Przemyślenia figowego liścia
Póki pozwalają wisieć przy swoim interesie...
14 obserwujących
356 notek
104k odsłony
  163   5

IMHO, czyli kilka uwag o wojnie, kiełbasie i infrastrukturze krytycznej.

"... teraz jest wojna, kto handluje ten żyje." "... chciwość gubi frajerów."

Było to dobre ćwierć wieku temu, kiedy mojego, bezpiecznie drzemiącego na przydziałowym biurku kolegę, koło południa poderwał na nogi pilny faks ze służby celnej. Na naczepie tira, zarejestrowanego w firmie właściwej dla miejsca, oprócz zgodnej z dokumentacją przewozową armatury łazienkowej, zakwestionowano bodajże kilkaset kilogramów wędlin. Nie był do ich przewozu przystosowany [tir, nie kolega. przypisek mój, m.c.]; kiełbasy poupychano w zlewy, spłuczki i przysłowiowe dziury w klozecie. Biorąc pod uwagę ciepłą porę roku, kilka godzin nieplanowanego przestoju przed granicą mogło się znacznie przyczynić do ujawnienia kontrabandy.

Kilka lat temu, grupa archetypicznych roboli-alkoholików z rosyjskiej, dalekowschodnie głubinki, postanowiła zakąsić flaszkę technicznego spirytusu ukradzioną z kopalnianego magazynu kiełbasą. Podłużny, owinięty foliową osłonką balasek został pokrajany w galaretowate plasterki i solidarnie spożyty przez uczestników libacji. Częstowany "kiełbasą" pies odmówił konsumpcji. Nic dziwnego, od więcej niż stu lat psy są skutecznie używane do wykrywania ładunków wybuchowych. Wszyscy żule, biorący udział w  tej popijawie wylądowali na oddziale szpitalnym, z objawami ciężkiego zatrucia bliżej niezidentyfikowanym "kruszącym MW górniczym z grupy akwatoli".

Każdy z PT czytelników, który miał kiedykolwiek do czynienia z mundurem - i niekoniecznie nawet z rozpuszczonym jak dziadowski bicz, zblazowanym z nudów i niekarnym jak banda pijanych murarzy wojskiem zawodowym - wie, że każda osoba usiłująca wypełniać przepisy regulaminu jest z automatu traktowana jako człowiek ciężko (i niebezpiecznie) nawiedzony. Dotyczy to także regulaminu kontroli pojazdów. W dodatku my, Polacy, złoci ptacy, żyjący na skrzyżowaniu kultur i strategicznych kierunków natarcia, zdajemy sobie sprawę, że podczas wojny żyje ten, kto handluje. Nie dość tego, by żyć trzeba pozwolić żyć innym. Zaś odpowiedniej wysokości łapówka jest smarem maszynerii społecznej, złotą zasadą wolności gospodarczej oraz najlepszym uzupełnieniem skąpej wypłaty, czy równie skąpego żołdu.



Jeżeli zaś chodzi o sam moment eksplozji, skorelowany co do sekund z przejazdem eszelonu z cysternami, to podstawą jest tutaj zwiad satelitarny śledzący poczynania stron i dostarczający informacji w czasie rzeczywistym. Gdyby było zbyt daleko od lądu, sygnał do radiowego zapalnika, umieszczonego w "towarze", jaki na odcięty od transportu półwysep miał przewieźć nieświadomy rzeczy, podnajęty do kontrabandy kierowca, zawsze mógł przesłać krążący wokół mostu dron zwiadowczy, parokilogramowe gówienko, na które nikt rozsądny nawet nie będzie zwracał uwagi.

I nie wierzę osobiście w żaden pocisk rakietowy. Po pierwsze, pociskiem rakietowym można trafić precyzyjne w pylon, wywołując zniszczenia znacznie poważniejsze i trudniejsze do naprawy niż zarwanie jezdni. Po drugie, ile taki pocisk przenosi ładunku wybuchowego? Maksymalnie kilkaset kilogramów, podczas kiedy wypchana zwyczajnymi nawozami sztucznymi, nie budząca niczyjej uwagi ciężarówka może dać efekt równy nalotowi drogiego do nieprzytomności, odrzutowego samolotu myśliwsko-bombowego.

A poza tym, uważam, że należy zniszczyć Kartaginę, a na wyposażenie wszystkich polskich służb, tak mundurowych, jak ochrony pilnie wprowadzić psy służbowe. Jest ich od cholery, szkolenie kosztuje niewiele, utrzymanie też. A sprawdzą się lepiej niż skomplikowana i cenna elektronika.

Wojna jest, panowie, myśleć trzeba.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie