok 1990. Koszt wydobycia jednej tony - 20 dolarów, koszt wyeksportowanej tony - 50 dolarów. Ale kopalnie zostaja zmuszone do sprzedaży po...12 $, (zostaje im 10 ), a marny zysk, który uzyskują, zostaje obłożony... uwaga - 80% PODATKIEM! Poszukajcie czegoś takiego w świecie.Wolny rynek? Wolne żarty chyba...Koszty pozostają kosztami, więc kopalnie zaciagają kredyty. Ministerstwo Finansów, a jakże -wydaje zarządzenie: kredyty te maja byc oprocentowane w wys.400%, w skali roku. Przez dalsze trzy lata dług górnictwa wynosi 22 BILIONY zł. To koniec." Czy Ł.W. pojmuje, czemu dopłacał? Kto ma o tym wiedziec, jeśli nie dziennikarz? Ale od tego czasu koniunktura przychodziła i mijała, w każdym razie kopalnie spłaciły długi, które zafundował im Balcerowicz, Ł.W. do niczego nie dopłaca. Górnikiem oczywiście nie musi być, ale skąd weźmie energię, z której korzysta? Przyniesie sobie w wiaderku? Poza tym - jakkolwiek spółka by się nie nazywała - i tak jej faktycznym włascicielem jest rząd. Na "Budryku" uparły sie obie strony, każda przy swoim - nie wchodząc w meritum sporu. Zarząd stać na koszty strajku, nie stać na spełnienie żadań, skądinąd jednak sprawiedliwych. Sytuacja jest taka, jak w służbie zdrowia, gdzie ma roztrzygać dyrektor placówki, zaspakajając żądania zarówno lekarzy, jak reszty personelu bez dodatkowych pieniędzy. Howgh. A rząd będzie uciekał do Lublina, albo grzmiał jak - Waldi, albo epatował miłościa i zaufaniem.Nie bedzie nawet mediatorem.Bo to nie jego broszka...Fajny ten rząd! Łukasz Warzecha powinien przeczytać dokładnie to, co napisała mu Ufka, chyba na tym pierwszym wpisie, który był uprzejmy popełnić: dobre czasy strachu o pracę juz się skończyły. Kopalnie przyjmą kazde wolne, górnicze ręce. Lawirując między prawem a koniecznością, przyjmują tych, których przyjmować nie powinny, czyli tych, którzy wzięli słynne odprawy. Gdyby Łukasz Warzecha wziął do ręki mapę, albo kliknął choćby w "szukacz.pl", szybko by - mam nadzieję - skojarzył, że z Ornontowic do granicy czeskiej można niemal dotrzeć na pieszo, a Czechom górnictwo się opłaca.I zatrudniają.I wcale nie trzeba latać do Czech na pieszo. Kłopot ma zarząd, nie - górnicy.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)